VapCap M 2019 Vaporizer – Recenzja

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

VapCap M 2019 Vaporizer to najnowsze wcielenie legendarnej “Emki”, która bardzo Wam przypadła do gustu. Tym razem zmian jest znacznie więcej niż w wersji z 2018 roku. Czy warto dołożyć trochę więcej do nowego modelu? Sprawdźcie moją opinię o VapCap M 2019!

Pierwszy VapCap M Vaporizer pojawił się w 2017 roku i narobił sporo zamieszania. Rok później, podczas Spannabis 2018 dostałem nowego VapCap M 2018 od samego George’a Breiwy, założyciela i szefa DynaVap.

W tym poście dzieliłem się z Wami wrażeniami z drugiej generacji VapCap’a M, do której wprowadzono szereg udoskonaleń. Wiem z maili od Was, że obie generacje to zdecydowanie jedne z najczęściej wybieranych przez Was waporyzatorów i nie ma w tym nic dziwnego – nie są bowiem drogie, a jednocześnie działają świetnie i są niesamowicie oszczędne.

W tym roku miałem przyjemność otrzymać nowego VapCapa 2019 na długo przed jego oficjalną zapowiedzią, niestety jednak do niedawna nie mogłem nic na jego temat ujawnić.

Teraz, gdy produkt został już oficjalnie zapowiedziany i w chwili obecnej (koniec marca 2019 r.) jest możliwy do zamówienia w ramach pre-order’u (przedsprzedaży), zapraszam Was do poznania mojej opinii o VapCap M 2019!

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć VapCap M 2019 Vaporizer. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!

970x310-2

 

Recenzja VapCap M 2019 Vaporizer

Pierwsze wrażenia

DynaVap przyzwyczaił mnie już do tego, że do waporyzatorów nie dołącza żadnych akcesoriów poza antyzapachową tubą ochronną. W przypadku VapCap M 2019 Vaporizer nie jest inaczej, natomiast zmienił się design samej tuby – teraz ma ona zamknięcie z zabezpieczeniem uniemożliwiającym otwarcie przez dziecko, co jest cennym rozwiązaniem i pierwszą drobną innowacją, która zwróciła moją uwagę.

Sam VapCap M 2019 prezentuje się fenomenalnie – w mojej ocenie jest znacznie ładniejszy od obu poprzednich generacji. Zacznijmy od szybkiego przeglądu zmian wprowadzonych do najnowszej wersji. Pierwszym co zwróciło moją uwagę jest nowa faktura na obudowie (grip), której zadaniem jest zapewnić nam pewny chwyt w trakcie obracania waporyzatora podczas jego ogrzewania.

Nowe żłobienia zarówno wyglądają znacznie lepiej, jak i zapewniają pewniejszy chwyt niż te w wersji z 2018 roku. Tuż nad nimi znajdują się zupełnie nowe żłobienia, których zadaniem jest “wyhamować” nasze palce przesuwające się po obudowie – tak, aby nie dotarły one do rozgrzanego kondensatora. Z założenia ich zadaniem jest więc uchronić nas przed oparzeniami, co zawsze jest w cenie 😉

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Kolejna zmiana dotyczy okolic “sprzęgła”, czyli otworu, przy pomocy którego możemy decydować o ilości dodatkowego powietrza dostającego się do waporyzatora.

Teraz obudowa w okolicach “sprzęgła” ma o wiele głębsze nacięcia, co znacznie ułatwia zlokalizowanie go palcem. Znacznie bardzie rewolucyjny jest tzw. Rocker, czyli dwa nacięcia na obudowie, zlokalizowane po przeciwnej stronie niż “sprzęgło”.

Znacznie ułatwiają one korzystanie ze sprzęgła – wystarczy lekko obrócić VapCap’a w palcach, aby wpuścić pod palcem dodatkowe powietrze lub zasłonić “sprzęgło”.

Kompletnie przeprojektowany został też tip, czyli komora grzewcza VapCap’a M 2019. Po pierwsze, teraz zamiast podwójnej spirali ma on kręte żłobienia, które lepiej ogrzewają przelatujące przez nie powietrze, dodając nieco efektu konwekcji.

Po drugie, tip ma teraz nacięcia na czubku, dotychczas znane tylko z wersji tytanowej. Znacznie ułatwiają one napełnianie komory – jeśli wsadzimy ją do młynka ze zmielonym suszem i  przekręcimy, wówczas napełnimy komorę w zasadzie w mgnieniu oka. To wszystko bardzo cenne i praktyczne zmiany designu stalowego tipa.

Do tego, w jakim stopniu powyższe zmiany wpływają na łatwość użytkowania VapCap M 2019, wrócimy za chwilę. Już na pierwszy rzut widać w każdym razie, że zmieniło się sporo. Od strony estetycznej nowy VapCap M 2019 również prezentuje się znacznie lepiej – choć to oczywiście kwestia subiektywna. Podoba mi się też nowy grawer na cap’ie.

Szkoda, że do VapCap M nadal nie są dodawane jakiekolwiek akcesoria, jak choćby zapasowe sitka czy uszczelki. Z drugiej strony, pozwala to zachować bardzo korzystną cenę tego vaporizera. Pomijając brak akcesoriów, VapCap M 2019 robi fenomenalne pierwsze wrażenie i w związku z tym w tej kategorii oceniam go na 90 punktów na 100 możliwych.

Łatwość użytkowania

Są tylko 2 obszary, na których użytkowanie VapCap’a może sprawić komukolwiek trudność – pierwszy to sposób napełnienia komory, drugi to ogrzewanie nasadki palnikiem/zapalniczką żarową.

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Jeśli chodzi o napełnianie komory, to susz w żadnym wypadku nie może być ubity – a to błąd popełniany przez część użytkowników. Mocno ubity susz utrudni przepływ powietrza i uniemożliwi prawidłową waporyzację.

Komora może być wypełniona w całości, równie dobrze można jednak wypełnić ją w połowie – VapCap M 2019 będzie wówczas działał równie dobrze.

Susz nie powinien być zmielony na pył, poza tym zastrzeżeniem może mieć w zasadzie dowolną konsystencję – od drobno zmielonego do całego kwiatka (choć to ostatnie rozwiązanie nie będzie oczywiście najbardziej wydajne). Po pierwsze więc: napełnij komorę jak chcesz, byle nie zbyt mocno.

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Ogrzewanie może sprawić nieco trudności użytkownikom początkującym lub mającym ograniczone zdolności manualne. VapCap’a należy dość szybko obracać w palcach o 360 stopni, jednocześnie trzymając go na tyle stabilnie aby był stale w miej więcej tej samej odległości od płomienia. Im dalej od czubka będziemy ogrzewać nasadkę, tym wyższa będzie temperatura waporyzacji po wydaniu przez nią kliknia.

Po usłyszeniu 1-2 kliknięć przerywamy ogrzewanie, zaciągamy się kilka razy i czekamy z następnym ogrzewaniem do kliknięcia oznaczającego schłodzenie waporyzatora.

Błędem najczęściej przez Was popełnianym jest przegrzanie nasadki – to efekt tego, że często jedno z dwóch kliknięć towarzyszących osięgnięciu temperatury jest gorzej słyszalne (lub 2 kliknięcia zlewają się w 1) i jeśli go nie usłyszymy to konsekwencją tego będzie kontynuowanie ogrzewania nasadki, pomimo że osiągnęła ona już swoją temperaturę.

A to najprostszy sposób na przegrzanie nasadki, która raz przegrzana już zawsze będzie klikać w złym momencie, czego skutkiem będzie przypalający się susz. Z tego względu polecam nie czekać na 2 kliknięcie jeśli nie występuje ono od razu po pierwszym – nawet jedno kliknięcie oznacza bowiem, że osiągnięta została już odpowiednia temperatura.

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Zakładając jednak, że opanowaliśmy technikę prawidłowego ogrzewania, korzystanie z VapCap’a jest naprawdę banalne i szalenie wygodne. Technika inhalacji jest bardzo prosta – wystarczy robić długie wdechy przez ustnik.

Używanie “sprzęgła” to kwestia indywidualnej preferencji – ja w 90% przypadków nie zatykam go wcale, czasami jedynie nieco ograniczam przepływ powietrza zasłaniając sprzęgło w taki sposób, że pod moim palcem do obudowy trafia sporo dodatkowego powietrza.

W ten sposób para ma idealną dla mnie temperaturę, co pozwala na wdychanie naprawdę dużych chmurek. Niektórzy użytkownicy całkowicie zatykają sprzęgło aby uzyskać najgęściejszą możliwą parę – moim zdaniem to błąd.

Po pierwsze bowiem, wówczas para jest dość mocno ciepła. Po drugie zaś, takie rozwiązanie generuje bardzo duży opór przy wdechu, czyli coś, czego nie jestem fanem. Świetną sprawą jest Rocker – to prawdziwy game changer jeśli chodzi o korzystanie ze sprzęgła – w mojej ocenie korzystanie z niego nigdy nie było prostsze.

Co obniża wygodę użytkowania VapCap’a M 2019? Tak jak brak baterii i związanej z tym konieczności jej ładowania są bardzo wygodne, tak niektórych użytkowników może nieco męczyć konieczność ciągłego ogrzewania nasadki zapalniczką.

Nie posiadając DynaStash mało wygodne jest też kontrolowanie stanu suszu w komorze – trzeba poczekać aż nasadka ostygnie by móc ją ściągnąć i skontrolować stan suszu. Istnieje też ryzyko oparzenia się – widziałem sporo raportów amerykańskich użytkowników, którzy rozgrzanego VapCap’a chwycili wargami ze złej strony – przestrzegam więc przed tym!

W przypadku inhalacji w większym gronie VapCap nie sprawdzi się dobrze – to typowy sprzęt do użytku jednoosobowego. Ciężko to jednak uznać za jego wadę – to domena w zasadzie wszystkich waporyzatorów on-demand.

Podsumowując, wygoda korzystania z VapCap’a M 2019 jest ogromna. Technika ogrzewania wymaga nieco wprawy, potem jednak jest już z górki. Oczywiście, nie dla każdego użytkownika ogrzewanie będzie wygodne, jednak w mojej ocenie nie jest to uciążliwe.

Za wygodę użytkowania VapCap M 2019 oceniam na 95 punkty na 100 możliwych. Jest jeszcze lepiej niż było!

Vapor

Para produkowana przez VapCap M 2019 nie różni się znacząco od tej, którą byliśmy w stanie uzyskać przy pomocy wcześniejszych generacji Mki – i bardzo dobrze, bo to oznacza, że jest naprawdę świetna!

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Gdy recenzowałem dla Was  VapCap Original oraz pierwszego VapCap M, nieco narzekałem na temperaturę vaporu – to prawda, potrafi on być mocno ciepły, przez co potem “czuć go na płucach” – ale tak dzieje się tylko i wyłącznie wtedy, gdy zatykamy całkowicie “sprzęgło” by uzyskać tak gęstą parę, jak to tylko możliwa.

A jak wspomniałem powyżej, z perspektywy dnia dzisiejszego taką technikę użytkowania uważam za błędną – gdy nie zatykamy “sprzęgła” w ogóle lub zatykamy je tylko trochę to temperatury pary jest bardzo komfortowa. Wystarczyło więc nieco udoskonalić technikę użytkowania by uzyskać dokładnie taką parę, jakiej oczekuję.

Dawniej zawsze ogrzewałem nasadkę w jej dolnej części – znowu, aby uzyskać maksimum gęstości pary. Obecnie zazwyczaj inhalację zaczynam od nagrzania nasadki na jej środku, co pozwala mi cieszyć się wspaniałym smakiem pary produkowanej przy użyciu niższych temperatur. Dopiero w kolejnych cyklach grzewczych przesuwam płomień niżej.

Jaka jest więc moja opinia o vaporze produkowanym przez VapCap M 2019? Para jest naprawdę świetna w smaku, szczególnie na początku inhalacji. Przy prawidłowej technice użytkowania temperatura vaporu jest bardzo przyjemna, co czyni całą inhalację bardzo komfortową.

Produkcja pary również jest na medal – przy użyciu dosłownie okruchów materiału roślinnego będziemy w stanie uzyskać parę gęściejszą niż w przypadku zdecydowanej większości modeli elektronicznych. Nowy design tipa zapewnia lepszy przepływ powietrza, co przekłada się na jeszcze większe ilości produkowanej pary.

Moc pary produkowanej przez ten waporyzator również zdecydowanie nikogo nie zawiedzie – kilka wdechów z jednego nabicia komory daje w pełni satysfakcjonujące efekty.

Jeśli zaś ktokolwiek będzie potrzebował przyjąć większą dawkę substancji aktywnych zawartych w waporyzowanych ziołach – nic prostszego, wystarczy ponownie nabić VapCapa. W mojej ocenie jednak absolutnie nie jest to konieczne.

Podsumowując, para z VapCap M 2019 jest równiej dobra co wcześniej, dodatkowo zaś jej produkcja jest w mojej ocenie nieco większa niż we wcześniejszych generacjach. To oznacza duże ilości smacznej, gęstej i efektywnej pary.

Za vapor oceniam VapCap M 2019 na 91 punktów na 100. To naprawdę wysoko postawiona poprzeczka.

Wydajność

Ciężko mi wyobrazić sobie, aby oszczędność VapCap M 2019 można było w jakiś sposób przebić. Ok, OmniVap jest teoretycznie nieco bardziej wydajny z racji na tytanową komorę, jednak różnice te nie są bardzo istotne.

Jak wspomniałem już wcześniej, do inhalacji wystarczą naprawdę okruchy suszu, ilości rzędu 0.05 g lub nawet mniej! VapCap z komorą napełnioną do połowy daje rezultaty niemal równie dobre, co w przypadku napełnienia komory w całości – po co więc napełniać ją w całości? 😉

Nawet jednak napełniając ją za każdym razem do pełna, do każdej inhalacji będziemy zużywać nieco poniżej 0.1 g ziół, jednocześnie uzyskując świetne efekty – w dłuższej perspektywie oznacza to naprawdę ogromne oszczędności! Jeśli więc szukasz waporyzatora, który pomoże zredukować ilość zużywanego suszu – VapCap M 2019 sprawdzi się idealnie. Ciężko o bardziej oszczędny vaporizer przenośny!

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Jeśli zaś chodzi o zdolność do ekstrakcji (czyli wydobywania substancji aktywnych z suszu) to VapCap M 2019 radzi sobie na tym polu naprawdę doskonale. Jest to jeden z tych waporyzatorów, które posiadają zdolność do tzw. pełnej ekstrakcji – czyli wyciągnięcia z materiału wszystkiego, co tylko da się wyciągnąć.

Nie tylko więc będziemy używać bardzo mało suszu, ale też będziemy go wykorzystywać bardzo efektywnie. Zdolność do pełnej ekstrakcji jest zresztą jedną z tajemnic tego, czemu VapCap M 2019 działa tak skutecznie.

Oszczędności sprzyja też fakt, że VapCap M 2019 to waporyzator typu on-demand – nagrzewanie jest błyskawiczne (szczególnie jak korzystamy z zapalniczki o większej ilości płomieni), zaś inhalację możemy w dowolnym momencie przerwać w zasadzie bez jakichkolwiek strat.

Za wydajność VapCap M 2019 Vaporizer oceniam na 98 punktów na 100 – na tym polu jest to waporyzator naprawdę bliski ideału! Fenomenalna oszczędność i zdolność do pełnej ekstrakcji – to jest to, co tygryski lubią najbardziej!

Dyskrecja

VapCap M 2019, podobnie jak wcześniejsze wersje, jest niemal dokładnie wielkości zwykłego papierosa – czyli jest bardzo mały. Można go więc bardzo łatwo schować i przenosić, niewielki rozmiar urządzenia sprzyja też ogólnej dyskrecji.

Problem stanowi jednak ogrzewanie palnikiem/zapalniczką żarową – nie wygląda to ani trochę dyskretnie i niektórym może się dziwnie kojarzyć. Są oczywiście zapalniczki z wieloma (np. trzema lub czterema) płomieniami, które są w stanie ogrzać nasadkę w kilka sekund, jednak po pierwsze nie daje to w mojej ocenie równie dobrych rezultatów, po drugie zaś – nadal wygląda to dziwnie.

Z tego względu VapCap M 2019 polecam do użytku tylko w domu lub innych dyskretnych miejscach, w których ogrzewanie urządzenia nie będzie ściągało zaciekawionych spojrzeń.

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Zapachu podczas inhalacji jest trochę, co w zasadzie nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę ilości produkowanej pary. Zapach ten nie jest jednak uciążliwy ani szczególnie intensywny – nawet inhalując się w zamkniętym pomieszczeniu stosunkowo szybko powinien przestać być wyczuwalny.

Na świeżym powietrzu problem zapachu nie istnieje zaś w ogóle – znika on praktycznie z chwilą wypuszczenia chmurki i jest wyczuwalny jedynie z bardzo bliskiej odległości.

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Podsumowując, za dyskrecję VapCap M 2019 oceniam na 80 punktów na 100. Z jednej strony jest niezwykle mały i łatwy do schowania, z drugiej zaś ogrzewanie go zapalniczką żarową może ściągać zaciekawione spojrzenia.

Czyszczenie

VapCap M 2019 na polu czyszczenia w zasadzie nie różni się od swoich poprzedników – jedyna różnica względem recenzowanego modelu z 2017 roku to uszczelki – teraz są one szare i rzekomo odporne na odmaczanie w ISO (ja i tak ich nie odmaczam).

Nie jest to jednak nowość wprowadzona do modelu 2019, ponieważ te same uszczelki zastosowano już w zeszłorocznym modelu Emki.

Czyszczenie nie jest skomplikowane i nie jest konieczne przesadnie często – przy codziennym użytkowaniu raz na 2 tygodnie powinno w zupełności wystarczyć. VapCap’a należy rozebrać na części pierwsze i wszystko poza uszczelkami oraz cap’em odmoczyć w alkoholu izopropylowym, np. VapeCleaner.

Następnie wszystkie odmaczane elementy należy wypłukać gorącą wodą, ja najczęściej praktykuję jeszcze dodatkowe odmoczenie ich we wrzątku – wszystko po to, aby pozbyć się ostatnich pozostałości alkoholu. Następnie suszę wszystkie części i składam VapCap’a w całość.

Nie licząc czasu, w którym części się odmaczają (30 minut w zupełności wystarcza), całość czyszczenia nie zajmuje więcej niż kwadrans. Na koniec oczywiście “przepalam” waporyzator na sucho, z pustą komorą – aby mieć pewność, że odparowało 100% alkoholu i nie będę wdychał jego oparów.

Zamiast pełnego czyszczenia można też zastosować opcję minimum: przez VapCap’a rozgrzanego po inhalacji (a konkretnie: przez jego kondensator) przepchnąć patyczek kosmetyczny, co pozwoli na pozbycie zgromadzonego tam kondensatu oraz przyklejonych do niego drobinek suszu. Moim zdaniem jednak lepszym rozwiązaniem jest pełne czyszczenie.

VapCap M 2019 nie posiada żadnych trudno dostępnych miejsc, jego czyszczenie nie jest konieczne często ani nie jest skomplikowane – czyli w zasadzie jest idealnie! Za czyszczenie VapCap M 2019 oceniam na 100 punktów na 100 możliwych.

Gwarancja

DynaVap nie informuje oficjalnie, jakiej gwarancji udziela na swoje produkty. Warto też podkreślić, że ponieważ nie jest to sprzęt elektroniczny to nie dotyczą go przepisy o rękojmi ustawowej, które sprawiają, że każdy waporyzator elektroniczny jest w praktyce objęty 2-letnią gwarancją zapewnianą przez sklep. Teoretycznie więc produkt ten – jako niebędący elektroniką – mógłby wcale nie mieć gwarancji.

W praktyce jednak jest tak, że żaden użytkownik dowolnego waporyzatora DynaVap nigdy nie będzie pozostawiony z niedziałającym sprzętem. Wystarczy mail do producenta i problem jest błyskawicznie rozwiązywany.

Jeśli zaś waporyzator kupimy u autoryzowanego sprzedawcy to najpewniej swoje zgłoszenie reklamacyjne będziemy w stanie zrealizować u niego (tak w każdym razie jest w przypadku VapeFully).

Inną sprawą jest, że nie licząc ewentualnych wad materiałowych, w VapCapie praktycznie nie ma co się popsuć. Jedyny element mogący odmówić posłuszeństwa to nasadka (cap), to nigdy jednak nie dzieje się samoczynnie – zawsze powodem jest przegrzanie z winy użytkownika, co z kolei nie podlega gwarancji. Raz jeszcze uczulam więc jeśli chodzi o przestrzeganie zasady Respect the click!

Podsumowując, choć DynaVap nie udziela oficjalnej gwarancji na swoje waporyzatory to w praktyce nigdy nie zostawia swoich klientów na lodzie. Za gwarancję oceniam więc VapCap M 2019 na 90 punktów na 100 możliwych.

Ostateczny werdykt

Szczerze mówiąc nie sądziłem, że VapCap M da się jakkolwiek ulepszyć. A jednak, po ciekawych innowacjach wprowadzonych w modelu z 2018 roku teraz przyszedł VapCap M 2019, który przyniósł masę ciekawych zmian, w ostatecznym rozrachunku znacznie ułatwiających korzystanie z tego waporyzatora.

Mamy więc to, za co fani pokochali VapCap’a M (niezwykłą oszczędność, świetny vapor, skuteczne działanie, niezawodność i niezależność od baterii i ładowarek), tylko w jeszcze wygodniejszej w użytkowaniu formie.

Choć nowy VapCap M jest o około 70 zł droższy od swojego poprzednika to wciąż jest to bez dwóch zdań najbardziej opłacalny vaporizer przenośny na rynku, który dostarczy nam wrażeń lepszych niż większość 2-3 krotnie droższych urządzeń elektronicznych. W mojej ocenie warto dołożyć nieco więcej do najnowszego modelu – VapCap M i tak w dłuższej perspektywie pomoże zaoszczędzić bardzo dużo!

VapCap M 2019 Vaporizer
VapCap M 2019 Vaporizer

Podsumujmy więc VapCap M 2019 Vaporizer:

Ostateczny werdykt to 94 punkty na 100.

VapCap M 2019 przynosi masę ciekawych innowacji i działa jeszcze lepiej niż jego bliscy ideału poprzednicy.

Nowy VapCap M  to niezwykle mały i piekielnie wydajny vaporizer on-demand, który dostarcza wspaniałej pary i jest jeszcze wygodniejszy w użytkowaniu.

Oszczędność w zużyciu materiału roślinnego jest naprawdę imponująca!

Ogromną zaletą jest też brak baterii i konieczności jej ładowania – wystarczy zapalniczka żarowa i możemy waporyzować!

Przede wszystkim jednak, VapCap M 2019 to zdecydowanie waporyzator o najlepszym stosunku jakości do ceny spośród wszystkich modeli przenośnych! Polecam!

Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu VapCap M Vaporizer w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata!



Autor:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent vaporizerów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *