
VapCap M Waporyzator to najnowsze wcielenie kultowego waporyzatora firmy DynaVap. VapCap M Waporyzator wykonany jest w całości ze stali nierdzewnej, co eliminuje ryzyko jego rozbicia. Przede wszystkim jednak jest to najbardziej wydajny waporyzator, jaki można obecnie nabyć. A że do tego jest on bardzo niedrogi to zdecydowanie polecam Wam jego zakup!
UPDATE: Uwaga, ta recenzja dotyczy pierwszej generacji VapCap M z 2017 roku i nie jest ona już aktualna. Obecnie w sprzedaży dostępny jest VapCap M 2020 Waporyzator, który jest pod każdym wględem lepszy i zdecydowanie go Wam polecam!
Zacznijmy od przypomnienia, czym jest VapCap – jest to analogowy waporyzator wielkości papierosa, nieposiadający w sobie żadnych podzespołów elektronicznych ani baterii.
Wykorzystuje on zewnętrzne źródło ciepła – najlepiej sprawdza się zapalniczka żarowa lub palnik typu jet-flame. Płomieniem ogrzewamy metalową nasadkę (Cap), która po osiągnięciu optymalnej temperatury wydaje z siebie kliknięcie.
Gdy temperatura nasadki spadnie poniżej optymalnej temperatury waporyzacji – znowu usłyszymy kliknięcie, tym razem będzie ono informowało o konieczności ponownego ogrzania nasadki. Jest to bardzo prosty, ale jednocześnie bardzo skuteczny mechanizm działania.
VapCap jest waporyzatorem typu on-demand – mocnej pary może dostarczyć w przeciągu kilku sekund, zaś inhalację można przerwać w dowolnym momencie.
VapCap M różni się od wcześniej przeze mnie recenzowanego VapCap OG Waporyzator przede wszystkim tym, że zamiast ze szkła wykonany jest z metalu (stali nierdzewnej), co eliminuje ryzyko przypadkowego rozbicia szklanych elementów i czyni ten waporyzator praktycznie niezniszczalnym.
VapCap M Waporyzator w skrócie
Pierwsze wrażenia – 85/100: Sam waporyzator robi doskonałe pierwsze wrażenie – jest bardzo solidny, starannie wykonany i trwały. Wszystkie elementy pasują do siebie idealnie. Podoba mi się też waga VapCap M – bardzo dobrze leży on w dłoni.
Poza VapCap M otrzymamy zieloną plastikową tubę ochronną – idealnie hamuje ona zapach. Trochę brakuje za to dodatkowych akcesoriów – poza M i tubą ochronną nie otrzymamy nic więcej.
Łatwość użytkowania – 90/100: Technika brania wdechów jest niezwykłe łatwa, choć jej pełne opanowanie przychodzi z czasem. Mimo to, nawet osoby nie mające wcześniej w ręce żadnego waporyzatora nie będą miały najmniejszych problemów z obsługą VapCap M – jest ona niezwykle intuicyjna.
Łatwość użytkowania jest ogromna głównie dzięki bardzo sprytnemu systemowi kontroli temperatury, jakim jest klikająca nasadka.
Vapor – 90/100: VapCap M produkuje wielkie kłęby niezwykle mocnej pary – zdecydowanie mocniejszej niż w przypadku znacznej większości waporyzatorów elektronicznych. Para jest też bardzo wysokiej jakości – nie drapie po gardle, nie drażni dróg oddechowych, jest odpowiednio schłodzona.
Z drugiej strony, czuć ją na płucach nieco bardziej niż parę z innych waporyzatorów, co dla wielu osób będzie wielką zaletą. Smak również jest dobry, szczególnie przy pierwszych kilku wdechach.
Wydajność – 98/100: Pod kątem wydajności VapCap M Waporyzator bije na głowę wszystkie w zasadzie waporyzatory elektroniczne – to najbardziej oszczędny waporyzator spośród wszystkich, jakie dotychczas testowałem [EDIT: bardziej wydajny jest jedynie OmniVap].
Komora mieści poniżej 0,1 g i taka ilość jest wystarczająca do w pełni satysfakcjonującej inhalacji. VapCap M wyciska z ziół naprawdę ostatnie soki. Dodatkowo, komora wcale nie musi być wypełniona w całości, zaś inhalację można w dowolnym momencie przerwać. Ideał!
Dyskrecja – 80/100: Z jednej strony ogrzewanie czegoś metalowego zapalniczką żarową nie wygląda szczególnie dyskretnie.
Z drugiej jednak strony, VapCap M jest ogrzewany przed inhalacją (a nie w trakcie zaciągania się), można więc ogrzać go w dość dyskretny sposób – dobrej jakości zapalniczka potrzebuje na to około 5 sekund. Zapachu jest dość sporo z racji na wielkie chmury, ale znika on bardzo szybko – w kilka minut w pomieszczeniu, od razu gdy jesteśmy na zewnątrz.
Czyszczenie – 100/100: Czyszczenie VapCap M jest bardzo mało problematyczne – trzeba jedynie uważać żeby kontaktu z alkoholem izopropylowym nie miały silikonowe uszczelki oraz nasadka komory.
Całe czyszczenie zajmuje maksymalnie kilka minut i nie trzeba wykonywać go szczególnie często – przy codziennym użytkowaniu czyszczenie raz na 2 tygodnie jest w pełni wystarczające.
Gwarancja – 90/100: DynaVap nie informuje, jaką gwarancją jest objęty VapCap M, jednak w praktyce jest to firma, która wszystkie wadliwe egzemplarze wymienia na nowe bez zadawania zbędnych pytań.
Inną kwestią jest, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma podzespołów elektronicznych, elektrycznych, baterii, szkła, które mogłoby się rozbić. To praktycznie niezniszczalny sprzęt.
Ostateczny werdykt – 90/100: VapCap M to jeden z najlepszych i najbardziej wydajnych waporyzatorów, jakie dotychczas miałem okazję testować. Jeśli doliczyć do tego jego bardzo niewygórowaną cenę, otrzymujemy urządzenie praktycznie idealne.
Jakość pary jest na bardzo wysokim poziomie, jej moc jest obłędna, podobnie zresztą jak oszczędność materiału, jaką można uzyskać korzystając z VapCap M. Całość jest zaś wielkości papierosa i jest absolutnie niezawodna. Gorąco polecam!

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć VapCap M Waporyzator. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!
Sprawdź co o VapCap M mówią eksperci z VapeFully:
rozważ zakup w VapeFully 💜 |
![]() |
VapCap M Waporyzator – recenzja pogłębiona
Pierwsze wrażenia
VapCap M, podobnie jak VapCap OG Waporyzator, otrzymujemy w ochronnej i antyzapachowej zielonej tubie. Nie ma żadnego pudełka, zestawu akcesoriów itd. Tylko zielona tubka i VapCap M w środku.
Z jednej strony to trochę razi, z drugiej zaś strony do użytkowania VapCap M Waporyzator nie potrzebujemy tak naprawdę nic poza zapalniczką żarową/palnikiem jet-flame, zaś niska cena tego modelu trochę uzasadnia brak zestawu akcesoriów.
W zielonej tubie znajduje się VapCap M. Jest on wyraźnie cięższy od VapCap OG, co zresztą nie powinno dziwić – stal jest sporo cięższa od szkła. Rozmiar VapCap M nie był dla mnie zaskoczeniem, jednak jeśli to wasz pierwszy VapCap to możecie być zaskoczeni tym, jak mały jest ten waporyzator – jest niemal dokładnie wielkości papierosa.
Wszystkie elementy (poza uszczelkami) wykonane są ze stali nierdzewnej. VapCap M składa się z nasadki (Cap), komory na zioła, kondensatora (wewnętrzna tuba) oraz obudowy połączonej w ustnikiem.
Ciekawostka – ustnik VapCap M Waporyzator idealnie pasuje do szlifu 10 mm typu żeńskiego, można więc względnie łatwo połączyć go z fajką wodną.
Wszystkie elementy VapCap M wykonane są niezwykle starannie, nie udało mi się dopatrzeć jakichkolwiek niedoskonałości. M robi doskonałe pierwsze wrażenie – mimo, iż nie jest to sprzęt drogi to robi wrażenie produktu z wyższej półki.
Brak szklanych elementów oznacza zaś koniec paranoi pt. „żeby tylko nie rozbić VapCap’a”. Większa (niż w przypadku VapCap OG) waga VapCap M sprawia też, że znacznie lepiej leży on w dłoni i robi ogólne wrażenie znacznie solidniejszego sprzętu.
VapCap M robi doskonałe pierwsze wrażenie. Trochę brakuje dodatkowych akcesoriów, z drugiej strony ich brak jest względnie zrozumiały z co najmniej kilku powodów.
Za pierwsze wrażenia VapCap M Waporyzator oceniam na 85 punktów na 100.
Łatwość użytkowania
Podobnie jak klasyczny (szklany) VapCap M jest bardzo łatwy w obsłudze. Doszlifowanie techniki brania wdechów i pełne korzystanie z możliwości oferowanych przez VapCap M chwilę jednak zajmuje. Zacznijmy jednak od samego początku.
Pierwszym krokiem jest zmielenie ziół i napełnienie komory. Z moich obserwacji wynika, że właściwie każdy typ grindu będzie dobrze działał w VapCap M – zioła możemy zmielić na pył (choć wówczas ryzykujemy, że małe drobinki przedostaną się do kondensatora), średnio drobno lub nie mielić ich wcale – M i tak sobie z nimi poradzi. Ja osobiście preferuję dość drobny grind.
Zioła można nabić do komory palcami (nie polecam mocnego ubicia, powinno ono być w miarę luźne) lub zastosować tzw. metodę próżniową, czyli zassać susz do komory robiąc wdech przez ustnik. Kiedy komora jest już napełniona, nakładamy na nią nasadkę, którą w tym momencie możemy zacząć rozgrzewać.
Nasadkę ogrzewamy aż wyda ona podwójne kliknięcie – będzie to znak, że temperatura jest odpowiednia do rozpoczęcia inhalacji. Po 1-2 wdechach VapCap M kliknie ponownie sygnalizując, że temperatura spadła poniżej idealnego poziomu i konieczne jest ponowne ogrzanie nasadki.
Do pełnego wykorzystania ziół potrzeba 2-4 takich cykli. Po zakończeniu inhalacji zawartość komory można łatwo wydłubać z wystającą częścią metalowej nasadki.

Źródło ciepła może być w zasadzie dowolne – może to być zwykła zapalniczka, palnik butanowy/zapalniczka żarowa a nawet zwykła świeczka. Odradzam jednak korzystanie ze źródeł ciepła innych niż zapalniczka żarowa/jet-flame – wszystkie inne rodzaje płomienia będą powodowały osadzanie się sadzy na nakładce.
W przypadku płomienia żarowego sadzy nie ma. Słowo na temat zapalniczek żarowych – istnieją modele z jednym, dwoma, trzema lub czterema płomieniami. Im będzie ich więcej tym szybciej będziemy w stanie ogrzać nasadkę, jednak będziemy mieli mniejszą kontrolę nad tym, w które miejsce nasadki skierujemy płomień.
A to gdzie go skierujemy ma spore znaczenie – im bliżej czubka nasadki, tym niższa będzie temperatura waporyzacji. Im dalej zaś skierujemy płomień, tym temperatura będzie wyższa. To jeden z elementów szlifowania techniki – każdy musi znaleźć swoją idealną metodę ogrzewania nasadki i brania wdechów.
Parę słów o technice brania wdechów – to, jak gęsta i ciepła będzie para regulujemy zatykając/odsłaniając sprzęgło znajdujące się w pobliżu ustnika. Istnieją zwolennicy różnych technik brania wdechów – niektórzy przez cały czas zatykają sprzęgło, inni nie robią tego wcale, jeszcze inni zatykają je tylko na chwilę.
Ja zazwyczaj rozpoczynam branie wdechu z zatkanym sprzęgłem i po chwili całkowicie je odtykam, jednocześnie przyspieszając wdech. Tak jak pisałem powyżej – każdy musi samodzielnie znaleźć swój złoty środek. Nie jest to w każdym razie trudne.
Przy całkowicie odsłoniętym sprzęgle VapCap M daje większy opór przy wdechu niż VapCap OG Waporyzator – to dobrze, można wypuszczać satysfakcjonujące chmury w zasadzie wcale nie zatykając sprzęgła.
Kiedy z kolei całkowicie zatkamy sprzęgło, opór będzie mniejszy niż w OG (jest to możliwe dzięki dodatkowym żłobieniom doprowadzającym powietrze do komory) – to też dobrze, bo robiąc wdech z zatkanym sprzęgłem nie mamy wrażenia, że próbujemy wciągnąć piłeczkę tenisową przez słomkę, a tak właśnie się czułem w przypadku VapCap OG.
Opanowanie techniki użytkowania jest bardzo łatwe, jej doszlifowanie do idealnego poziomu może jednak chwilę zająć. Mówiąc jednak ogólnie, łatwość użytkowania VapCap M jest ogromna, to bardzo intuicyjny waporyzator.
Za łatwość użytkowania VapCap M oceniam na 90 punktów na 100 – jest jeszcze lepiej niż w przypadku modelu VapCap OG, szczególnie jeśli chodzi o łatwość brania udanych wdechów.
Vapor
Byłem w prawdziwym szoku kiedy miałem okazję po raz pierwszy przekonać się o mocy vaporu produkowanego przez klasycznego VapCap’a OG Waporyzator. VapCap M to jednak całkowicie inna bajka – para jest równie mocna, jest jednak znacznie lepiej schłodzona.
Stal przejmuje ciepło lepiej od szkła i prawdopodobnie to właśnie dlatego para produkowana przez VapCap M ma zawsze idealną temperaturę, nawet jeśli całkowicie zatkamy sprzęgło.

Moc pary zasługuje na osobny akapit – jest ona wręcz nieprawdopodobna! Jedno nabicie (grubo poniżej 0,1 g) potrafi sprawić, że mam dość na ładnych parę godzin. Vapor jest nieprawdopodobnie mocny, co jest zapewne zasługą względnie wysokiej temperatury waporyzacji.
Żaden inny waporyzator przenośny (poza innymi VapCap’ami), nawet te w cenach powyżej 1000 zł, nie produkuje równie mocnej pary. Jedynym konkurentem na tym polu jest Sticky Brick Original, jest to jednak sprzęt znacznie większych rozmiarów.
Para produkowana przez VapCap M jest w mojej ocenie znacznie lepszej jakości niż w przypadku VapCap OG Waporyzator – mimo wielkiej mocy zawsze jest ona gładka, nigdy nie jest drapiąca po gardle ani niekomfortowo ciepła.
Mimo to jest ona bardziej odczuwalna na płucach niż w przypadku większości waporyzatorów, co cieszyć będzie wszystkie osoby przesiadające się z palenia na waporyzację – osoby takie często narzekają, że podczas waporyzacji nie czują „tego czegoś” na płucach. VapCap M zdecydowanie daje „to coś” 😉

Smak pary nie jest równie dobry jak w przypadku szklanego VapCap OG, ale wciąż jest bardzo w porządku. Jedynie kiedy jesteśmy już blisko pełnego wykorzystania ziół, smak robi się nieco gorszy. To jednak domena wszystkich bez wyjątku waporyzatorów.
Jakość pary jest świetna, do tego jest ona niespotykanie mocna. Za vapor VapCap M Waporyzator oceniam więc na 90 punktów na 100.
Wydajność
Śmieszna sprawa z tą wydajnością VapCap M. Śmieszna, bo pod kątem wydajności VapCap M bije na głowę praktycznie wszystkie waporyzatory elektroniczne.
Ta niezwykła wydajność ma swoje kilka filarów: zdolność do bardzo skutecznej ekstrakcji (wydobycia substancji aktywnych z suszu), niewielkich rozmiarów komorę, brak konieczności wypełniania komory w całości oraz możliwość przerwania inhalacji w dowolnym momencie w zasadzie bez żadnych strat wydajności. Po kolei więc.
Prawidłowo użytkowany VapCap M po inhalacji zwróci susz mocno ciemnobrązowy, nie zwęglony ani nadpalony, po prostu wykorzystany w maksymalnym stopniu.
Efekt tego jest taki, że VapCap M Waporyzator wyciąga z suszu po prostu więcej substancji aktywnych niż inne waporyzatory. Nie bez znaczenia jest też rola temperatura waporyzacji – w VapCap M jest ona raczej wysoka, w okolicach 210-220 stopni Celsjusza. Takie temperatury sprzyjają skutecznej ekstrakcji.

Komora jest naprawdę bardzo mała. Prawidłowo nabijając VapCap M (czyli bez mocnego ubijania suszu) komora zmieści nieco poniżej 0,1 g. Taka ilość pozwala na 2-4 cykle po 2 wdechy, czyli zazwyczaj koło 6 wdechów.
Co ciekawe, choć korzystając z innych waporyzatorów (np. Arizer Air) jesteśmy w stanie uzyskać większą ilość wdechów, to w przypadku VapCap M te wdechy są po prostu mocniejsze.
Choć VapCap M to waporyzator niemal w pełni kondukcyjny, nie wymaga on wypełnienia komory w całości. Ba, jesteśmy w stanie nabić dowolną ilość – nawet ostatnie okruchy. VapCap M da sobie z nimi radę. To naprawdę fenomenalne i jeszcze bardziej poprawi to wydajność. Na marginesie dodam, że VapCap M doskonale radzi sobie również ze sprasowaną żywicą, co jest rzadkością jeśli chodzi o waporyzatory do suszu.
Ostatnim czynnikiem dodatnie wpływającym na wydajność VapCap M jest fakt, że jest to waporyzator on-demand. Spełnia on wszystkie kryteria – rozgrzewa się w kilka sekund i umożliwia wzięcie zaledwie kilku buszków i dokończenie inhalacji później.
To zawsze fajna sprawa, w przypadku VapCap M zaś o tyle cenna, że pełne wykorzystanie zawartości komory może dla niektórych być zbyt mocnym doświadczeniem, szczególnie w ciągu dnia.
Podsumowując, wydajność VapCap M jest naprawdę idealna. Za wydajność VapCap M oceniam na 98 punktów na 100 możliwych. Lepszy na tym polu jest jedynie OmniVap Titanium.
Dyskrecja
Z jednej strony opalanie czegoś zapalniczką żarową nie może wyglądać dyskretnie. Z drugiej strony, VapCap M nie jest szklany, więc nie przypomina fifki, jak miało to miejsce w przypadku VapCap OG Waporyzator. Używając zaś zapalniczki żarowej z kilkoma dyszami (na zdjęciu poniżej) VapCap’a M jesteśmy w stanie ogrzać w mniej niż 5 sekund.
Nie ogrzewamy go też w trakcie zaciągania się, co nieco pomaga zachować dyskrecję. Biorąc potem dyskretne buszki (M bez najmniejszego problemu ukrytemu w dłoni) jesteśmy w stanie nie zwracać na siebie uwagi.

Jeśli chodzi o zapach to jest go dość sporo – co jest w pełni zrozumiałe przy tak dużej produkcji pary. Nie ma natomiast porównania z tradycyjnym paleniem – VapCap M daje zapach typowy dla waporyzatora, żadnego zapachu dymu.
Aromat ten w związku z tym bardzo szybko znika – w zamkniętym pomieszczeniu po kilku, kilkunastu minutach, natomiast na świeżym powietrzu praktycznie od razu.
Podsumowując, VapCap M jest zdecydowanie bardziej dyskretny od wersji Original. Za dyskrecję oceniam VapCap M waporyzator na 80 punktów na 100 możliwych.
Czyszczenie
Czyszczenie jest bardzo mało skomplikowane. Należy rozebrać M na części i odmoczyć w ISO kondensator oraz zewnętrzną część obudowy. Nie należy odmaczać uszczelek znajdujących się na kondensatorze, komory grzewczej (również posiada ona uszczelki) ani stalowej nasadki.
Wnętrze komory grzewczej czyścimy patyczkami kosmetycznymi nasączonymi w ISO, uważając aby ominąć uszczelki. Same uszczelki można z kolei wyczyścić ciepłą wodą z mydłem lub płynem do mycia naczyń.
Warto też podkreślić, że czyszczenie VapCap M nie jest konieczne często – gdy wykonałem je po 2 tygodniach używania M (codziennie używałem go kilka razy), wewnątrz nie było szczególnie dużo zabrudzeń.
Podsumowując, czyszczenie VapCap M jest bardzo łatwe i mało problematyczne, zajmuje maksymalnie kilka minut i nie jest konieczne przesadnie często. Za czyszczenie VapCap M dostaje więc 90 punktów na 100.

Gwarancja
Mówiąc o gwarancji warto podkreślić, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma jakichkolwiek komponentów elektrycznych czy elektronicznych, baterii, żadnych elementów ze szkła, które mogłyby się rozbić. Elementy ze stali są zaś niezwykle wytrzymałe, praktycznie niezniszczalne.
DynaVap nie informuje na temat gwarancji na VapCap M, natomiast w przypadku jakichkolwiek wad fabrycznych wszystkie VapCap’y są szybko i bezproblemowo wymieniane na nowe egzemplarze. DynaVap jest zresztą firmą o legendarnie doskonałej obsłudze klienta. Porównując model M do VapCap OG Waporyzator trzeba podkreślić, że znika podstawy problem, czyli ryzyko rozbicia sprzętu.
Nie wiadomo ile dokładnie wynosi gwarancja producenta. Wiadomo natomiast, że jeśli tylko coś złego będzie działo się z Twoim VapCap’em to bez problemu zostanie on wymieniony na nowy model. Mnie taka forma gwarancji przekonuje – szczególnie w połączeniu z faktem, że w VapCap M po prostu nie ma co się zepsuć. Za gwarancję oceniam VapCap M na 90 punktów na 100.
Ostateczny werdykt
Zdecydowanie VapCap M zdobył moje serce, jest bez porównania lepszy od i tak świetnego modelu Original (OG). Znika największy problem, czyli ryzyko przypadkowego rozbicia. To bardzo ważne, ponieważ użytkownicy ziół często znani są z upuszczania i rozbijania różnych rzeczy.
VapCap M jest gotowy do pracy w kilka sekund (im lepszy nasz palnik, tym szybciej), pozwala też na przerwanie inhalacji i dokończenie jej później – zdecydowanie jest to więc waporyzator typu on-demand. Jakość pary jest świetna, jeszcze lepsza jest wydajność. Obsługa również jest banalna, czyszczenie zaś bezproblemowe. Czego chcieć więcej?
Podsumujmy więc VapCap M:
Ostateczny werdykt to 90 punkty na 100.
VapCap M Waporyzator to najbardziej wydajny i oszczędny waporyzator spośród wszystkich modeli, jakie do tej pory testowałem.
Pozwala on na ogromne oszczędności na ziołach.
Para jest bardzo dobrej jakości i jest niezwykle mocna.
Warto też podkreślić, że VapCap M Waporyzator zostawia w tyle większość znacznie droższych waporyzatorów elektronicznych.
To najtańszy dobrze działający waporyzator on-demand, który w dodatku zmieści się wszędzie dzięki swojemu niezwykle małemu rozmiarowi i nigdy nie wyładuje mu się bateria.
Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów waporyzacji i wypuszczania wielkich chmur!
Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu VapCap M Waporyzator w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata! 0










Hmm a na dziś, przy weekendzie
polecam bimberek żytni z serca Podlasia
Dzięki Vapomaniaku za recke i porady na maila. Nabyłem TiWoody, a kolega M i naprawdę sprzęt jest genialny.
Cieszę się bardzo, że jesteś zadowolony. Koniecznie spróbujcie przez wodę!
Witam.
Również dziękuje za reckę vapcap m-ki. Po jej przeczytaniu kupiłem „M”, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła… Dodam że to mój pierwszy kontakt z waporyzacją, piękna sprawa 🙂
Jako że mam drewniane łapy często m-ka lądowała na betonie, co odbiło się wizualnie na capie.
Przez co wydawało mi się że troszkę pożniej klika.. więc zamówiłem capa, razem z tytanowym tipem, i powiem Wam to jest dobre połacznie.
Od teraz nie używam sprzęgła, jest cały czas zasłonięte, a opór jest zauważalnie słabszy niż w stalowym tipie.
Oczywiście najlepiej jak proponował VapoManiak, najlepiej połączyć z wodą.
Zdecydowanie – tytanowy tip zmienia wszystko – ilość, jakość i smak pary są o wiele lepsze. Cieszę się, że VapCap dobrze Ci służy! W razie pytań – pisz śmiało 🙂 Pozdrawiam!
Cześć, mam vapcapa dopiero jeden dzien więc jestem w tym temacie zielony 😉
Mam pytanie dotyczące suszu po waporyzacji, po pierwszym ogrzaniu i inhalacji susz jest ciemnobrązowy jednak po odczekaniu czasu i ponownym ogrzaniu susz robi już mi sie na czarno, przy wysypaniu zostaje czarna sadza. Uzywam zwyklej zapalniczki zarowej, czy cos robie nie tak? Ogien trzymam na odleglosc mniej wiecej centymetra.
Dzieki i pozdrawiam
Hej, coś robisz źle, przypalasz materiał, najlepiej kup palnik, może za duży płomień, może za blisko płomienia może za wolno obracasz, a może za długo po kliknięciu przygrzewasz, na początku też męczyłem się zwykłą zapalniczką żarowa, ale żeby nią dobrze zagrzać potrzeba jakieś 45sekund,
Dzięki za pomoc, nie zawsze wyrabiam z odpisywaniem na komentarze 😉
Hej, jak dla mnie to brzmi jak klasyczne objawy przegrzanej nasadki – jesteś pewien, że nigdy nie ogrzewałeś jej po kliknięciu lub na samym czubku? Jeśli to nie to (miejmy nadzieję) to problem może leżeć w zbyt mocnym ubiciu suszu lub zbyt wolnym obracaniu w trakcie ogrzewania. Polecam mini-palnik za ok. 20-30 zł, to zupełnie inna jakość ogrzewania. Natomiast tak jak mówię – brzmi jak przegrzana nasadka, też mi się to kiedyś zdarzyło i objawy były identyczne.
Istnieje możliwość podłączenia do fajki wodnej z żeńskim wejściem? Posiadam bulfrog’a na szlifie 14.5mm i nigdzie nie mogę znaleźć takiej przejściówki, redukcji, cybucha czy czegoś do podłączenia…
Hej, VapCap pasuje do szlifu 14,5 mm jeśli założysz na niego silikonowy ustnik od VapCap Original (pasuje do wszystkich modeli): https://www.vapefully.com/pl/produkt/vapcap-original-silikonowy-ustnik/
Więc pod tym kątem bez problemu. Bardziej zastanawiam się, czy w Twojej fajce demontuje się sam cybuch? Jeśli tak to spoko – demontujesz go, wsadzasz w jego miejsce VapCapa i wszystko śmiga. Jeśli natomiast ustnik jest połączony z rurką prowadzącą pod wodę to jak go wyjmiesz to para będzie przelatywać nad wodą, czyli nie to o co chodzi. Jak pokażesz jaki dokładnie to model wazonu to będę w stanie ocenić. Pozdro!
Właśnie o to chodzi, że w fajce mam żeńskie wejście (wkładam cybuch i wówczas rurka jest pod woda). Problem jest że nie mogę nigdzie znaleźć rurki zakończonej szlifem a nie cybuchem…
Popatrz tutaj: https://unikatowebonga.pl/pl/44-na-cybuch-o-szlifie-145-mm Kwestia dopasowania długości rurki do wielkości wazonu.
Już ponad pół roku używam „fazofleta” jak go nazwałem – jestem bardzo zadowolony. Genialny sprzęt. Jakiś czas temu trochę go popsułem – czyszcząc patyczkiem komorę od spodu za mocno nacisnąłem i wypchnąłem sitko z komory… Na szczęście udało się je włożyć z powrotem i nadal dzielnie służy. Czytając komentarze odnoszę wrażenie, że za mocno upycham susz – mi vap capa starcza przy pełnej komorze spokojnie na nawet 10 wdechów, i kiedy wysypuje z komory resztki to o ile na przodzie komory są już mocno brązowe, tak z tyłu część zawartości potrafi być ciągle zielona. Spróbuję chyba nabijać komorę luźno do połowy, żeby dobrze wykorzystywać susz, bo mam wrażenie że te resztki które obecnie wyrzucam wciąż mają sporo mocy w sobie.
Generalnie działa na mnie inaczej niż bonio – fazy są bardziej aktywne, ale też lżejsze, nie mogę osiągnąć takiego stopnia orbitowania jak przy bongo.
Dzięki jeszcze raz za recenzję i porady.
Fazoflet, dobre, hahaha, rozbawiłeś mnie 🙂 Chyba VapCap M właśnie zyskał nową ksywkę 😉
To co opisujesz faktycznie wskazuje na to, że susz jest zbyt mocno ubity w komorze, powinno tam być trochę luzu. Dobrze sprawdza się wsadzenie komory w kupkę suszu i przekręcenie – tyle ile samo wejdzie do komory będzie optymalną ilością. W żadnym wypadku nie należy upychać suszu w komorze, to na pewno.
Co do sitka – nic nie popsułeś, sitko jest wyjmowane, ja wyjmuję je za każdym razem do czyszczenia.
Co do działania – jasne, jest nieco inne, ponieważ nie masz zamułki od toksyn. Jeśli jednak nie mieszasz waporyzacji z klasycznym paleniem i tylko waporyzujesz to po jakimś czasie zaczyna się doceniać efekty, moim zdaniem potrafią one być nawet mocniejsze niż po boniu. Inna sprawa, że najfajniej jest połączyć VapCapa z bongiem, dopiero wtedy w pełni rozwija skrzydła. Więc polecam w ten sposób 😉 Pozdro!
Hej, dzięki za recenzję. Po części dzięki tobie zdecydowałem się na zakup i jestem bardzo zadowolony ze sprzętu jak i tego, że w końcu przestanę palić(a przynajmniej ograniczać, raz na jakiś czas jointa skręcę;). Ja również poproszę o radę jaki bubbler/ filtr wodny/ lub bongo polecasz do vap capa?
Z ciekawości spróbowałem przyłożyć vapcapa do bonga o niepasującym szlifie i zobaczyć co i jak. O dziwo po wprowadzeniu vapcapa do cybucha, w miejscu zwężenia ustnik vapecapa idealnie przylega i połączenie jest mniej więcej szczelne(po próbnym zaciągnięciu powietrza przez bongo ciąg powietrza słychać praktycznie tak samo jak przy bezpośrednim wdechu). Właśnie piszę po udanej próbie i jedyne co mogę powiedzieć to WOW! Vapecape sam w sobie jest bdb ale dopiero w połączeniu z fajką wodną pokazuje swoje prawdziwe oblicze;) Przy standardowym inhalowaniu potrzebowałem trzech nabić(każde podgrzewane 3 razy po 2 wdechy) aby „wylecieć na orbitę”;) W połączeniu z moją starą fajką wodną jedno nabicie dało silniejszy efekt niż tamte 3 standardowe . Jedyną wadą jest to, że w związku z nieprawidłowym rozmiarem cybucha vapecapa trzeba trzymać w ręce przez cały czas(nie da się go włożyć tak jak na twoim zdjęciu). Ale pomimo tej małej niewygody nic nie pobije za darmo I działa;)
Tak, to prawda – VapCap rozwija skrzydła dopiero po połączeniu z filtrem wodnym. Widzę, że znalazłeś rozwiązanie tymczasowe 😉 Pozdro!
Tak jak pisałem w innym komentarzu, potrzebny będzie silikonowy ustnik (jako uszczelka): https://www.vapefully.com/pl/produkt/vapcap-original-silikonowy-ustnik/ i jakiś niewielki filtr wodny ze szlifem 14 mm, dobrze sprawdzi się taki: https://www.vapefully.com/pl/produkt/bongo-klasyczna-z-dzbanem-4-mm/
Witam. Dzięki za konkret recenzję, bardzo się przydała przy wyborze.
Czy są jakieś elementy, które zużywają się wraz z przebiegiem (typu sitko, czy uszczelka) i w które warto zaopatrzyć się zawczasu 'w razie W’?
Najprędzej uszczelki, ale jak obchodzisz się delikatnie to są trwałe – ja używam tych samych od około 10 miesięcy, czyli od nowości mojego VapCapa M. Sitka się nie zużywają, wymiana jest konieczna jeśli je zgubisz lub wygniesz przy czyszczeniu. No i dobry palnik to podstawa – jest ogromna różnica w czasie nagrzewania pomiędzy mini-palnikiem a zwykła zapalniczką żarową. W razie pytań – pisz 🙂
Witam, proszę o opinię w sprawie mojego VapCapa M.
1 Użytkowałem go kilkanascie razy poprawnie, natomiast ostatnio zrobilem błąd – nie poczekałem na klikniecie kiedy go juz ogrzalem i po chwili dogrzalem go do momentu az troche dymu samo wyleciało z ustnika, materiał był całkowicie spalony, czarny, co normalnie się nie zdarza – normalnie jest jakby wyjałowiony kolor materialu.
Ta czesc ktora naklada sie na vapcapa jest troche innego koloru teraz, chociaz byla juz takiego koloru wczesniej przy normalnym uzytkowaniu, moze nie az tyle, no i w recenzji vapomaniaka tez jest juz w takim kolorze wiec moze to nic powaznego ?
Tutaj tymczasowo wrzucilem zdjecia mojego egzemplarza, po wypadku:
https://unsee.cc/5eb9e67d/
Pytanie czy to jest ok ? Moge normalnie go uzytkowac czy zepsulem caly sprzet czy do wymiany na nasadka ? Jak to sprawdzic ? Nie wiem czy moge go dalej uzywac, czy to bezpieczne ?
2 Druga sprawa to mam wrazenie ze dynavapcap mocno wysuszyl mi gardlo.
Dym nie jest tak drapiacy ale zakrywajac wlot powietrza musialem bardzo mocno zasysac aby otrzymac dym z vapcapa i mam wrazenie ze sobie troche nadwyrezylem gardlo.
Pytanie czy tez ktos cos podobnego zauwazyl ?
Pozdrawiam
Hej, po pierwsze wybacz opóźnienie w odpowiedzi. Co do sprawy nr 1: przegrzałeś nasadkę. To, że zmieniła ona kolor nie jest problemem, to normalne. Problemem jest to, że raz przegrzana nasadka będzie już stale przypalać materiał. Konieczna będzie więc jej wymiana.
Co do sprawy nr 2: błąd, który popełniasz polega na całkowitym zatykaniu sprzęgła. Wówczas opór przy wdechu jest duży a para mocno ciepła. Prawidłowa technika polega na tym, że pod Twoim palcem znajdującym się na sprzęgle powinno wpadać sporo dodatkowego powietrza – wówczas opór przy wdechu będzie mniejszy a para chłodniejsza, dzięki czemu będzie mniej przesuszać gardło.
Pozdrawiam!
Ja na początku też miałem problem z suchym gardłem ( z pomocą przychodzi vocaler) ale szybko się przyzwyczaiłem polecam połączenie z fajką wodną z kilkoma dyfuzorami
Filtracja wodna to zawsze dobra sprawa, dobrym pomysłem jest też popijanie wody w trakcie inhalacji.
Możliwe również że nasadka za mocno przyległa do głowicy i stąd mocne zasysanie zawsze przed ogrzaniem sprawdź czy masz cug w vapie jak nie daj nasadkę minimalnie do góry i dopiero wtedy podpalaj zdarza się również że nasadka kliknie 2 razy w jednym czasie wtedy się przypala jeżeli po 3-4 sekundach nie klika drugi raz przestań ogrzewać sztachnij się poczekaj i odpal drugi raz potem. Pozdrawiam
Mam pytanie odnośnie sitka mianowicie w głowicy jak się wkłada nowe sitko są rowki takie ok 4 mm od zwężenia ale ciężko jest to tam umiejscowić i nieraz daje niżej na sam dół i zauważyłem że sitko umiejscowione w tych rowkach daje lepsze efekty ale niestety ciężko je jest tam umiejscowić macie może jakiś patent na to?
Ale mówisz o VapCap M, prawda? Te rowki nie służą to zamontowania sitka, to po prostu element konstrukcji tipa wynikający z procesu produkcji. Tylko tytanowe tipy mają możliwość regulacji wielkości komory. Swoją drogą tytanowy tip to najlepszy możliwy upgrade VapCap M 🙂
Tak czekam święty mikołaj ma przynieść tytana( spory koszt) choć sitka tytanowe używam już dawno, na 20 razy 5 razy mi się udało tam umiejscowić teraz mam pod skosem jedna krawędź jest w tym rowku drugi na dnie i daje rade nie wiem czym to jest spowodowane może jak jest mniejsza dziura to część pary zostaje na rantach sitka ale sprawdzałem to kilka razy i im wyżej tym lepsze działanie mimo że mniej suszu wtedy wejdzie ale biała wdowa mocniej dawała niż amnezja stąd te moje domysły. Pozdrawiam
A co myślisz o ABV co z niego robisz i jak? ja 2 razy robiłem olejek z którego później robiłem babeczki ze średnim skutkiem na czczo coś tam jeszcze poczułem ale słabo zastanawiałem się nad masłem ale po ostatnich doświadczeniach chyba to zacznę wyrzucać. Pozdrawiam
Ja osobiście wyrzucam, choć wiem z Reddita, że można z tego stworzyć prawdziwe cuda. Poczytaj sobie na r/ABV 🙂
Hello. Jaki zioła najlepiej nadają się do vapcapa? Mięta, rumianek? Co z tej listy byś polecił?
Nie udało mi się znaleźć do jakiej temperatury nagrzewa się vapcap, a to chyba główne kryterium doboru ziół.
Pozdrawiam
Z tej listy nic 🙂 Nie ma tam żadnych ziół nadających się do waporyzacji w VapCap M, który rozgrzewa się do wysokich temperatur. W związku z tym najlepiej nadaje się do suszu CBD, którego w tym sklepie nie ma.
Czy VapCap M można zamaczać w wodzie z płynem podobnie jak OmniVap?
Cześćm, oczywiście można, ale należy zdjąć uszczelki, które mogą się uszkodzić pod wpływem namaczania w płynie zawierającym alkohol.
Pozdrawiam!
Zatem płyn do naczyń chyba nie ma alkoholu, to można go używać do VapCapa bez zdejmowania uszczelek? Myślę, że częste zdejmowanie uszczelek może osłabiać szczelność po pewnym czasie.
Myślałem, że masz na myśli płyn do czyszczenia waporyzatorów. W przypadku płynu do naczyń faktycznie nie trzeba zdejmować uszczelek. Płyn do naczyń jak najbardziej będzie ok.
Cześć,
mam zamiar nabyć VapCapa M 2018 do użytku terenowego (brak kłopotu z baterią i wrażliwą na wilgoć elektroniką).
Czy jest sens dokupić do niego jakiś bubbler? Jak tak to jaki byś polecił?