
VapCap M Waporyzator to najnowsze wcielenie kultowego waporyzatora firmy DynaVap. VapCap M Waporyzator wykonany jest w całości ze stali nierdzewnej, co eliminuje ryzyko jego rozbicia. Przede wszystkim jednak jest to najbardziej wydajny waporyzator, jaki można obecnie nabyć. A że do tego jest on bardzo niedrogi to zdecydowanie polecam Wam jego zakup!
UPDATE: Uwaga, ta recenzja dotyczy pierwszej generacji VapCap M z 2017 roku i nie jest ona już aktualna. Obecnie w sprzedaży dostępny jest VapCap M 2020 Waporyzator, który jest pod każdym wględem lepszy i zdecydowanie go Wam polecam!
Zacznijmy od przypomnienia, czym jest VapCap – jest to analogowy waporyzator wielkości papierosa, nieposiadający w sobie żadnych podzespołów elektronicznych ani baterii.
Wykorzystuje on zewnętrzne źródło ciepła – najlepiej sprawdza się zapalniczka żarowa lub palnik typu jet-flame. Płomieniem ogrzewamy metalową nasadkę (Cap), która po osiągnięciu optymalnej temperatury wydaje z siebie kliknięcie.
Gdy temperatura nasadki spadnie poniżej optymalnej temperatury waporyzacji – znowu usłyszymy kliknięcie, tym razem będzie ono informowało o konieczności ponownego ogrzania nasadki. Jest to bardzo prosty, ale jednocześnie bardzo skuteczny mechanizm działania.
VapCap jest waporyzatorem typu on-demand – mocnej pary może dostarczyć w przeciągu kilku sekund, zaś inhalację można przerwać w dowolnym momencie.
VapCap M różni się od wcześniej przeze mnie recenzowanego VapCap OG Waporyzator przede wszystkim tym, że zamiast ze szkła wykonany jest z metalu (stali nierdzewnej), co eliminuje ryzyko przypadkowego rozbicia szklanych elementów i czyni ten waporyzator praktycznie niezniszczalnym.
VapCap M Waporyzator w skrócie
Pierwsze wrażenia – 85/100: Sam waporyzator robi doskonałe pierwsze wrażenie – jest bardzo solidny, starannie wykonany i trwały. Wszystkie elementy pasują do siebie idealnie. Podoba mi się też waga VapCap M – bardzo dobrze leży on w dłoni.
Poza VapCap M otrzymamy zieloną plastikową tubę ochronną – idealnie hamuje ona zapach. Trochę brakuje za to dodatkowych akcesoriów – poza M i tubą ochronną nie otrzymamy nic więcej.
Łatwość użytkowania – 90/100: Technika brania wdechów jest niezwykłe łatwa, choć jej pełne opanowanie przychodzi z czasem. Mimo to, nawet osoby nie mające wcześniej w ręce żadnego waporyzatora nie będą miały najmniejszych problemów z obsługą VapCap M – jest ona niezwykle intuicyjna.
Łatwość użytkowania jest ogromna głównie dzięki bardzo sprytnemu systemowi kontroli temperatury, jakim jest klikająca nasadka.
Vapor – 90/100: VapCap M produkuje wielkie kłęby niezwykle mocnej pary – zdecydowanie mocniejszej niż w przypadku znacznej większości waporyzatorów elektronicznych. Para jest też bardzo wysokiej jakości – nie drapie po gardle, nie drażni dróg oddechowych, jest odpowiednio schłodzona.
Z drugiej strony, czuć ją na płucach nieco bardziej niż parę z innych waporyzatorów, co dla wielu osób będzie wielką zaletą. Smak również jest dobry, szczególnie przy pierwszych kilku wdechach.
Wydajność – 98/100: Pod kątem wydajności VapCap M Waporyzator bije na głowę wszystkie w zasadzie waporyzatory elektroniczne – to najbardziej oszczędny waporyzator spośród wszystkich, jakie dotychczas testowałem [EDIT: bardziej wydajny jest jedynie OmniVap].
Komora mieści poniżej 0,1 g i taka ilość jest wystarczająca do w pełni satysfakcjonującej inhalacji. VapCap M wyciska z ziół naprawdę ostatnie soki. Dodatkowo, komora wcale nie musi być wypełniona w całości, zaś inhalację można w dowolnym momencie przerwać. Ideał!
Dyskrecja – 80/100: Z jednej strony ogrzewanie czegoś metalowego zapalniczką żarową nie wygląda szczególnie dyskretnie.
Z drugiej jednak strony, VapCap M jest ogrzewany przed inhalacją (a nie w trakcie zaciągania się), można więc ogrzać go w dość dyskretny sposób – dobrej jakości zapalniczka potrzebuje na to około 5 sekund. Zapachu jest dość sporo z racji na wielkie chmury, ale znika on bardzo szybko – w kilka minut w pomieszczeniu, od razu gdy jesteśmy na zewnątrz.
Czyszczenie – 100/100: Czyszczenie VapCap M jest bardzo mało problematyczne – trzeba jedynie uważać żeby kontaktu z alkoholem izopropylowym nie miały silikonowe uszczelki oraz nasadka komory.
Całe czyszczenie zajmuje maksymalnie kilka minut i nie trzeba wykonywać go szczególnie często – przy codziennym użytkowaniu czyszczenie raz na 2 tygodnie jest w pełni wystarczające.
Gwarancja – 90/100: DynaVap nie informuje, jaką gwarancją jest objęty VapCap M, jednak w praktyce jest to firma, która wszystkie wadliwe egzemplarze wymienia na nowe bez zadawania zbędnych pytań.
Inną kwestią jest, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma podzespołów elektronicznych, elektrycznych, baterii, szkła, które mogłoby się rozbić. To praktycznie niezniszczalny sprzęt.
Ostateczny werdykt – 90/100: VapCap M to jeden z najlepszych i najbardziej wydajnych waporyzatorów, jakie dotychczas miałem okazję testować. Jeśli doliczyć do tego jego bardzo niewygórowaną cenę, otrzymujemy urządzenie praktycznie idealne.
Jakość pary jest na bardzo wysokim poziomie, jej moc jest obłędna, podobnie zresztą jak oszczędność materiału, jaką można uzyskać korzystając z VapCap M. Całość jest zaś wielkości papierosa i jest absolutnie niezawodna. Gorąco polecam!

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć VapCap M Waporyzator. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!
Sprawdź co o VapCap M mówią eksperci z VapeFully:
rozważ zakup w VapeFully 💜 |
![]() |
VapCap M Waporyzator – recenzja pogłębiona
Pierwsze wrażenia
VapCap M, podobnie jak VapCap OG Waporyzator, otrzymujemy w ochronnej i antyzapachowej zielonej tubie. Nie ma żadnego pudełka, zestawu akcesoriów itd. Tylko zielona tubka i VapCap M w środku.
Z jednej strony to trochę razi, z drugiej zaś strony do użytkowania VapCap M Waporyzator nie potrzebujemy tak naprawdę nic poza zapalniczką żarową/palnikiem jet-flame, zaś niska cena tego modelu trochę uzasadnia brak zestawu akcesoriów.
W zielonej tubie znajduje się VapCap M. Jest on wyraźnie cięższy od VapCap OG, co zresztą nie powinno dziwić – stal jest sporo cięższa od szkła. Rozmiar VapCap M nie był dla mnie zaskoczeniem, jednak jeśli to wasz pierwszy VapCap to możecie być zaskoczeni tym, jak mały jest ten waporyzator – jest niemal dokładnie wielkości papierosa.
Wszystkie elementy (poza uszczelkami) wykonane są ze stali nierdzewnej. VapCap M składa się z nasadki (Cap), komory na zioła, kondensatora (wewnętrzna tuba) oraz obudowy połączonej w ustnikiem.
Ciekawostka – ustnik VapCap M Waporyzator idealnie pasuje do szlifu 10 mm typu żeńskiego, można więc względnie łatwo połączyć go z fajką wodną.
Wszystkie elementy VapCap M wykonane są niezwykle starannie, nie udało mi się dopatrzeć jakichkolwiek niedoskonałości. M robi doskonałe pierwsze wrażenie – mimo, iż nie jest to sprzęt drogi to robi wrażenie produktu z wyższej półki.
Brak szklanych elementów oznacza zaś koniec paranoi pt. „żeby tylko nie rozbić VapCap’a”. Większa (niż w przypadku VapCap OG) waga VapCap M sprawia też, że znacznie lepiej leży on w dłoni i robi ogólne wrażenie znacznie solidniejszego sprzętu.
VapCap M robi doskonałe pierwsze wrażenie. Trochę brakuje dodatkowych akcesoriów, z drugiej strony ich brak jest względnie zrozumiały z co najmniej kilku powodów.
Za pierwsze wrażenia VapCap M Waporyzator oceniam na 85 punktów na 100.
Łatwość użytkowania
Podobnie jak klasyczny (szklany) VapCap M jest bardzo łatwy w obsłudze. Doszlifowanie techniki brania wdechów i pełne korzystanie z możliwości oferowanych przez VapCap M chwilę jednak zajmuje. Zacznijmy jednak od samego początku.
Pierwszym krokiem jest zmielenie ziół i napełnienie komory. Z moich obserwacji wynika, że właściwie każdy typ grindu będzie dobrze działał w VapCap M – zioła możemy zmielić na pył (choć wówczas ryzykujemy, że małe drobinki przedostaną się do kondensatora), średnio drobno lub nie mielić ich wcale – M i tak sobie z nimi poradzi. Ja osobiście preferuję dość drobny grind.
Zioła można nabić do komory palcami (nie polecam mocnego ubicia, powinno ono być w miarę luźne) lub zastosować tzw. metodę próżniową, czyli zassać susz do komory robiąc wdech przez ustnik. Kiedy komora jest już napełniona, nakładamy na nią nasadkę, którą w tym momencie możemy zacząć rozgrzewać.
Nasadkę ogrzewamy aż wyda ona podwójne kliknięcie – będzie to znak, że temperatura jest odpowiednia do rozpoczęcia inhalacji. Po 1-2 wdechach VapCap M kliknie ponownie sygnalizując, że temperatura spadła poniżej idealnego poziomu i konieczne jest ponowne ogrzanie nasadki.
Do pełnego wykorzystania ziół potrzeba 2-4 takich cykli. Po zakończeniu inhalacji zawartość komory można łatwo wydłubać z wystającą częścią metalowej nasadki.

Źródło ciepła może być w zasadzie dowolne – może to być zwykła zapalniczka, palnik butanowy/zapalniczka żarowa a nawet zwykła świeczka. Odradzam jednak korzystanie ze źródeł ciepła innych niż zapalniczka żarowa/jet-flame – wszystkie inne rodzaje płomienia będą powodowały osadzanie się sadzy na nakładce.
W przypadku płomienia żarowego sadzy nie ma. Słowo na temat zapalniczek żarowych – istnieją modele z jednym, dwoma, trzema lub czterema płomieniami. Im będzie ich więcej tym szybciej będziemy w stanie ogrzać nasadkę, jednak będziemy mieli mniejszą kontrolę nad tym, w które miejsce nasadki skierujemy płomień.
A to gdzie go skierujemy ma spore znaczenie – im bliżej czubka nasadki, tym niższa będzie temperatura waporyzacji. Im dalej zaś skierujemy płomień, tym temperatura będzie wyższa. To jeden z elementów szlifowania techniki – każdy musi znaleźć swoją idealną metodę ogrzewania nasadki i brania wdechów.
Parę słów o technice brania wdechów – to, jak gęsta i ciepła będzie para regulujemy zatykając/odsłaniając sprzęgło znajdujące się w pobliżu ustnika. Istnieją zwolennicy różnych technik brania wdechów – niektórzy przez cały czas zatykają sprzęgło, inni nie robią tego wcale, jeszcze inni zatykają je tylko na chwilę.
Ja zazwyczaj rozpoczynam branie wdechu z zatkanym sprzęgłem i po chwili całkowicie je odtykam, jednocześnie przyspieszając wdech. Tak jak pisałem powyżej – każdy musi samodzielnie znaleźć swój złoty środek. Nie jest to w każdym razie trudne.
Przy całkowicie odsłoniętym sprzęgle VapCap M daje większy opór przy wdechu niż VapCap OG Waporyzator – to dobrze, można wypuszczać satysfakcjonujące chmury w zasadzie wcale nie zatykając sprzęgła.
Kiedy z kolei całkowicie zatkamy sprzęgło, opór będzie mniejszy niż w OG (jest to możliwe dzięki dodatkowym żłobieniom doprowadzającym powietrze do komory) – to też dobrze, bo robiąc wdech z zatkanym sprzęgłem nie mamy wrażenia, że próbujemy wciągnąć piłeczkę tenisową przez słomkę, a tak właśnie się czułem w przypadku VapCap OG.
Opanowanie techniki użytkowania jest bardzo łatwe, jej doszlifowanie do idealnego poziomu może jednak chwilę zająć. Mówiąc jednak ogólnie, łatwość użytkowania VapCap M jest ogromna, to bardzo intuicyjny waporyzator.
Za łatwość użytkowania VapCap M oceniam na 90 punktów na 100 – jest jeszcze lepiej niż w przypadku modelu VapCap OG, szczególnie jeśli chodzi o łatwość brania udanych wdechów.
Vapor
Byłem w prawdziwym szoku kiedy miałem okazję po raz pierwszy przekonać się o mocy vaporu produkowanego przez klasycznego VapCap’a OG Waporyzator. VapCap M to jednak całkowicie inna bajka – para jest równie mocna, jest jednak znacznie lepiej schłodzona.
Stal przejmuje ciepło lepiej od szkła i prawdopodobnie to właśnie dlatego para produkowana przez VapCap M ma zawsze idealną temperaturę, nawet jeśli całkowicie zatkamy sprzęgło.

Moc pary zasługuje na osobny akapit – jest ona wręcz nieprawdopodobna! Jedno nabicie (grubo poniżej 0,1 g) potrafi sprawić, że mam dość na ładnych parę godzin. Vapor jest nieprawdopodobnie mocny, co jest zapewne zasługą względnie wysokiej temperatury waporyzacji.
Żaden inny waporyzator przenośny (poza innymi VapCap’ami), nawet te w cenach powyżej 1000 zł, nie produkuje równie mocnej pary. Jedynym konkurentem na tym polu jest Sticky Brick Original, jest to jednak sprzęt znacznie większych rozmiarów.
Para produkowana przez VapCap M jest w mojej ocenie znacznie lepszej jakości niż w przypadku VapCap OG Waporyzator – mimo wielkiej mocy zawsze jest ona gładka, nigdy nie jest drapiąca po gardle ani niekomfortowo ciepła.
Mimo to jest ona bardziej odczuwalna na płucach niż w przypadku większości waporyzatorów, co cieszyć będzie wszystkie osoby przesiadające się z palenia na waporyzację – osoby takie często narzekają, że podczas waporyzacji nie czują „tego czegoś” na płucach. VapCap M zdecydowanie daje „to coś” 😉

Smak pary nie jest równie dobry jak w przypadku szklanego VapCap OG, ale wciąż jest bardzo w porządku. Jedynie kiedy jesteśmy już blisko pełnego wykorzystania ziół, smak robi się nieco gorszy. To jednak domena wszystkich bez wyjątku waporyzatorów.
Jakość pary jest świetna, do tego jest ona niespotykanie mocna. Za vapor VapCap M Waporyzator oceniam więc na 90 punktów na 100.
Wydajność
Śmieszna sprawa z tą wydajnością VapCap M. Śmieszna, bo pod kątem wydajności VapCap M bije na głowę praktycznie wszystkie waporyzatory elektroniczne.
Ta niezwykła wydajność ma swoje kilka filarów: zdolność do bardzo skutecznej ekstrakcji (wydobycia substancji aktywnych z suszu), niewielkich rozmiarów komorę, brak konieczności wypełniania komory w całości oraz możliwość przerwania inhalacji w dowolnym momencie w zasadzie bez żadnych strat wydajności. Po kolei więc.
Prawidłowo użytkowany VapCap M po inhalacji zwróci susz mocno ciemnobrązowy, nie zwęglony ani nadpalony, po prostu wykorzystany w maksymalnym stopniu.
Efekt tego jest taki, że VapCap M Waporyzator wyciąga z suszu po prostu więcej substancji aktywnych niż inne waporyzatory. Nie bez znaczenia jest też rola temperatura waporyzacji – w VapCap M jest ona raczej wysoka, w okolicach 210-220 stopni Celsjusza. Takie temperatury sprzyjają skutecznej ekstrakcji.

Komora jest naprawdę bardzo mała. Prawidłowo nabijając VapCap M (czyli bez mocnego ubijania suszu) komora zmieści nieco poniżej 0,1 g. Taka ilość pozwala na 2-4 cykle po 2 wdechy, czyli zazwyczaj koło 6 wdechów.
Co ciekawe, choć korzystając z innych waporyzatorów (np. Arizer Air) jesteśmy w stanie uzyskać większą ilość wdechów, to w przypadku VapCap M te wdechy są po prostu mocniejsze.
Choć VapCap M to waporyzator niemal w pełni kondukcyjny, nie wymaga on wypełnienia komory w całości. Ba, jesteśmy w stanie nabić dowolną ilość – nawet ostatnie okruchy. VapCap M da sobie z nimi radę. To naprawdę fenomenalne i jeszcze bardziej poprawi to wydajność. Na marginesie dodam, że VapCap M doskonale radzi sobie również ze sprasowaną żywicą, co jest rzadkością jeśli chodzi o waporyzatory do suszu.
Ostatnim czynnikiem dodatnie wpływającym na wydajność VapCap M jest fakt, że jest to waporyzator on-demand. Spełnia on wszystkie kryteria – rozgrzewa się w kilka sekund i umożliwia wzięcie zaledwie kilku buszków i dokończenie inhalacji później.
To zawsze fajna sprawa, w przypadku VapCap M zaś o tyle cenna, że pełne wykorzystanie zawartości komory może dla niektórych być zbyt mocnym doświadczeniem, szczególnie w ciągu dnia.
Podsumowując, wydajność VapCap M jest naprawdę idealna. Za wydajność VapCap M oceniam na 98 punktów na 100 możliwych. Lepszy na tym polu jest jedynie OmniVap Titanium.
Dyskrecja
Z jednej strony opalanie czegoś zapalniczką żarową nie może wyglądać dyskretnie. Z drugiej strony, VapCap M nie jest szklany, więc nie przypomina fifki, jak miało to miejsce w przypadku VapCap OG Waporyzator. Używając zaś zapalniczki żarowej z kilkoma dyszami (na zdjęciu poniżej) VapCap’a M jesteśmy w stanie ogrzać w mniej niż 5 sekund.
Nie ogrzewamy go też w trakcie zaciągania się, co nieco pomaga zachować dyskrecję. Biorąc potem dyskretne buszki (M bez najmniejszego problemu ukrytemu w dłoni) jesteśmy w stanie nie zwracać na siebie uwagi.

Jeśli chodzi o zapach to jest go dość sporo – co jest w pełni zrozumiałe przy tak dużej produkcji pary. Nie ma natomiast porównania z tradycyjnym paleniem – VapCap M daje zapach typowy dla waporyzatora, żadnego zapachu dymu.
Aromat ten w związku z tym bardzo szybko znika – w zamkniętym pomieszczeniu po kilku, kilkunastu minutach, natomiast na świeżym powietrzu praktycznie od razu.
Podsumowując, VapCap M jest zdecydowanie bardziej dyskretny od wersji Original. Za dyskrecję oceniam VapCap M waporyzator na 80 punktów na 100 możliwych.
Czyszczenie
Czyszczenie jest bardzo mało skomplikowane. Należy rozebrać M na części i odmoczyć w ISO kondensator oraz zewnętrzną część obudowy. Nie należy odmaczać uszczelek znajdujących się na kondensatorze, komory grzewczej (również posiada ona uszczelki) ani stalowej nasadki.
Wnętrze komory grzewczej czyścimy patyczkami kosmetycznymi nasączonymi w ISO, uważając aby ominąć uszczelki. Same uszczelki można z kolei wyczyścić ciepłą wodą z mydłem lub płynem do mycia naczyń.
Warto też podkreślić, że czyszczenie VapCap M nie jest konieczne często – gdy wykonałem je po 2 tygodniach używania M (codziennie używałem go kilka razy), wewnątrz nie było szczególnie dużo zabrudzeń.
Podsumowując, czyszczenie VapCap M jest bardzo łatwe i mało problematyczne, zajmuje maksymalnie kilka minut i nie jest konieczne przesadnie często. Za czyszczenie VapCap M dostaje więc 90 punktów na 100.

Gwarancja
Mówiąc o gwarancji warto podkreślić, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma jakichkolwiek komponentów elektrycznych czy elektronicznych, baterii, żadnych elementów ze szkła, które mogłyby się rozbić. Elementy ze stali są zaś niezwykle wytrzymałe, praktycznie niezniszczalne.
DynaVap nie informuje na temat gwarancji na VapCap M, natomiast w przypadku jakichkolwiek wad fabrycznych wszystkie VapCap’y są szybko i bezproblemowo wymieniane na nowe egzemplarze. DynaVap jest zresztą firmą o legendarnie doskonałej obsłudze klienta. Porównując model M do VapCap OG Waporyzator trzeba podkreślić, że znika podstawy problem, czyli ryzyko rozbicia sprzętu.
Nie wiadomo ile dokładnie wynosi gwarancja producenta. Wiadomo natomiast, że jeśli tylko coś złego będzie działo się z Twoim VapCap’em to bez problemu zostanie on wymieniony na nowy model. Mnie taka forma gwarancji przekonuje – szczególnie w połączeniu z faktem, że w VapCap M po prostu nie ma co się zepsuć. Za gwarancję oceniam VapCap M na 90 punktów na 100.
Ostateczny werdykt
Zdecydowanie VapCap M zdobył moje serce, jest bez porównania lepszy od i tak świetnego modelu Original (OG). Znika największy problem, czyli ryzyko przypadkowego rozbicia. To bardzo ważne, ponieważ użytkownicy ziół często znani są z upuszczania i rozbijania różnych rzeczy.
VapCap M jest gotowy do pracy w kilka sekund (im lepszy nasz palnik, tym szybciej), pozwala też na przerwanie inhalacji i dokończenie jej później – zdecydowanie jest to więc waporyzator typu on-demand. Jakość pary jest świetna, jeszcze lepsza jest wydajność. Obsługa również jest banalna, czyszczenie zaś bezproblemowe. Czego chcieć więcej?
Podsumujmy więc VapCap M:
Ostateczny werdykt to 90 punkty na 100.
VapCap M Waporyzator to najbardziej wydajny i oszczędny waporyzator spośród wszystkich modeli, jakie do tej pory testowałem.
Pozwala on na ogromne oszczędności na ziołach.
Para jest bardzo dobrej jakości i jest niezwykle mocna.
Warto też podkreślić, że VapCap M Waporyzator zostawia w tyle większość znacznie droższych waporyzatorów elektronicznych.
To najtańszy dobrze działający waporyzator on-demand, który w dodatku zmieści się wszędzie dzięki swojemu niezwykle małemu rozmiarowi i nigdy nie wyładuje mu się bateria.
Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów waporyzacji i wypuszczania wielkich chmur!
Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu VapCap M Waporyzator w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata! 0










Cześć,
zależy jaki bubbler masz na myśli, jeśli chodzi o taki który montuje się na waporyzatorze to nie byłoby to zbytnio komfortowe rozwiązanie gdyż musiałbyś trzymać VapCap’a pionowo. Bardziej nadałoby się bongo np takie:
https://www.vapefully.com/pl/produkt/bongo-klasyczna-z-dzbanem-4-mm/
Żeby połączyć je z VapCap M musisz posiadać sylikonowy ustnik który dopasuje się do damskiego szlifu 14mm w fajce:
https://www.vapefully.com/pl/produkt/vapcap-original-silikonowy-ustnik/
Nie miałem na myśli żadnego konkretnego bubblera, zastanawiałem się czy jakiś w ogóle się nadaje do zastosowań terenowych.
Ale chyba nie, dzięki za odpowiedź.
Przy okazji, szkoda, że VapeFully nie daje możliwości skomponowania sobie własnego VapCapa.
Nawet z przesyłką ze Stanów, VapCap M 2018 z tytanowym tipem wychodzi 100 zł taniej niż m 2018 + tytanowy tip. Może ich namówisz?
Postaram się przy okazji o tym zagadać 🙂
Kupię lub zamienię na jakieś inne akcesorja do różnych vapków szklaną rurkę do VapCap Oryginal-tę zewnętrzną rurke z dziurką.Pozdrawiam i przepraszam za offtopa.
Witam wszystkich. Ogólnie to właśnie zamówiłem vapcap m shadow. Będzie to moje pierwsze spotkanie z takimi urządzeniami. Wcześniej tylko, bluba, wiadro lub joint. Oglądałem tam kilka poradników i czytałem Wasze komentarze, ale nie do końca wszystko rozumiem i chciałbym takie totalnie podstawowe informacje. Jaki kolor ma mieć susz odpowiednio przepalony?? Jak ostrożnie rozkładać na części? Wszelkie informacje i porady mile widziane bo jestem zielony 😉
Cześć, napisz do mnie proszę email na adres [email protected] – podrzucę Ci garść ciekawych informacji.
Czesc, istnieje prosta i calkowicie darmowa metoda jak natychmiast zrobic z VapCap M na OmniVap, tutaj filmik: https://www.youtube.com/watch?v=p7ywZ42WYtg
Zastanawiam sie czy ktos juz probowal – jakie wrazenia ? Czy rzeczywiscie jest tak dobrze ?
Hej, to nie do końca tak – ten filmik pokazuje jak wymienić kondensator z M na kondensator XL i jednocześnie zatkać sprzęgło tak, aby móc korzystać z VapCapa bez użycia rąk. Nie ma to nic wspólnego z OmniVapem – do tego potrzebny jest kondensator z Omni, ten zaś nie pasuje do obudowy VapCap M.
Na tej bazie mam pomysł.
Gdyby dodać uszczelkę w zwykłym M w tym miejscu, w które na filmie uszczelka została przesunięta i ją lekko sperforować tak by przepuszczała trochę powietrza to otrzymalibyśmy efekt jakby jednego ustawienia sprzęgła w Omni. Oczywiście trzeba by eksperymentalne dobrać ilość perforation upodobań.
Jeśli uda Ci się zrobić dziurki w uszczelce. Jak przeprowadzisz testy to daj znać 😉
Witam,
Niedawno zakupiłem Vapcam M 2018 i jestem pod wrażeniem tego prostego urządzenia. Podzielę się poniżej wrażeniami po ok. 1-miesięcznym używaniu. Na początku chciałbym zwrócić uwagę na samo podgrzewanie nasadki. Zauważyłem, że różne zioła (ten sam rodzaj, inna odmiana, inny poziom wysuszenia, zawartość CBD etc.) lubią różne temperatury. Używam palnika typu jet z pojedynczą dyszą i pierwsze grzanie robię poniżej połowy nasadki obracając Vapcapem do drugiego kliknięcia, a po wciągnięciu chmury ,lekkim przestudzeniu i po kliknięciu informującym o gotowości do kolejnego podgrzewania nasadki, podgrzewam tak samo, ale tylko do pierwszego kliknięcia (max. 1 sekunda po pierwszym kliknięciu) i to są optymalne temperatury w moim Vapcapie. Najlepsze jest to co odkryłem niedawno… zmielone zioło grinderem wsypuję do Vapcapa i bardzo delikatnie ubijam lub nie ubijam wcale, a po podgrzaniu Vapa biorę chmurę… bez zakrywania dziurki. Efekt jest niesamowity, a chmury olbrzymie i nie trzeba mocno ciągnąć 🙂 Zioło nie może być zbyt mocno zmielone i ubite aby efekt był zadowalający. Na początku miałem małe problemy z opanowaniem temperatury i zdarzyło mi się kilka razy przypalić susz. Ważne jest aby nasadka była wsunięta do końca, w przeciwnym wypadku łatwo można przypalić susz (nagrzewanie do kliknięcia trwa dłużej). Próbowałem też z innymi ziołami, takimi jak: melisa, mięta, dziurawiec a nawet zielona herbata 🙂 Z tych wymienionych ciekawa była tylko mięta, ale na jakiś czas pozostał jej posmak podczas waporyzacji zioła CBD. Ogólnie nie zamierzam powracać do starych metod i stałem się fanem waporyzacji. Zastanawia mnie jaka jest trwałość nasadki przy codziennym użytkowaniu i czy można ją czyścić np. wacikiem nawilżonym alkoholem izopropylowym od środka… moja nasadka po miesiącu ma delikatny osad na dnie.
Patyczkiem do uszu najlepiej. Moja nasadka po 2 latach nie wygląda na nową ale daje rade co do rodzaju zioła się zgadza ale bardziej obstawiam wilgotność zazwyczaj w kofach szukam zbitego dużego kokona z kryształami na połączeniach nigdy nie ubijam i po drugim podgrzaniu zamieszam lekko łychą od nasdki jak się nie wysypie to jest git.
Cześć,
dzięki za fajny komentarz. Producent rekomenduje by czyścić nasadkę jedynie na sucho. Nie można używać alkoholu izopropylowego do czyszczenia nasadki.
Pozdrawiam,
VapoManiak
mam pytanie skoro w kondensatorze vapcapa po jakimś czasie jest tłustawy ciemny osad to jak to jest z tym vaporem czy w drogach oddechowych ta tłustość też z czasem się pojawi
Ten osad to tzw. kondensat – para, która kondensuje się na chłodniejszych powierzchniach na skutek różnicy temperatur. W drogach oddechowych vapor się nie kondensuje tylko się wchłania – jest to aerozol składający w około 90% z substancji aktywnych, reszta to para wodna.
Właśnie widziałem zapowiedź nowego VAPCAPA M w wersji 2019 i trochę żałuję, że się pośpieszyłem. Z drugiej strony, różnice między wersją z 2017 i 2018 nie były rewolucyjne… poza tym nie wiadomo kiedy nowa wersja VAPCAPA M trafi u nas do sprzedaży. W dniu wczorajszym pierwszy raz czyściłem VAPCAPA zgodnie z instrukcją alkoholem izopropylowym i jestem ciut niezadowolony ponieważ pogięło mi się trochę sitko (przed wyjęciem było lekko zalepione) ale dało radę je naprawić. Następnym razem przed wyjęciem sitka namoczę je w alkoholu, tak żeby gumki nie miały styczności z alkoholem. Dwie gumki (z tych wysokotemperaturowych 3 sztuk na łączeniu) lekko się przytarły mimo, że rozkładałem VAPCAPA tylko trzy razy od zakupu… ani razu nie grzałem dłużej niż do drugiego kliknięcia. Zastanawiam się nad zakupem dodatkowych sitek i tych trzech gumek, ale ogólnie każdy kolejny dzień utwierdza mnie, że zakup waporyzatora to strzał w dziesiątkę. Następnym zakupem będzie najprawdopodobniej FENIX MINI jako dodatkowy sprzęt do korzystania w np. plenerze.
Witam . Dlaczego podczas waporyzacji gryzie w płuca i gardło? Gdy chmurki są gęste I duże bardzo bolą płuca i kaszel . Czy para nie jest w takim razie za gorącą. Efekt ciężkości na plucach drapanie utrzymuje się długo po sesji .
Odpisałem Ci na ten komentarz pod innym postem – albo całkiem zatykasz „sprzęgło” (to błąd – należy je zatykać tylko trochę kub wcale) przez co para jest zbyt ciepła, albo zdarzyło Ci się przegrzać capa przez co nie działa on prawidłowo i materiał się przegrzewa.
Dziękuję za odpowiedź . Susz po 4 cyklach jest lekko brązowy więc myślę że powinno być dobrze . Choć 2 razy przeoczyłem 2 kliknięcie bo zlało się w jedno i grzałem 5-8 sek czy to mogło go uszkodzić?
Tak, zdecydowanie mogło – złota zasada, respect the click! 😉 ale nie musiało – jeśli susz nie jest czarny to znaczy, że raczej ok. Radzę więc wpuszczać więcej powietrza pod palcem – para będzie miała przyjemniejszą temperaturę.
Może za długo podgrzewasz? Przestajesz po kliknięciu? Może grzejesz za blisko początku nasadki (zakładając, że początek nasadki to tam gdzie jest otwarta, a koniec po założeniu na wapka staje się końcem wapka)?
Może za mocno nabijasz? Spróbuj po prostu zassać koperek do wapka zamiast go nabijać jak lufkę.
Czy wtedy gdy przegrzejemy uszkadza się mechanizm klikania w nasadce? Nakładkę można kupić osobno u producenta ? Dziś bo 2 cyklach grzewczych susz był ciemno brązowy miejscami niestety czarny .
Niestety chyba mój vap cap uległ uszkodzeniu. Moglem go przegrzac ale sam nie wiem jak . Przepala susz , dwie sesje i susz robi się lekko czarny ,przez co dym mocno gryzie i zostaje długo na płucach . Muszę wymienić nasadkę? .
Może sprawdź na innym suszu, miałem podobny problem. Nie wiem jak ogrzewasz capa, ale spróbuj grzać tylko do pierwszego kliknięcia, dzięki temu temperatura będzie niższa. Ja na początku używałem zwykłej zapalniczki (zdecydowanie odradzam) i nie mogłem trafić z odpowiednią temperaturą. Odkąd używam palnika żarowego z jedna dyszą czuję, że mam pełną kontrolę nad temperaturą. Koszt dodatkowej nasadki to prawie 90 zł. Trochę drogo, ale niestety jest to kluczowy element vapcapa. W kwestii gryzącej pary, spróbuj połączyć vapcapa do fajki wodnej. Ja zrobiłem jedną ze szklanej butelki, dwóch słomek i kawałka rurki termokurczliwej, a drugą przerobiłem z fajki wodnej akrylowej (uciąłem rurkę metalową żeby była na równo z uszczelką i przykładam vapcapa dociskając do uszczelki) pary jest dużo i jest łagodna, że nie czuć jej przy zaciąganiu. Powodzenia
Mój się przegrzewał wiele razy (hałas do okoła i nie słyszałem) ale działa poprawnie dwa pierwsze podgrzania zazwyczaj bardzo małe chmury ale za trzecim razem jak susz ładnie wyschnie to mega chmury podgrzewam palnikiem do crem brulee ma sporą moc mniej więcej na połowie nasadki szybko obkrecając susz zasysam tak żeby się nie ubił po 2-3 cyklach mieszam łychą od nasadki i nie zdarza się przegrzać i dymić chyba że podgrzewam dłużej ale wtedy susz wyrzucam natychmiast do zlewu i nie biorę chmury dziurkę zatykam zawsze odkrywam tylko przy końcu zaciągania. Może szybciej obkręcaj i troszkę wyżej podgrzewaj. Producent zawsze stwierdzi że przegrzałeś i żle działa żeby kase nabić. Tak samo na początku śćiągałem gumki do mycia przy głowicy te trzy małe i szybko pękały nie nadąrzyłem zamawiać od roku mocze i czyszcze głowice razem z gumami i zero wymiany a z zaleceń producenta trzeba śćiągać te gumki. Teraz zastanawiam się nad tytanowym ale trochę drogi czekam na obniżkę jakomś . Pozdrawiam
Dziękuję za zainteresowanie tematem . Zamawialem wersje 2018 I etui dostałem zielone bez logo dynavap. Moje jest gładkie i nie ma takie grzybka do otwierania tylko muszę paznokciem zachaczyc żeby otworzyć kabure. Były dwie wersje tub? . Z tym grzaniem do jednego kliknięcia to chmurki nie są tak imponujące ale susz faktycznie nie jest tak przegrzany.
A gdzie zamawiałeś? Bo ja mam już drugą tubę (pierwsza pękła)i każda z logo firmy i cyckiem do otwarcia. Vapa zamawiałem bezpośrednio u producenta cześci to różnie czasem w pl to wtedy w vapefully a w nl vaposhop i nigdy się niezawiodłem może zakupiłeś coś z chin nieświadomie?
Są 2 wersje Tub. Znajomy brał z vapefully i miał bez grzybka, a ja od producenta i mam grzybka.
Obniżka pewnie będzie 20 kwietnia 🙂
Zamierzam kupić tytanowy tip. Kolega nabył do starego M i działa to świetnie. Masz wszystkie zalety tytanu, czyli szybkie grzanie i stygnięcie oraz rowki do lepszego przepływu powietrza. W tipie jest też tytanowe siteczko. Brak w gruncie rzeczy jedynie bajerów.
Cześć,
to fakt – nabycie tytanowego Tipa do VapCap M to świetny tuning. Jak najbardziej polecam 🙂
Pozdrawiam,
VapoManiak
Ja zamawialem na vaposhop.de ale wysyłka była z Holandi . Vapo wygląda tak samo ten chiński nie ma logo na nasadce i ma czarne gumki ale tuba jest bez klipsa dość niewygodnie się to otwiera . Zaciągam się tak że pierwsze 2 sek ze sprzęgłem później już powolny wdech jeśli zaś zwiększe siłe zaciągania chmurka idzie mooocna i pokazna ale przyprawi o kaszel i dyskomfort na płucach. Też tak macie że po inhalacji lekko zostaje wam ciężkość na płucach ?
Ja nie mam żadnego uczucia na płucach i kaszlu no chyba że się przypali ale wtedy wypuszczam jak cygaro nie zaciągam się, może dlatego ze 15 lat paliłem fajki nie pale już 7 lat i 19 lat zioło paliłem to może się płuca przyzwyczaiły wcześniej jak kopciłem bonga to też nie kaszlałem ale uczucie ciężkości było od dwóch lat tylko waporyzuje i jak dla mnie to błogosławieństwo nie dość że smrodu w domu nie ma to jeszcze płuca się czyszczą 🙂 i ten czysty efekt bez muła 🙂
Muszę połączyć bongo z vapem ale ciężko znaleźć z takim szlifem na 10mm. Wydaje mi się że para jest za ciepła i wysusza mi gardło i zostaje takie drapanie na płucach . Choć np palenie z fifki powinno bardziej drażnić gardło a tak nie jest w moim przypadku . Już sam nie wiem co jest nie tak z tym vapem u mnie . Godzinę po inhalacji i czuje takie drapanie w płucach
Cześć,
zawsze możesz kupić bongo o szlifie 14,5 mm i połączyć je z VapCap M za pomocą silikonowego ustnika:
https://www.vapefully.com/pl/produkt/dynavap-silikonowy-ustnik/
Pozdrawiam,
VapoManiak
Witam mam pytanie o smak u mnie smak pierwszy buch jest ok kolejne to smak prażenia a nie zioła to jest normalne i czy buchy dusza bo moje niemiłosiernie a dodam że ziolo po inchalacji jest brązowe nie spalone więc skąd ten smak mylem go iso i płukałem go później i nawet gotowałem oczywiście wszystko bez uszczelek powiedz mi coś nie tak z tym smakiem czy tak smakuje vaporyzacja poprostu
Przestajesz ogrzewać po kliknięciu? Zawsze przestawaj. Nie zakrywaj wlotu powietrza, przynajmniej nie przez cały czas. Spróbuj zakryć mniej więcej do połowy albo lekko obracać w palcach vapcapa tak by szybko zakrywać i odkrywać wlot powietrza.
Możesz też w ogóle go nie zakrywać. Możesz zakryć na kilka sekund, a potem odkryć całkowicie.
Staraj się jak najdłuższe pociągnięcia stosować, min. 10 sekund.
Materiał zmiel średnio, nie drobno i najlepiej nabij wciągając go jak przez słomkę.
Eksperymentuj z miejscem ogrzewania. Im bliżej czubka (ale nie ogrzewaj samego czubka) tym niższa temperatura waporyzacji i smaczniejsze chmurki.
Generalnie każdy ma swoją ulubioną technikę.
https://i.redd.it/ixpk0rvfwik11.jpg
Ok dzieki będę próbował co do sprzęgła nie zakrywa wogole chmurki są duże ale ten smak zniechęca i czy nagrzeje go slabiej czy mocniej jest to samo materiał mieliłem w mlynku na drobno to może rezerwę ręcznie zobaczymy i z kliknięciem też uważam przestaje po nim grzać i zazwyczaj jest obrazu po nim drugie kliknięcie nic będę próbował skoro to nie uszkodzony vapcap to próbujemy dalej
Sprawdzał ktoś może tą niskotemperaturową nasadkę? Zależy mi na dość niskich temperaturach, żebym mógł waloryzowane różne zioła, np. lawendę czy chmiel.
Cześć,
dzięki za wiadomość. Low Temp Cap klika w temperaturach o 7-10°C niższych niż w przypadku zwykłego Cap’a który klika w zakresie ok. 180-205°C. Czyli można powiedzieć że możesz używać ziół o niższych temperaturach parowania, ale nie poszerza to tak bardzo palety ziół. Poza tym, kontrola temperatury w VapCap nie jest łatwa. Niższe temperatury osiągniesz ogrzewając Cap wyżej (bliżej okolic krawędzi – której nie wolno ogrzewać bezpośrednio). Chmiel jeszcze ogarniesz, ale dla lawendy to zbyt wysokie temperatury.
Pozdrawiam
VapoManiak