VapCap M Waporyzator – Recenzja

Ocena redakcji: 90/100
VapCap M Vaporizer
VapCap M Waporyzator

VapCap M Waporyzator to najnowsze wcielenie kultowego waporyzatora firmy DynaVap. VapCap M Waporyzator wykonany jest w całości ze stali nierdzewnej, co eliminuje ryzyko jego rozbicia. Przede wszystkim jednak jest to najbardziej wydajny waporyzator, jaki można obecnie nabyć. A że do tego jest on bardzo niedrogi to zdecydowanie polecam Wam jego zakup!

UPDATE: Uwaga, ta recenzja dotyczy pierwszej generacji VapCap M z 2017 roku i nie jest ona już aktualna. Obecnie w sprzedaży dostępny jest VapCap M 2020 Waporyzator, który jest pod każdym wględem lepszy i zdecydowanie go Wam polecam!

Zacznijmy od przypomnienia, czym jest VapCap – jest to analogowy waporyzator wielkości papierosa, nieposiadający w sobie żadnych podzespołów elektronicznych ani baterii.

Wykorzystuje on zewnętrzne źródło ciepła – najlepiej sprawdza się zapalniczka żarowa lub palnik typu jet-flame. Płomieniem ogrzewamy metalową nasadkę (Cap), która po osiągnięciu optymalnej temperatury wydaje z siebie kliknięcie.

Gdy temperatura nasadki spadnie poniżej optymalnej temperatury waporyzacji – znowu usłyszymy kliknięcie, tym razem będzie ono informowało o konieczności ponownego ogrzania nasadki. Jest to bardzo prosty, ale jednocześnie bardzo skuteczny mechanizm działania.

VapCap jest waporyzatorem typu on-demand mocnej pary może dostarczyć w przeciągu kilku sekund, zaś inhalację można przerwać w dowolnym momencie.

VapCap M różni się od wcześniej przeze mnie recenzowanego VapCap OG Waporyzator przede wszystkim tym, że zamiast ze szkła wykonany jest z metalu (stali nierdzewnej), co eliminuje ryzyko przypadkowego rozbicia szklanych elementów i czyni ten waporyzator praktycznie niezniszczalnym.

VapCap M Waporyzator w skrócie

Pierwsze wrażenia – 85/100: Sam waporyzator robi doskonałe pierwsze wrażenie – jest bardzo solidny, starannie wykonany i trwały. Wszystkie elementy pasują do siebie idealnie. Podoba mi się też waga VapCap M – bardzo dobrze leży on w dłoni.

Poza VapCap M otrzymamy zieloną plastikową tubę ochronną – idealnie hamuje ona zapach. Trochę brakuje za to dodatkowych akcesoriów – poza M i tubą ochronną nie otrzymamy nic więcej.

VapeFully, sklep z waporyzatorami

Łatwość użytkowania – 90/100: Technika brania wdechów jest niezwykłe łatwa, choć jej pełne opanowanie przychodzi z czasem. Mimo to, nawet osoby nie mające wcześniej w ręce żadnego waporyzatora nie będą miały najmniejszych problemów z obsługą VapCap M – jest ona niezwykle intuicyjna.

Łatwość użytkowania jest ogromna głównie dzięki bardzo sprytnemu systemowi kontroli temperatury, jakim jest klikająca nasadka.

Vapor – 90/100: VapCap M produkuje wielkie kłęby niezwykle mocnej pary – zdecydowanie mocniejszej niż w przypadku znacznej większości waporyzatorów elektronicznych. Para jest też bardzo wysokiej jakości – nie drapie po gardle, nie drażni dróg oddechowych, jest odpowiednio schłodzona.

Z drugiej strony, czuć ją na płucach nieco bardziej niż parę z innych waporyzatorów, co dla wielu osób będzie wielką zaletą. Smak również jest dobry, szczególnie przy pierwszych kilku wdechach.

Wydajność – 98/100: Pod kątem wydajności VapCap M Waporyzator bije na głowę wszystkie w zasadzie waporyzatory elektroniczne – to najbardziej oszczędny waporyzator spośród wszystkich, jakie dotychczas testowałem [EDIT: bardziej wydajny jest jedynie OmniVap].

Komora mieści poniżej 0,1 g i taka ilość jest wystarczająca do w pełni satysfakcjonującej inhalacji. VapCap M wyciska z ziół naprawdę ostatnie soki. Dodatkowo, komora wcale nie musi być wypełniona w całości, zaś inhalację można w dowolnym momencie przerwać. Ideał!

Dyskrecja – 80/100: Z jednej strony ogrzewanie czegoś metalowego zapalniczką żarową nie wygląda szczególnie dyskretnie.

Z drugiej jednak strony, VapCap M jest ogrzewany przed inhalacją (a nie w trakcie zaciągania się), można więc ogrzać go w dość dyskretny sposób – dobrej jakości zapalniczka potrzebuje na to około 5 sekund. Zapachu jest dość sporo z racji na wielkie chmury, ale znika on bardzo szybko – w kilka minut w pomieszczeniu, od razu gdy jesteśmy na zewnątrz.

Czyszczenie – 100/100: Czyszczenie VapCap M jest bardzo mało problematyczne – trzeba jedynie uważać żeby kontaktu z alkoholem izopropylowym nie miały silikonowe uszczelki oraz nasadka komory.

Całe czyszczenie zajmuje maksymalnie kilka minut i nie trzeba wykonywać go szczególnie często – przy codziennym użytkowaniu czyszczenie raz na 2 tygodnie jest w pełni wystarczające.

Gwarancja – 90/100: DynaVap nie informuje, jaką gwarancją jest objęty VapCap M, jednak w praktyce jest to firma, która wszystkie wadliwe egzemplarze wymienia na nowe bez zadawania zbędnych pytań.

Inną kwestią jest, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma podzespołów elektronicznych, elektrycznych, baterii, szkła, które mogłoby się rozbić. To praktycznie niezniszczalny sprzęt.

Ostateczny werdykt – 90/100: VapCap M to jeden z najlepszych i najbardziej wydajnych waporyzatorów, jakie dotychczas miałem okazję testować. Jeśli doliczyć do tego jego bardzo niewygórowaną cenę, otrzymujemy urządzenie praktycznie idealne.

Jakość pary jest na bardzo wysokim poziomie, jej moc jest obłędna, podobnie zresztą jak oszczędność materiału, jaką można uzyskać korzystając z VapCap M. Całość jest zaś wielkości papierosa i jest absolutnie niezawodna. Gorąco polecam!

VapCap M Vaporizer
Tuba ochronna idealnie hamuje zapach.

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć VapCap M Waporyzator. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!

Sprawdź co o VapCap M mówią eksperci z VapeFully:

Jeśli planujesz kupić waporyzator, dobry młynek albo po prostu jakieś bongo,
rozważ zakup w VapeFully 💜
To solidny sklep z Gwarancją Najniższej Ceny, a także 🚀 legendarną reputacją
Wybierając VapeFully wspierasz mnie w kreacji treści o konopiach i waporyzacji 🙏
VapoManiak
Z góry dziękuję!
Sprawdź teraz!

VapCap M Waporyzator – recenzja pogłębiona

Pierwsze wrażenia

VapCap M, podobnie jak VapCap OG Waporyzator, otrzymujemy w ochronnej i antyzapachowej zielonej tubie. Nie ma żadnego pudełka, zestawu akcesoriów itd. Tylko zielona tubka i VapCap M w środku.

VapeFully, sklep z waporyzatorami

Z jednej strony to trochę razi, z drugiej zaś strony do użytkowania VapCap M Waporyzator nie potrzebujemy tak naprawdę nic poza zapalniczką żarową/palnikiem jet-flame, zaś niska cena tego modelu trochę uzasadnia brak zestawu akcesoriów.

W zielonej tubie znajduje się VapCap M. Jest on wyraźnie cięższy od VapCap OG, co zresztą nie powinno dziwić – stal jest sporo cięższa od szkła. Rozmiar VapCap M nie był dla mnie zaskoczeniem, jednak jeśli to wasz pierwszy VapCap to możecie być zaskoczeni tym, jak mały jest ten waporyzator – jest niemal dokładnie wielkości papierosa.

Wszystkie elementy (poza uszczelkami) wykonane są ze stali nierdzewnej. VapCap M składa się z nasadki (Cap), komory na zioła, kondensatora (wewnętrzna tuba) oraz obudowy połączonej w ustnikiem.

Ciekawostka – ustnik VapCap M Waporyzator idealnie pasuje do szlifu 10 mm typu żeńskiego, można więc względnie łatwo połączyć go z fajką wodną.

Wszystkie elementy VapCap M wykonane są niezwykle starannie, nie udało mi się dopatrzeć jakichkolwiek niedoskonałości. M robi doskonałe pierwsze wrażenie – mimo, iż nie jest to sprzęt drogi to robi wrażenie produktu z wyższej półki.

Brak szklanych elementów oznacza zaś koniec paranoi pt. „żeby tylko nie rozbić VapCap’a”. Większa (niż w przypadku VapCap OG) waga VapCap M sprawia też, że znacznie lepiej leży on w dłoni i robi ogólne wrażenie znacznie solidniejszego sprzętu.

VapCap M robi doskonałe pierwsze wrażenie. Trochę brakuje dodatkowych akcesoriów, z drugiej strony ich brak jest względnie zrozumiały z co najmniej kilku powodów.

Za pierwsze wrażenia VapCap M Waporyzator oceniam na 85 punktów na 100.

Łatwość użytkowania

Podobnie jak klasyczny (szklany) VapCap M  jest bardzo łatwy w obsłudze. Doszlifowanie techniki brania wdechów i pełne korzystanie z możliwości oferowanych przez VapCap M chwilę jednak zajmuje. Zacznijmy jednak od samego początku.

Pierwszym krokiem jest zmielenie ziół i napełnienie komory. Z moich obserwacji wynika, że właściwie każdy typ grindu będzie dobrze działał w VapCap M – zioła możemy zmielić na pył (choć wówczas ryzykujemy, że małe drobinki przedostaną się do kondensatora), średnio drobno lub nie mielić ich wcale – M i tak sobie z nimi poradzi. Ja osobiście preferuję dość drobny grind.

Zioła można nabić do komory palcami (nie polecam mocnego ubicia, powinno ono być w miarę luźne) lub zastosować tzw. metodę próżniową, czyli zassać susz do komory robiąc wdech przez ustnik. Kiedy komora jest już napełniona, nakładamy na nią nasadkę, którą w tym momencie możemy zacząć rozgrzewać.

Nasadkę ogrzewamy aż wyda ona podwójne kliknięcie – będzie to znak, że temperatura jest odpowiednia do rozpoczęcia inhalacji. Po 1-2 wdechach VapCap M kliknie ponownie sygnalizując, że temperatura spadła poniżej idealnego poziomu i konieczne jest ponowne ogrzanie nasadki.

Do pełnego wykorzystania ziół potrzeba 2-4 takich cykli. Po zakończeniu inhalacji zawartość komory można łatwo wydłubać z wystającą częścią metalowej nasadki.

VapCap M Vaporizer
Stalowa nasadka wydaje kliknięcie, gdy temperatura zostanie osiągnięta lub spadnie poniżej odpowiedniego poziomu.

Źródło ciepła może być w zasadzie dowolne – może to być zwykła zapalniczka, palnik butanowy/zapalniczka żarowa a nawet zwykła świeczka. Odradzam jednak korzystanie ze źródeł ciepła innych niż zapalniczka żarowa/jet-flame – wszystkie inne rodzaje płomienia będą powodowały osadzanie się sadzy na nakładce.

W przypadku płomienia żarowego sadzy nie ma. Słowo na temat zapalniczek żarowych – istnieją modele z jednym, dwoma, trzema lub czterema płomieniami. Im będzie ich więcej tym szybciej będziemy w stanie ogrzać nasadkę, jednak będziemy mieli mniejszą kontrolę nad tym, w które miejsce nasadki skierujemy płomień.

A to gdzie go skierujemy ma spore znaczenie – im bliżej czubka nasadki, tym niższa będzie temperatura waporyzacji. Im dalej zaś skierujemy płomień, tym temperatura będzie wyższa. To jeden z elementów szlifowania techniki – każdy musi znaleźć swoją idealną metodę ogrzewania nasadki i brania wdechów.

Parę słów o technice brania wdechów – to, jak gęsta i ciepła będzie para regulujemy zatykając/odsłaniając sprzęgło znajdujące się w pobliżu ustnika. Istnieją zwolennicy różnych technik brania wdechów – niektórzy przez cały czas zatykają sprzęgło, inni nie robią tego wcale, jeszcze inni zatykają je tylko na chwilę.

Ja zazwyczaj rozpoczynam branie wdechu z zatkanym sprzęgłem i po chwili całkowicie je odtykam, jednocześnie przyspieszając wdech. Tak jak pisałem powyżej – każdy musi samodzielnie znaleźć swój złoty środek. Nie jest to w każdym razie trudne.

Przy całkowicie odsłoniętym sprzęgle VapCap M daje większy opór przy wdechu niż VapCap OG Waporyzator – to dobrze, można wypuszczać satysfakcjonujące chmury w zasadzie wcale nie zatykając sprzęgła.

Kiedy z kolei całkowicie zatkamy sprzęgło, opór będzie mniejszy niż w OG (jest to możliwe dzięki dodatkowym żłobieniom doprowadzającym powietrze do komory) – to też dobrze, bo robiąc wdech z zatkanym sprzęgłem nie mamy wrażenia, że próbujemy wciągnąć piłeczkę tenisową przez słomkę, a tak właśnie się czułem w przypadku VapCap OG.

Opanowanie techniki użytkowania jest bardzo łatwe, jej doszlifowanie do idealnego poziomu może jednak chwilę zająć. Mówiąc jednak ogólnie, łatwość użytkowania VapCap M jest ogromna, to bardzo intuicyjny waporyzator.

Za łatwość użytkowania VapCap M oceniam na 90 punktów na 100 – jest jeszcze lepiej niż w przypadku modelu VapCap OG, szczególnie jeśli chodzi o łatwość brania udanych wdechów.

Vapor

Byłem w prawdziwym szoku kiedy miałem okazję po raz pierwszy przekonać się o mocy vaporu produkowanego przez klasycznego VapCap’a OG Waporyzator. VapCap M to jednak całkowicie inna bajka – para jest równie mocna, jest jednak znacznie lepiej schłodzona.

Stal przejmuje ciepło lepiej od szkła i prawdopodobnie to właśnie dlatego para produkowana przez VapCap M ma zawsze idealną temperaturę, nawet jeśli całkowicie zatkamy sprzęgło.

VapCap M Vaporizer
Element widoczny na środku to stalowy kondensator.

Moc pary zasługuje na osobny akapit – jest ona wręcz nieprawdopodobna! Jedno nabicie (grubo poniżej 0,1 g) potrafi sprawić, że mam dość na ładnych parę godzin. Vapor jest nieprawdopodobnie mocny, co jest zapewne zasługą względnie wysokiej temperatury waporyzacji.

Żaden inny waporyzator przenośny (poza innymi VapCap’ami), nawet te w cenach powyżej 1000 zł, nie produkuje równie mocnej pary. Jedynym konkurentem na tym polu jest Sticky Brick Original, jest to jednak sprzęt znacznie większych rozmiarów.

Para produkowana przez VapCap M jest w mojej ocenie znacznie lepszej jakości niż w przypadku VapCap OG Waporyzator – mimo wielkiej mocy zawsze jest ona gładka, nigdy nie jest drapiąca po gardle ani niekomfortowo ciepła.

Mimo to jest ona bardziej odczuwalna na płucach niż w przypadku większości waporyzatorów, co cieszyć będzie wszystkie osoby przesiadające się z palenia na waporyzację – osoby takie często narzekają, że podczas waporyzacji nie czują „tego czegoś” na płucach. VapCap M zdecydowanie daje „to coś” 😉

VapCap M Vaporizer
VapCap M Waporyzator pasuje do szlifu 10 mm!

Smak pary nie jest równie dobry jak w przypadku szklanego VapCap OG, ale wciąż jest bardzo w porządku. Jedynie kiedy jesteśmy już blisko pełnego wykorzystania ziół, smak robi się nieco gorszy. To jednak domena  wszystkich bez wyjątku waporyzatorów.

Jakość pary jest świetna, do tego jest ona niespotykanie mocna. Za vapor VapCap M Waporyzator oceniam więc na 90 punktów na 100.

Wydajność

Śmieszna sprawa z tą wydajnością VapCap M. Śmieszna, bo pod kątem wydajności VapCap M bije na głowę praktycznie wszystkie waporyzatory elektroniczne.

Ta niezwykła wydajność ma swoje kilka filarów: zdolność do bardzo skutecznej ekstrakcji (wydobycia substancji aktywnych z suszu), niewielkich rozmiarów komorę, brak konieczności wypełniania komory w całości oraz możliwość przerwania inhalacji w dowolnym momencie w zasadzie bez żadnych strat wydajności. Po kolei więc.

Prawidłowo użytkowany VapCap M po inhalacji zwróci susz mocno ciemnobrązowy, nie zwęglony ani nadpalony, po prostu wykorzystany w maksymalnym stopniu.

Efekt tego jest taki, że VapCap M Waporyzator wyciąga z suszu po prostu więcej substancji aktywnych niż inne waporyzatory. Nie bez znaczenia jest też rola temperatura waporyzacji – w VapCap M jest ona raczej wysoka, w okolicach 210-220 stopni Celsjusza. Takie temperatury sprzyjają skutecznej ekstrakcji.

VapCap M Vaporizer
VapCap M Waporyzator

Komora jest naprawdę bardzo mała. Prawidłowo nabijając VapCap M (czyli bez mocnego ubijania suszu) komora zmieści nieco poniżej 0,1 g. Taka ilość pozwala na 2-4 cykle po 2 wdechy, czyli zazwyczaj koło 6 wdechów.

Co ciekawe, choć korzystając z innych waporyzatorów (np. Arizer Air) jesteśmy w stanie uzyskać większą ilość wdechów, to w przypadku VapCap M te wdechy są po prostu mocniejsze.

Choć VapCap M to waporyzator niemal w pełni kondukcyjny, nie wymaga on wypełnienia komory w całości.  Ba, jesteśmy w stanie nabić dowolną ilość – nawet ostatnie okruchy. VapCap M da sobie z nimi radę. To naprawdę fenomenalne i jeszcze bardziej poprawi to wydajność. Na marginesie dodam, że VapCap M doskonale radzi sobie również ze sprasowaną żywicą, co jest rzadkością jeśli chodzi o waporyzatory do suszu.

VapeFully, sklep z waporyzatorami

Ostatnim czynnikiem dodatnie wpływającym na wydajność VapCap M jest fakt, że jest to waporyzator on-demand. Spełnia on wszystkie kryteria – rozgrzewa się w kilka sekund i umożliwia wzięcie zaledwie kilku buszków i dokończenie inhalacji później.

To zawsze fajna sprawa, w przypadku VapCap M zaś o tyle cenna, że pełne wykorzystanie zawartości komory może dla niektórych być zbyt mocnym doświadczeniem, szczególnie w ciągu dnia.

Podsumowując, wydajność VapCap M jest naprawdę idealna. Za wydajność VapCap M oceniam na 98 punktów na 100 możliwych. Lepszy na tym polu jest jedynie OmniVap Titanium.

Dyskrecja

Z jednej strony opalanie czegoś zapalniczką żarową nie może wyglądać dyskretnie. Z drugiej strony, VapCap M nie jest szklany, więc nie przypomina fifki, jak miało to miejsce w przypadku VapCap OG Waporyzator.  Używając zaś zapalniczki żarowej z kilkoma dyszami (na zdjęciu poniżej) VapCap’a M jesteśmy w stanie ogrzać w mniej niż 5 sekund.

Nie ogrzewamy go też w trakcie zaciągania się, co nieco pomaga zachować dyskrecję. Biorąc potem dyskretne buszki (M bez najmniejszego problemu ukrytemu w dłoni) jesteśmy w stanie nie zwracać na siebie uwagi.

VapCap M Vaporizer
Zapalnika typu triple-jet (potrójny płomień żarowy) ogrzewa M w około 5 sekund.

Jeśli chodzi o zapach to jest go dość sporo – co jest w pełni zrozumiałe przy tak dużej produkcji pary. Nie ma natomiast porównania z tradycyjnym paleniem – VapCap M daje zapach typowy dla waporyzatora, żadnego zapachu dymu.

Aromat ten w związku z tym bardzo szybko znika – w zamkniętym pomieszczeniu po kilku, kilkunastu minutach, natomiast na świeżym powietrzu praktycznie od razu.

Podsumowując, VapCap M jest zdecydowanie bardziej dyskretny od wersji Original. Za dyskrecję oceniam VapCap M waporyzator na 80 punktów na 100 możliwych.

Czyszczenie

Czyszczenie jest bardzo mało skomplikowane. Należy rozebrać M na części i odmoczyć w ISO kondensator oraz zewnętrzną część obudowy. Nie należy odmaczać uszczelek znajdujących się na kondensatorze, komory grzewczej (również posiada ona uszczelki) ani stalowej nasadki.

Wnętrze komory grzewczej czyścimy patyczkami kosmetycznymi nasączonymi w ISO, uważając aby ominąć uszczelki. Same uszczelki można z kolei wyczyścić ciepłą wodą z mydłem lub płynem do mycia naczyń.

Warto też podkreślić, że czyszczenie VapCap M nie jest konieczne często – gdy wykonałem je po 2 tygodniach używania M (codziennie używałem go kilka razy), wewnątrz nie było szczególnie dużo zabrudzeń.

Podsumowując, czyszczenie VapCap M jest bardzo łatwe i mało problematyczne, zajmuje maksymalnie kilka minut i nie jest konieczne przesadnie często. Za czyszczenie VapCap M dostaje więc 90 punktów na 100.

VapCap M Vaporizer
VapCap M Waporyzator jest niezwykle mały.

Gwarancja

Mówiąc o gwarancji warto podkreślić, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma jakichkolwiek komponentów elektrycznych czy elektronicznych, baterii, żadnych elementów ze szkła, które mogłyby się rozbić. Elementy ze stali są zaś niezwykle wytrzymałe, praktycznie niezniszczalne.

DynaVap nie informuje na temat gwarancji na VapCap M, natomiast w przypadku jakichkolwiek wad fabrycznych wszystkie VapCap’y są szybko i bezproblemowo wymieniane na nowe egzemplarze. DynaVap jest zresztą firmą o legendarnie doskonałej obsłudze klienta. Porównując model M do VapCap OG Waporyzator trzeba podkreślić, że znika podstawy problem, czyli ryzyko rozbicia sprzętu.

Nie wiadomo ile dokładnie wynosi gwarancja producenta. Wiadomo natomiast, że jeśli tylko coś złego będzie działo się z Twoim VapCap’em to bez problemu zostanie on wymieniony na nowy model. Mnie taka forma gwarancji przekonuje – szczególnie w połączeniu z faktem, że w VapCap M po prostu nie ma co się zepsuć. Za gwarancję oceniam VapCap M na 90 punktów na 100.

Ostateczny werdykt

Zdecydowanie VapCap M zdobył moje serce, jest bez porównania lepszy od i tak świetnego modelu Original (OG). Znika największy problem, czyli ryzyko przypadkowego rozbicia. To bardzo ważne, ponieważ użytkownicy ziół często znani są z upuszczania i rozbijania różnych rzeczy.

VapCap M jest gotowy do pracy w kilka sekund (im lepszy nasz palnik, tym szybciej), pozwala też na przerwanie inhalacji i dokończenie jej później – zdecydowanie jest to więc waporyzator typu on-demand. Jakość pary jest świetna, jeszcze lepsza jest wydajność. Obsługa również jest banalna, czyszczenie zaś bezproblemowe. Czego chcieć więcej?

VapeFully, sklep z waporyzatorami

Podsumujmy więc VapCap M:

Ostateczny werdykt to 90 punkty na 100.

VapCap M Waporyzator to najbardziej wydajny i oszczędny waporyzator spośród wszystkich modeli, jakie do tej pory testowałem.

Pozwala on na ogromne oszczędności na ziołach.

Para jest bardzo dobrej jakości i jest niezwykle mocna.

Warto też podkreślić, że VapCap M Waporyzator zostawia w tyle większość znacznie droższych waporyzatorów elektronicznych.

To najtańszy dobrze działający waporyzator on-demand, który w dodatku zmieści się wszędzie dzięki swojemu niezwykle małemu rozmiarowi i nigdy nie wyładuje mu się bateria.

Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów waporyzacji i wypuszczania wielkich chmur!

Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu VapCap M Waporyzator w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata! 0



Autor:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent waporyzatorów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się! Zapraszam też na grupę na Facebooku: Waporyzacja Ziół Leczniczych, gdzie otwarcie dzielę się swoją wiedzą i odpowiadam na bieżące pytania. 

180 comments

  1. Fajna i szczegółowa recenzja. Dzięki!
    Mój sprzęt już dotarł w ub. tygodniu i czeka na pierwsze użycie.

    Jako ciekawostkę napiszę tylko, że przesyłka z oficjalnego sklepu trwała jakieś 2 tygodnie a w kopercie oprócz urządzenia i instrukcji dostałem także trzy sitka 🙂 Dobry deal z tym kwietniowym promo. W przyszłym roku też będę polował na nowości 😉

    1. Gdybyś mieszkał w USA to dostałbyś jeszcze zapalniczkę z 4 dyszami, ale niestety nie dorzucają ich do zamówień międzynarodowych. Ale dodatkowe sitka to faktycznie super sprawa.

      Podziwiam siłę woli – ja zacząłem testy zaraz po wyjęciu z pudełka 😉

      1. A to dziady.. 🙂

        Przetestowałem sobie w końcu na białym tytoniu. Zauważyłem jedną niepokojącą rzecz – cap zsuwa mi się z cybucha. W przypadku wersji Oryginal takie coś nie występuje. A jak u Ciebie? Luźno tam, czy ciasno? 😉

        1. Nie, u mnie taki problem nie występuje. A to bardziej kwestia nasadki czy samego VapCapa? Próbowałeś zamienić nasadkę z tą od wersji Original? Powinny być identycznego rozmiaru.

        2. To kwestia capa. Wziąłem z oryginala i jest lepiej. Korespondowałem z nimi na ten temat. Zalecili lekko nagiąć capa. Na początku nie dawało to efektów ale dziś delikatnie (niezauważalnie) zagiąłem ten „dynks” wystający i jest lepiej. Nadal M czeka na jakiś sensowny wkład.. :/

  2. Zastanawiam się nad jednym.Gdy ogrzewam najpierw wydaje ciche kliknięcie a ogrzewając dalej drugie o wiele głośniejsze.Macie podobnie?

    1. Cześć 🙂
      Ja podczas grzania mam szybki dwuklik niemal zlewający się jeden dźwięk, ten pierwszy nieco cichszy, a gdy stygnie to mam podobny dwuklik z tym, że w odstępie co najmniej 1, nawet 2
      sekund – różnie. Ale wydaje mi się to nieistotne, najwyżej trzeba bardziej nadstawiać uszu :-)), to chyba zależy od modelu.
      Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz: jak wyciągnąć kondensator?
      Jest piękny, genialna konstrukcja, a już sposób nabicia (poprzez wciągnięcie materiału) zwala po prostu z nóg, podobnie jak i jego moc. Już go lubię 🙂

      1. Jeśli kliknięcia niemal zlewają się w jedno to znaczy, że używasz mocnego palnika. To dobrze, ale pamiętaj żeby przestać ogrzewać tuż po drugim kliknięciu. Z kolei kiedy się schładza zaleca się odczekać parę sekund po drugim kliknięciu zanim ponownie zacznie się ogrzewać nasadkę.

        DynaVap radzi najpierw wyciągnąć tę cześć z komorą grzewczą a następnie wypchnąć od środka kondensator drugą stroną nasadki. Polecam zresztą kanał DynaVap w YouTube, bardzo szczegółowo wszystko pokazują i tłumaczą.

        1. Cześć U mnie też ten dźwięk coś się zlewa w jeden klik. Przez to mogłem przegrzać za pierwszym razem, bo slyszałem tylko jeden klik i drugiej już nie było, bo wcześniej jednak przestałem grzać, bo już ziłoła zaczęły się palić. Po kilku próbach jakoś jestem w stanie uzyskać jednak ten klik jeden po drugim ale i tak odstęp między nimi jest bardzo mały, mniej niż sekunda. Mam nadzieję, że nie przegrzałem nasadki. Wydawało mi się, ze w sklepie vapefully były w sprzedaży osobno, chociaż teraz nie widzę ;/

          1. Kliknięcia są często bardzo blisko siebie, niemal się zlewają. Więc jeśli po pierwszym kliknięciu dalej ogrzewasz przez sekundę i drugiego kliknięcia nie ma to znaczy, że już było i musisz przestać ogrzewać bo przegrzejesz nasadkę. Sprawdź na sucho, bez materiału w komorze – jeśli nasadka klika normalnie to znaczy, że działa prawidłowo. Jak coś da się dokupić zapasowego Capa, jeśli w tej chwili ich nie mają w VapeFully to pewnie po prostu czekają na dostawę i będą mieli za kilka dni. W razie pytań – pisz śmiało 🙂

            Pozdrawiam serdecznie,
            VM

    2. Tak, nasadka każdego VapCapa klika dwa razy przy osiągnięciu temperatury i dwa razy kiedy temperatura spadnie. Czasami jedno z kliknięć jest bardzo ciche. Więc wszystko się zgadza, nic się nie martw 😉

  3. Czy da się ją w jakiś sposób tzn nasadkę „zepsuć” tzn np przegrzać,że straci swoje właściwości? Gdy widzę jak mój kumpel podgrzewa ją prawie do czerwoności i spala środek do popiołu (twierdzi,że to najlepiej mu podchodzi) to,aż mam stracha,że mi uszkodzi vapcapa. I jeszcze jedno,czy gdybym nie daj boże nasadkę gdzieś zgubil,można ją dokupić?

    1. Wiesz co… lepiej nie dawaj do zabawy kumplowi.
      1. Producent zaleca, żeby nie grzać dłużej, niż do kliknięcia, bo cap może stracić swoje właściwości (odkształcić się albo zacząć klikać w niewłaściwym momencie).
      2. Przy przegrzewaniu traci sens używanie tego sprzętu. Waporyzacja polega na podgrzaniu ziół i odparowaniu. Przepalanie oznacza, że susz się spala. Lepiej w takiej sytuacji nabić lufę albo palić z bongo.
      3. CAP można kupić na stronie producenta. W tym momencie nie widzę ale pamiętam, że był. Nie wiem tylko czy to się opłaci – chyba taniej wyjdzie zamówić „oryginala” z polskiego sklepu.

    2. PanOramx ma rację – nie wolno przegrzewać nasadki bo możesz zepsuć mechanizm klikający – producent ostrzega przed tym na stronie w instrukcji obsługi. Podstawowa zasada – respect the click! Czyli grzejesz tylko do drugiego kliknięcia i nie ogrzewasz ponownie przed kliknięciem oznaczającym ochłodzenie się nasadki. Więc zdecydowanie nie pozwalaj koledze tak robić bo uszkodzi Ci VapCap’a.

      Tak, nasadkę da się dokupić, ale to drogi element VapCapa – u producenta kosztuje 20$. Będzie też w Polsce, podobno niedługo 🙂 A jest to drogi element bo bardzo zaawansowany technologicznie – w środku są dwa dyski, które klikają w określonych temperaturach i są w tym bardzo precyzyjne. Przegrzewając możesz ten mechanizm uszkodzić.

    1. Dobrze, ale kompletnie inaczej. Tytanowa komora dużo szybciej stygnie i ma żłobienia, w ogóle nie używasz też sprzęgła bo zamiast tego po prostu przekręcasz ustnik żeby regulować gęstość pary. Zresztą, niedługo podzielę się swoimi pierwszymi wrażeniami na blogu 😉

      1. Brzmi kusząco ale za ten hajs (mając oryginal i M) chyba spróbowałbym coś innego 🙂

        BTW. Wracając do M – czy nie uważasz, że komora w M gorzej się nagrzewa, niż w oryginalnym? Przy białym tytoniu miałem takie wrażenie, że mimo kliknięcia wsad jest niedogrzany..

        1. Nie potwierdzałem tej informacji nigdzie, więc to moja prywatna opinia, ale moim zdaniem w M nagrzewa się do trochę niższej temperatury niż Original. Natomiast nie uważam, że to gorzej – w Original zdarzyło mi się przypalić materiał, w M – nigdy.

  4. Mam pewien problem po użyciu vap capa. Manowicie chwile po użyciu odczuwam delikatne duszenie/przytaknie w płucach, co jeszcze nie jest takie męczące. Kilka minut po użyciu zaczyna mnie „drapać” gardło co prowadzi do chrząkania a następnie pokasływania. Czy to normalne?

    1. Tak, znam to. To kwestia temperatury, w moim przypadku dzieje się tak, kiedy w trakcie zaciągania się całkowicie zatykam „sprzęgło” (wtedy para jest najbardziej gęsta i ciepła) i kiedy nie jestem odpowiednio nawodniony przed inhalacją. Rozwiązanie tego problemu jest następujące: nie zatykaj „sprzęgła” całkowicie, wpuszczaj przez nie trochę dodatkowego powietrza kiedy się zaciągasz, co obniży temperaturę pary. Przede wszystkim jednak: pij dużo wody mineralnej. Zarówno przed inhalacją, jak i w jej trakcie. Im bardziej jesteś odwodniony tym łatwiej o sytuację, o której piszesz. Pozdrawiam serdecznie!

    1. Tak, bardzo duże! Im dalej od czubka go podgrzewasz, tym wyższa będzie temperatura w chwili kliknięcia. Ja zwykle ogrzewam na wysokości litery N w napisie DynaVap na nasadce. Pamiętaj też żeby obracać VapCapa o pełne 360 stopni w trakcie ogrzewania. Ogrzewając bliżej czubka (np. w połowie) możesz osiągnąć niższą temperaturę w momencie kliknięcia. Nigdy natomiast nie ogrzewaj samego czubka gdyż można w ten sposób uszkodzić nasadkę, podobnie jak ogrzewając ją po drugim kliknięciu. Każdy ma swoją idealną technikę, czasami jej wypracowanie zajmuje kilka prób. Dużą rolę odgrywa „sprzęgło” i to ile powietrza przez nie wpuścisz.

  5. Potwierdzam recenzje, po przejściu z bonga na VapCap M efekty są niemal identyczne z tą różnicą że efekty po VapCap M są nieco żywsze, użycie jest bardzo proste jedyny minus to czas użycia mieszczący się w normie ale dłuższy od bonga ale za to jest na pewno zdrowsze, mniej śmierdzące i ekologiczne nie zużywa wody 😉

  6. Po kilku testach M-ki nie widzę szczególnej różnicy względem wersji oryginalnej. Trudno mi sobie odpowiedzieć na pytanie po co właściwie wydałem kasę. Chyba tylko z ciekawości.

    1. Różnic pomiędzy VapCap Original i VapCap M jest sporo:
      – M jest znacznie trwalszy (nie rozbije się);
      – M daje znacznie mniejszy opór przy wdechu przy całkowicie zasłoniętym sprzęgle;
      – para jest znacznie lepiej schłodzona w przypadku M;
      – w Original znacznie łatwiej przypalić materiał, w M jest niemal niewykonalne jeśli ogrzewasz go prawidłowo.

      Moim zdaniem M to o wiele lepszy sprzęt niż Original, ale oczywiście każdy ma prawo do odmiennej opinii 😉

  7. Witam
    Jak tylko przeczytałem ta recenzję to na drugi dzień zakupiłem vapcapa m. Mój stacjonarny qextreme poszedł do kartonu 🙂 Kupiłem kiedyś titan 2 i do kolan nie dorasta vapcapowi, a ekonomia tego urządzenia mnie rozwaliła.
    Też wam nasadka zmieniła kolor?
    Na dworze trochę długo trwa nagrzewanie nawet palnikiem.
    Znalazł ktoś do kupienia tą zapalniczkę z 4 palnikami?

    1. Cieszę się, że M dobrze Ci służy, to świetny sprzęt!

      Odnośnie Twoich pytań: tak, nasadka zmienia kolor od kontaktu z płomieniem palnika, to w pełni normalne i nie wpływa to w żaden sposób na działanie VapCapa.
      W teorii nagrzewanie na zewnątrz powinno trwać tyle samo, może jest to kwestia wiatru? Zapalniczki z 4 palnikami nie widziałem w Polsce, kupiłem za to taką z 3. Fakt, nagrzewa o wiele szybciej, ale daje znacznie mniejszą kontrolę nad tym, w którym miejscu ogrzewasz nasadkę – pod tym kątem najlepiej sprawdza się zapalniczka z 1 palnikiem. A czytałeś mój test zapalniczek i palników? Jak coś znajdziesz go tutaj: https://vapomaniak.pl/akcesoria/test-zapalniczek-zarowych-i-palnikow/

      1. Tak, czytałem. Bardzo pomocny. Zakupiłem palnik i małą zapalniczkę dwu palnikową z vapefully. Całkiem dobra, ale szybko gaz zużywa i jeden palnik zaczyna szwankować.
        W jakiej odległości podgrzewasz vapcapa?

        1. Wszystko co ma więcej niż jeden palnik dość szybko zużywa gaz, niestety tak już jest. Natomiast szwankujący palnik to na 99% kwestia zbyt małej ilości gazu w zasobniku. O ogrzewaniu nasadki VapCapa też zrobiłem osobny tekst, nie wiem czy jego też widziałeś: https://vapomaniak.pl/2017/06/26/jak-ogrzewac-vapcapa/ W każdym razie od końca płomienia (tego jaśniejszego, zewnetrznego) do czubka nasadki powinno być nie mniej niż 1-1,5 cm. Pozdrawiam 🙂

      1. Dzięki.Tzn tam przy elemencie grzewczym (cybuchu) jedna uszczelka się rozciągła i trochę odstaje a póki jestem w pl to chce dokupić.

  8. VapCap M przetestowany. Potwierdzam tą opisywaną wydajność, ta para uderza mocniej niż z elektronicznych.

    Mnie jednak mocno zniechęca opór jaki stawia przy braniu bucha. Nie mogę się mocno i dobrze zaciągnąć, wypełnić płuca. Próbowałem nie dosuwac Cap’a do końca, pomaga w przeplywie powietrza, jednak buchy są mniej nasycone.
    Trochę pomaga też odtykanie sprzęgła, ale wtedy większość powietrza omija komorę z ziołami. Będę próbował jeszcze jakoś delikatnie przyslonic sprzęgiełko, tak żeby więcej powietrza przechodziło przez zioła.

    VapCap M przyda mi się napewno jako waporyzer przenośny, można go wyciągnąć z kieszeni w dowolnym miejscu, grunt zeby zapalniczka była nabita. W domu jednak pozostanę przy plenty i volcano.

    Mx

    1. Jeśli chodzi o opór przy wdechu to jeśli będziesz cały czas trzymać zatkane sprzęgło to faktycznie będzie on spory. Natomiast to wszystko kwestia wprawy i zatykanie sprzęgła przez cały czas nie jest konieczne. Ja osobiście zatykam je tylko na krótką chwilę żeby zakumulować trochę ciepła, potem zostawiam odkryte. A widziałem też spore chmury z M w ogóle bez dotykania sprzęgła. Musisz znaleźć swój tzw. sweet spot, czyli optymalną technikę.

  9. I jeszcze jeden mankament, ta bardzo mała komora. Jak komuś został „popcorn”, czy inne gorszej jakości resztki, pozostaje tylko kilkukrotne nabijanie.

  10. Jest znacznie lepiej jak uprzednio mocno przesuszylem zioła i roztarlem w drobnym młynku. Lepiej też sie sprawdza dwupalnikowa zapalniczka, plomien jest nadal dosyc waski.

    1. Spróbuj też luźniej wsypać zioła do komory, bez żadnego ubijania. To właśnie najbardziej niesamowita cecha M – że można wsypać naprawdę parę okruchów i wciąż wyciągnąć z tego parę solidnych buchów 😉 Miłego klikania! 😉

  11. Prawda jest taka, że już trzeci wieczór siedzę jednak nad VapCap M:) Jest zdecydowanie bardziej wydajny niż Volcano i zauważalnie niż Plenty (Volcano na najniższej temp. służy mi teraz tylko do przesuszenia ziół przed zmieleniem;)
    Nastepnie mielę na piasek i zaciągam do komory bez zatykania sprzęgła, żeby sie za mocno nie ubijało.
    Przesuszenie ziół przed mieleniem sprawia, że sprzęgła mogę używać bardzo delikatnie i tylko na początku bucha. Para wydobywająca się z komory jest wtedy bardzo intensywna i podobnie jak w Vapbong, musi być dodatkowo rozcieńczana powietrzem z zewnatrz, ze sprzęgła, przed dojsciem do płuc. Być może właśnie to bardzo mocne ale krotkie/chwilowe podgrzanie ziół w komorze, stanowi o wyjatkowej wydajności obydwu sprzętów. (Vapbong jest jednak trudny w użyciu, ma jeszcze mniejsza komorę niż VC, żadnego oznaczenia temperatury i się tłucze).

    Dzięki Ci VapoManiaku, za Twe chojne recenzje 😉

    Mx

    1. U mnie po zakupie VapCap M reszta sprzętów zaczęła na pewien czas zbierać kurz 😉 Natomiast jakkolwiek M jest świetny sam w sobie, tak w pełni rozwija on skrzydła dopiero kiedy połączysz go z fajką wodną – umożliwia to wypuszczanie naprawdę monstrualnych chmur 😉 Co do mielenia – im drobniej tym większe chmury, natomiast jeśli mielisz na piasek to dobrze jest na samo dno komory dać cienką warstwę średnio zmielonego suszu – zapobiega to przenikaniu przez sitko na dnie komory tego, co zostało zmielone na piasek. Generalnie rzecz biorąc waporyzatory butanowe pozwalają na osiągniecie znacznie mocniejszych efektów niż w przypadku modeli elektronicznych. Cieszę się bardzo, że M spisuje się dobrze! Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Wejdź na wyższy poziom waporyzacji

 

Podobają Ci się moje recenzje i opinie na temat testowanych waporyzatorów? Chcesz dowiedzieć się więcej i być na bieżąco? Zapisując się do newslettera:

 
    •  - otrzymasz najświeższe informacje ze świata waporyzacji

    •  - jako pierwszy dowiesz się o najlepszych promocjach i konkursach!

              • Tylko i wyłącznie wartościowe treści :)

* pola wymagane

Klikając "Zapisz się!" wyrażasz zgodę na wysyłkę wiadomości na podany adres oraz przetwarzanie swoich danych osobowych w celach marketingowych przez High Experts sp. z o.o.. Wiem, że zgodę w każdej chwili mogę wycofać. Administrator gwarantuje że moje dane są bezpieczne i nigdzie nie udostępniane."