VapCap M Vaporizer – recenzja

IMG_7446VapCap M Vaporizer to najnowsze wcielenie kultowego vaporizera firmy DynaVap. VapCap M Vaporizer wykonany jest w całości ze stali nierdzewnej, co eliminuje ryzyko jego rozbicia. Przede wszystkim jednak jest to najbardziej wydajny vaporizer, jaki można obecnie nabyć. A że do tego jest on bardzo niedrogi to zdecydowanie polecam Wam jego zakup!

Uwaga: ostatnio pojawiła się nowa wersja tego waporyzatora – VapCap M 2018 Vaporizer. O różnicach pomiędzy modelami dowiesz się wszystkiego z artykułu: VapCap M 2018 a VapCap M Vaporizer – co się zmieniło?

Zacznijmy od przypomnienia, czym jest VapCap – jest to analogowy waporyzator wielkości papierosa, nieposiadający w sobie żadnych podzespołów elektronicznych ani baterii. Wykorzystuje on zewnętrzne źródło ciepła – najlepiej sprawdza się zapalniczka żarowa lub palnik typu jet-flame. Płomieniem ogrzewamy metalową nasadkę (Cap), która po osiągnięciu optymalnej temperatury wydaje z siebie kliknięcie. Gdy temperatura nasadki spadnie poniżej optymalnej temperatury waporyzacji – znowu usłyszymy kliknięcie, tym razem będzie ono informowało o konieczności ponownego ogrzania nasadki. Jest to bardzo prosty, ale jednocześnie bardzo skuteczny mechanizm działania. VapCap jest vaporizerem typu on-demand mocnej pary może dostarczyć w przeciągu kilku sekund, zaś inhalację można przerwać w dowolnym momencie.

VapCap M różni się od wcześniej przeze mnie recenzowanego VapCap OG Vaporizer przede wszystkim tym, że zamiast ze szkła wykonany jest z metalu (stali nierdzewnej), co eliminuje ryzyko przypadkowego rozbicia szklanych elementów i czyni ten waporyzator praktycznie niezniszczalnym.

VapCap M Vaporizer w skrócie

Pierwsze wrażenia – 85/100: Sam vaporizer robi doskonałe pierwsze wrażenie – jest bardzo solidny, starannie wykonany i trwały. Wszystkie elementy pasują do siebie idealnie. Podoba mi się też waga VapCap M – bardzo dobrze leży on w dłoni. Poza VapCap M otrzymamy zieloną plastikową tubę ochronną – idealnie hamuje ona zapach. Trochę brakuje za to dodatkowych akcesoriów – poza M i tubą ochronną nie otrzymamy nic więcej.

Łatwość użytkowania – 90/100: Technika brania wdechów jest niezwykłe łatwa, choć jej pełne opanowanie przychodzi z czasem. Mimo to, nawet osoby nie mające wcześniej w ręce żadnego vaporizera nie będą miały najmniejszych problemów z obsługą VapCap M – jest ona niezwykle intuicyjna. Łatwość użytkowania jest ogromna głównie dzięki bardzo sprytnemu systemowi kontroli temperatury, jakim jest klikająca nasadka.

Vapor – 90/100: VapCap M Vaporizer produkuje wielkie kłęby niezwykle mocnej pary – zdecydowanie mocniejszej niż w przypadku znacznej większości vaporizerów elektronicznych. Para jest też bardzo wysokiej jakości – nie drapie po gardle, nie drażni dróg oddechowych, jest odpowiednio schłodzona. Z drugiej strony, czuć ją na płucach nieco bardziej niż parę z innych vaporizerów, co dla wielu osób będzie wielką zaletą. Smak również jest dobry, szczególnie przy pierwszych kilku wdechach.

Wydajność – 98/100: Pod kątem wydajności VapCap M Vaporizer bije na głowę wszystkie w zasadzie vaporizery elektroniczne – to najbardziej oszczędny vaporizer spośród wszystkich, jakie dotychczas testowałem [EDIT: bardziej wydajny jest jedynie OmniVap]. Komora mieści poniżej 0,1 g i taka ilość jest wystarczająca do w pełni satysfakcjonującej inhalacji. VapCap M wyciska z ziół naprawdę ostatnie soki. Dodatkowo, komora wcale nie musi być wypełniona w całości, zaś inhalację można w dowolnym momencie przerwać. Ideał!

Dyskrecja – 80/100: Z jednej strony ogrzewanie czegoś metalowego zapalniczką żarową nie wygląda szczególnie dyskretnie. Z drugiej jednak strony, VapCap M jest ogrzewany przed inhalacją (a nie w trakcie zaciągania się), można więc ogrzać go w dość dyskretny sposób – dobrej jakości zapalniczka potrzebuje na to około 5 sekund. Zapachu jest dość sporo z racji na wielkie chmury, ale znika on bardzo szybko – w kilka minut w pomieszczeniu, od razu gdy jesteśmy na zewnątrz.

Czyszczenie – 100/100: Czyszczenie VapCap M jest bardzo mało problematyczne – trzeba jedynie uważać żeby kontaktu z alkoholem izopropylowym nie miały silikonowe uszczelki oraz nasadka komory. Całe czyszczenie zajmuje maksymalnie kilka minut i nie trzeba wykonywać go szczególnie często – przy codziennym użytkowaniu czyszczenie raz na 2 tygodnie jest w pełni wystarczające.

Gwarancja – 90/100: DynaVap nie informuje, jaką gwarancją jest objęty VapCap M, jednak w praktyce jest to firma, która wszystkie wadliwe egzemplarze wymienia na nowe bez zadawania zbędnych pytań. Inną kwestią jest, że w VapCap M praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma podzespołów elektronicznych, elektrycznych, baterii, szkła, które mogłoby się rozbić. To praktycznie niezniszczalny sprzęt.

Ostateczny werdykt – 92/100: VapCap M to jeden z najlepszych i najbardziej wydajnych vaporizerów, jakie dotychczas miałem okazję testować. Jeśli doliczyć do tego jego bardzo niewygórowaną cenę, otrzymujemy urządzenie praktycznie idealne. Jakość pary jest na bardzo wysokim poziomie, jej moc jest obłędna, podobnie zresztą jak oszczędność materiału, jaką można uzyskać korzystając z VapCap M. Całość jest zaś wielkości papierosa i jest absolutnie niezawodna. Gorąco polecam!

IMG_7445
Tuba ochronna idealnie hamuje zapach.

Przejdź do strony gdzie prezentowany jest w pełni VapCap M Vaporizer .Jest to sklep przeze mnie polecany, w którym sam kupuję swoje waporyzatory.

970x310-2

Sprawdź co o VapCap M mówią eksperci z VapeFully:

VapCap M Vaporizer – recenzja pogłębiona

Pierwsze wrażenia

VapCap M, podobnie jak VapCap OG Vaporizer, otrzymujemy w ochronnej i antyzapachowej zielonej tubie. Nie ma żadnego pudełka, zestawu akcesoriów itd. Tylko zielona tubka i VapCap M w środku. Z jednej strony to trochę razi, z drugiej zaś strony do użytkowania VapCap M Vaporizer nie potrzebujemy tak naprawdę nic poza zapalniczką żarową/palnikiem jet-flame, zaś niska cena tego modelu trochę uzasadnia brak zestawu akcesoriów.

W zielonej tubie znajduje się VapCap M. Jest on wyraźnie cięższy od VapCap OG, co zresztą nie powinno dziwić – stal jest sporo cięższa od szkła. Rozmiar VapCap M nie był dla mnie zaskoczeniem, jednak jeśli to wasz pierwszy VapCap to możecie być zaskoczeni tym, jak mały jest ten waporyzator – jest niemal dokładnie wielkości papierosa. Wszystkie elementy (poza uszczelkami) wykonane są ze stali nierdzewnej. VapCap M składa się z nasadki (Cap), komory na zioła, kondensatora (wewnętrzna tuba) oraz obudowy połączonej w ustnikiem. Ciekawostka – ustnik VapCap M Vaporizer idealnie pasuje do szlifu 10 mm typu żeńskiego, można więc względnie łatwo połączyć go z fajką wodną.

Wszystkie elementy VapCap M wykonane są niezwykle starannie, nie udało mi się dopatrzeć jakichkolwiek niedoskonałości. M robi doskonałe pierwsze wrażenie – mimo, iż nie jest to sprzęt drogi to robi wrażenie produktu z wyższej półki. Brak szklanych elementów oznacza zaś koniec paranoi pt. „żeby tylko nie rozbić VapCap’a”. Większa (niż w przypadku VapCap OG) waga VapCap M sprawia też, że znacznie lepiej leży on w dłoni i robi ogólne wrażenie znacznie solidniejszego sprzętu.

VapCap M robi doskonałe pierwsze wrażenie. Trochę brakuje dodatkowych akcesoriów, z drugiej strony ich brak jest względnie zrozumiały z co najmniej kilku powodów. Za pierwsze wrażenia VapCap M Vaporizer oceniam na 85 punktów na 100.

Łatwość użytkowania

Podobnie jak klasyczny (szklany) VapCap, M Vaporizer jest bardzo łatwy w obsłudze. Doszlifowanie techniki brania wdechów i pełne korzystanie z możliwości oferowanych przez VapCap M chwilę jednak zajmuje. Zacznijmy jednak od samego początku.

Pierwszym krokiem jest zmielenie ziół i napełnienie komory. Z moich obserwacji wynika, że właściwie każdy typ grindu będzie dobrze działał w VapCap M Vaporizer – zioła możemy zmielić na pył (choć wówczas ryzykujemy, że małe drobinki przedostaną się do kondensatora), średnio drobno lub nie mielić ich wcale – M i tak sobie z nimi poradzi. Ja osobiście preferuję dość drobny grind. Zioła można nabić do komory palcami (nie polecam mocnego ubicia, powinno ono być w miarę luźne) lub zastosować tzw. metodę próżniową, czyli zassać susz do komory robiąc wdech przez ustnik. Kiedy komora jest już napełniona, nakładamy na nią nasadkę, którą w tym momencie możemy zacząć rozgrzewać. Nasadkę ogrzewamy aż wyda ona podwójne kliknięcie – będzie to znak, że temperatura jest odpowiednia do rozpoczęcia inhalacji. Po 1-2 wdechach VapCap M kliknie ponownie sygnalizując, że temperatura spadła poniżej idealnego poziomu i konieczne jest ponowne ogrzanie nasadki. Do pełnego wykorzystania ziół potrzeba 2-4 takich cykli. Po zakończeniu inhalacji zawartość komory można łatwo wydłubać z wystającą częścią metalowej nasadki.

IMG_7451
Stalowa nasadka wydaje kliknięcie, gdy temperatura zostanie osiągnięta lub spadnie poniżej odpowiedniego poziomu.

Źródło ciepła może być w zasadzie dowolne – może to być zwykła zapalniczka, palnik butanowy/zapalniczka żarowa a nawet zwykła świeczka. Odradzam jednak korzystanie ze źródeł ciepła innych niż zapalniczka żarowa/jet-flame – wszystkie inne rodzaje płomienia będą powodowały osadzanie się sadzy na nakładce. W przypadku płomienia żarowego sadzy nie ma. Słowo na temat zapalniczek żarowych – istnieją modele z jednym, dwoma, trzema lub czterema płomieniami. Im będzie ich więcej tym szybciej będziemy w stanie ogrzać nasadkę, jednak będziemy mieli mniejszą kontrolę nad tym, w które miejsce nasadki skierujemy płomień. A to gdzie go skierujemy ma spore znaczenie – im bliżej czubka nasadki, tym niższa będzie temperatura waporyzacji. Im dalej zaś skierujemy płomień, tym temperatura będzie wyższa. To jeden z elementów szlifowania techniki – każdy musi znaleźć swoją idealną metodę ogrzewania nasadki i brania wdechów.

Parę słów o technice brania wdechów – to, jak gęsta i ciepła będzie para regulujemy zatykając/odsłaniając sprzęgło znajdujące się w pobliżu ustnika. Istnieją zwolennicy różnych technik brania wdechów – niektórzy przez cały czas zatykają sprzęgło, inni nie robią tego wcale, jeszcze inni zatykają je tylko na chwilę. Ja zazwyczaj rozpoczynam branie wdechu z zatkanym sprzęgłem i po chwili całkowicie je odtykam, jednocześnie przyspieszając wdech. Tak jak pisałem powyżej – każdy musi samodzielnie znaleźć swój złoty środek. Nie jest to w każdym razie trudne. Przy całkowicie odsłoniętym sprzęgle VapCap M daje większy opór przy wdechu niż VapCap OG Vaporizer – to dobrze, można wypuszczać satysfakcjonujące chmury w zasadzie wcale nie zatykając sprzęgła. Kiedy z kolei całkowicie zatkamy sprzęgło, opór będzie mniejszy niż w OG (jest to możliwe dzięki dodatkowym żłobieniom doprowadzającym powietrze do komory) – to też dobrze, bo robiąc wdech z zatkanym sprzęgłem nie mamy wrażenia, że próbujemy wciągnąć piłeczkę tenisową przez słomkę, a tak właśnie się czułem w przypadku VapCap OG.

Opanowanie techniki użytkowania jest bardzo łatwe, jej doszlifowanie do idealnego poziomu może jednak chwilę zająć. Mówiąc jednak ogólnie, łatwość użytkowania VapCap M jest ogromna, to bardzo intuicyjny waporyzator. Za łatwość użytkowania VapCap M VAporizer oceniam na 90 punktów na 100 – jest jeszcze lepiej niż w przypadku modelu VapCap OG, szczególnie jeśli chodzi o łatwość brania udanych wdechów.

Vapor

Byłem w prawdziwym szoku kiedy miałem okazję po raz pierwszy przekonać się o mocy vaporu produkowanego przez klasycznego VapCap’a OG Vaporizer. VapCap M to jednak całkowicie inna bajka – para jest równie mocna, jest jednak znacznie lepiej schłodzona. Stal przejmuje ciepło lepiej od szkła i prawdopodobnie to właśnie dlatego para produkowana przez VapCap M ma zawsze idealną temperaturę, nawet jeśli całkowicie zatkamy sprzęgło.

IMG_7455
Element widoczny na środku to stalowy kondensator.

Moc pary zasługuje na osobny akapit – jest ona wręcz nieprawdopodobna! Jedno nabicie (grubo poniżej 0,1 g) potrafi sprawić, że mam dość na ładnych parę godzin. Vapor jest nieprawdopodobnie mocny, co jest zapewne zasługą względnie wysokiej temperatury waporyzacji. Żaden inny vaporizer przenośny (poza innymi VapCap’ami), nawet te w cenach powyżej 1000 zł, nie produkuje równie mocnej pary. Jedynym konkurentem na tym polu jest Sticky Brick Original, jest to jednak sprzęt znacznie większych rozmiarów.

Para produkowana przez VapCap M jest w mojej ocenie znacznie lepszej jakości niż w przypadku VapCap OG Vaporizer – mimo wielkiej mocy zawsze jest ona gładka, nigdy nie jest drapiąca po gardle ani niekomfortowo ciepła. Mimo to jest ona bardziej odczuwalna na płucach niż w przypadku większości waporyzatorów, co cieszyć będzie wszystkie osoby przesiadające się z palenia na waporyzację – osoby takie często narzekają, że podczas waporyzacji nie czują „tego czegoś” na płucach. VapCap M zdecydowanie daje „to coś” ;-)

IMG_7526
VapCap M Vaporizer pasuje do szlifu 10 mm!

Smak pary nie jest równie dobry jak w przypadku szklanego VapCap OG, ale wciąż jest bardzo w porządku. Jedynie kiedy jesteśmy już blisko pełnego wykorzystania ziół, smak robi się nieco gorszy. To jednak domena  wszystkich bez wyjątku waporyzatorów.

Jakość pary jest świetna, do tego jest ona niespotykanie mocna. Za vapor VapCap M Vaporizer oceniam więc na 90 punktów na 100.

Wydajność

Śmieszna sprawa z tą wydajnością VapCap M. Śmieszna, bo pod kątem wydajności VapCap M bije na głowę praktycznie wszystkie vaporizery elektroniczne. Ta niezwykła wydajność ma swoje kilka filarów: zdolność do bardzo skutecznej ekstrakcji (wydobycia substancji aktywnych z suszu), niewielkich rozmiarów komorę, brak konieczności wypełniania komory w całości oraz możliwość przerwania inhalacji w dowolnym momencie w zasadzie bez żadnych strat wydajności. Po kolei więc. 

Prawidłowo użytkowany VapCap M po inhalacji zwróci susz mocno ciemnobrązowy, nie zwęglony ani nadpalony, po prostu wykorzystany w maksymalnym stopniu. Efekt tego jest taki, że VapCap M Vaporizer wyciąga z suszu po prostu więcej substancji aktywnych niż inne waporyzatory. Nie bez znaczenia jest też rola temperatura waporyzacji – w VapCap M jest ona raczej wysoka, w okolicach 210-220 stopni Celsjusza. Takie temperatury sprzyjają skutecznej ekstrakcji. 

IMG_7453

Komora jest naprawdę bardzo mała. Prawidłowo nabijając VapCap M (czyli bez mocnego ubijania suszu) komora zmieści nieco poniżej 0,1 g. Taka ilość pozwala na 2-4 cykle po 2 wdechy, czyli zazwyczaj koło 6 wdechów. Co ciekawe, choć korzystając z innych vaporizerów (np. Arizer Air) jesteśmy w stanie uzyskać większą ilość wdechów, to w przypadku VapCap M te wdechy są po prostu mocniejsze. 

Choć VapCap M to vaporizer niemal w pełni kondukcyjny, nie wymaga on wypełnienia komory w całości.  Ba, jesteśmy w stanie nabić dowolną ilość – nawet ostatnie okruchy. VapCap M da sobie z nimi radę. To naprawdę fenomenalne i jeszcze bardziej poprawi to wydajność. Na marginesie dodam, że VapCap M doskonale radzi sobie również ze sprasowaną żywicą, co jest rzadkością jeśli chodzi o vaporizery do suszu. 

Ostatnim czynnikiem dodatnie wpływającym na wydajność VapCap M jest fakt, że jest to vaporizer on-demand. Spełnia on wszystkie kryteria – rozgrzewa się w kilka sekund i umożliwia wzięcie zaledwie kilku buszków i dokończenie inhalacji później. To zawsze fajna sprawa, w przypadku VapCap M zaś o tyle cenna, że pełne wykorzystanie zawartości komory może dla niektórych być zbyt mocnym doświadczeniem, szczególnie w ciągu dnia. 

Podsumowując, wydajność VapCap M jest naprawdę idealna. Za wydajność VapCap M oceniam na 98 punktów na 100 możliwych. Lepszy na tym polu jest jedynie OmniVap Titanium.

Dyskrecja

Z jednej strony opalanie czegoś zapalniczką żarową nie może wyglądać dyskretnie. Z drugiej strony, VapCap M nie jest szklany, więc nie przypomina fifki, jak miało to miejsce w przypadku VapCap OG Vaporizer.  Używając zaś zapalniczki żarowej z kilkoma dyszami (na zdjęciu poniżej) VapCap’a M jesteśmy w stanie ogrzać w mniej niż 5 sekund. Nie ogrzewamy go też w trakcie zaciągania się, co nieco pomaga zachować dyskrecję. Biorąc potem dyskretne buszki (M bez najmniejszego problemu ukrytemu w dłoni) jesteśmy w stanie nie zwracać na siebie uwagi.

IMG_7465
Zapalnika typu triple-jet (potrójny płomień żarowy) ogrzewa M w około 5 sekund.

Jeśli chodzi o zapach to jest go dość sporo – co jest w pełni zrozumiałe przy tak dużej produkcji pary. Nie ma natomiast porównania z tradycyjnym paleniem – VapCap M daje zapach typowy dla waporyzatora, żadnego zapachu dymu. Aromat ten w związku z tym bardzo szybko znika – w zamkniętym pomieszczeniu po kilku, kilkunastu minutach, natomiast na świeżym powietrzu praktycznie od razu.

Podsumowując, VapCap M jest zdecydowanie bardziej dyskretny od wersji Original. Za dyskrecję oceniam VapCap M Vaporizer na 80 punktów na 100 możliwych.

Czyszczenie

Czyszczenie jest bardzo mało skomplikowane. Należy rozebrać M na części i odmoczyć w ISO kondensator oraz zewnętrzną część obudowy. Nie należy odmaczać uszczelek znajdujących się na kondensatorze, komory grzewczej (również posiada ona uszczelki) ani stalowej nasadki. Wnętrze komory grzewczej czyścimy patyczkami kosmetycznymi nasączonymi w ISO, uważając aby ominąć uszczelki. Same uszczelki można z kolei wyczyścić ciepłą wodą z mydłem lub płynem do mycia naczyń.

Warto też podkreślić, że czyszczenie VapCap M Vaporizer nie jest konieczne często – gdy wykonałem je po 2 tygodniach używania M (codziennie używałem go kilka razy), wewnątrz nie było szczególnie dużo zabrudzeń.

Podsumowując, czyszczenie VapCap M jest bardzo łatwe i mało problematyczne, zajmuje maksymalnie kilka minut i nie jest konieczne przesadnie często. Za czyszczenie VapCap M Vaporizer dostaje więc 90 punktów na 100.

IMG_7447
VapCap M Vaporizer jest niezwykle mały.

Gwarancja

Mówiąc o gwarancji warto podkreślić, że w VapCap M Vaporizer praktycznie nie ma rzeczy, która mogłaby się zepsuć – nie ma jakichkolwiek komponentów elektrycznych czy elektronicznych, baterii, żadnych elementów ze szkła, które mogłyby się rozbić. Elementy ze stali są zaś niezwykle wytrzymałe, praktycznie niezniszczalne.

DynaVap nie informuje na temat gwarancji na VapCap M Vaporizer, natomiast w przypadku jakichkolwiek wad fabrycznych wszystkie VapCap’y są szybko i bezproblemowo wymieniane na nowe egzemplarze. DynaVap jest zresztą firmą o legendarnie doskonałej obsłudze klienta. Porównując model M do VapCap OG Vaporizer trzeba podkreślić, że znika podstawy problem, czyli ryzyko rozbicia sprzętu.

Nie wiadomo ile dokładnie wynosi gwarancja producenta. Wiadomo natomiast, że jeśli tylko coś złego będzie działo się z Twoim VapCap’em to bez problemu zostanie on wymieniony na nowy model. Mnie taka forma gwarancji przekonuje – szczególnie w połączeniu z faktem, że w VapCap M po prostu nie ma co się zepsuć. Za gwarancję oceniam VapCap M Vaporizer na 90 punktów na 100.

Ostateczny werdykt

Zdecydowanie VapCap M zdobył moje serce, jest bez porównania lepszy od i tak świetnego modelu Original (OG). Znika największy problem, czyli ryzyko przypadkowego rozbicia. To bardzo ważne, ponieważ użytkownicy ziół często znani są z upuszczania i rozbijania różnych rzeczy. VapCap M jest gotowy do pracy w kilka sekund (im lepszy nasz palnik, tym szybciej), pozwala też na przerwanie inhalacji i dokończenie jej później – zdecydowanie jest to więc vaporizer typu on-demand. Jakość pary jest świetna, jeszcze lepsza jest wydajność. Obsługa również jest banalna, czyszczenie zaś bezproblemowe. Czego chcieć więcej?

Podsumujmy więc VapCap M:

  • Pierwsze wrażenia – 85/100
  • Łatwość użytkowania – 90/100
  • Vapor – 90/100
  • Wydajność – 98/100
  • Dyskrecja – 80/100
  • Czyszczenie – 90/100
  • Gwarancja – 90/100

Ostateczny werdykt to 92 punkty na 100. VapCap M Vaporizer to najbardziej wydajny i oszczędny vaporizer spośród wszystkich modeli, jakie do tej pory testowałem. Pozwala on na ogromne oszczędności na ziołach. Para jest bardzo dobrej jakości i jest niezwykle mocna. Warto też podkreślić, że VapCap M Vaporizer zostawia w tyle większość znacznie droższych vaporizerów elektronicznych. To najtańszy dobrze działający vaporizer on-demand, który w dodatku zmieści się wszędzie dzięki swojemu niezwykle małemu rozmiarowi i nigdy nie wyładuje mu się bateria. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów waporyzacji i wypuszczania wielkich chmur!

Przejdź do strony gdzie prezentowany jest w pełni VapCap M Vaporizer .Jest to sklep przeze mnie polecany, w którym sam kupuję swoje waporyzatory.

 

Autor recenzji:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent vaporizerów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się!

170 uwag do wpisu “VapCap M Vaporizer – recenzja

  1. JamesLov

    Witam,
    Niedawno zakupiłem Vapcam M 2018 i jestem pod wrażeniem tego prostego urządzenia. Podzielę się poniżej wrażeniami po ok. 1-miesięcznym używaniu. Na początku chciałbym zwrócić uwagę na samo podgrzewanie nasadki. Zauważyłem, że różne zioła (ten sam rodzaj, inna odmiana, inny poziom wysuszenia, zawartość CBD etc.) lubią różne temperatury. Używam palnika typu jet z pojedynczą dyszą i pierwsze grzanie robię poniżej połowy nasadki obracając Vapcapem do drugiego kliknięcia, a po wciągnięciu chmury ,lekkim przestudzeniu i po kliknięciu informującym o gotowości do kolejnego podgrzewania nasadki, podgrzewam tak samo, ale tylko do pierwszego kliknięcia (max. 1 sekunda po pierwszym kliknięciu) i to są optymalne temperatury w moim Vapcapie. Najlepsze jest to co odkryłem niedawno… zmielone zioło grinderem wsypuję do Vapcapa i bardzo delikatnie ubijam lub nie ubijam wcale, a po podgrzaniu Vapa biorę chmurę… bez zakrywania dziurki. Efekt jest niesamowity, a chmury olbrzymie i nie trzeba mocno ciągnąć :) Zioło nie może być zbyt mocno zmielone i ubite aby efekt był zadowalający. Na początku miałem małe problemy z opanowaniem temperatury i zdarzyło mi się kilka razy przypalić susz. Ważne jest aby nasadka była wsunięta do końca, w przeciwnym wypadku łatwo można przypalić susz (nagrzewanie do kliknięcia trwa dłużej). Próbowałem też z innymi ziołami, takimi jak: melisa, mięta, dziurawiec a nawet zielona herbata :) Z tych wymienionych ciekawa była tylko mięta, ale na jakiś czas pozostał jej posmak podczas waporyzacji zioła CBD. Ogólnie nie zamierzam powracać do starych metod i stałem się fanem waporyzacji. Zastanawia mnie jaka jest trwałość nasadki przy codziennym użytkowaniu i czy można ją czyścić np. wacikiem nawilżonym alkoholem izopropylowym od środka… moja nasadka po miesiącu ma delikatny osad na dnie.

    Polubienie

    1. Buzol

      Patyczkiem do uszu najlepiej. Moja nasadka po 2 latach nie wygląda na nową ale daje rade co do rodzaju zioła się zgadza ale bardziej obstawiam wilgotność zazwyczaj w kofach szukam zbitego dużego kokona z kryształami na połączeniach nigdy nie ubijam i po drugim podgrzaniu zamieszam lekko łychą od nasdki jak się nie wysypie to jest git.

      Polubienie

  2. berto

    mam pytanie skoro w kondensatorze vapcapa po jakimś czasie jest tłustawy ciemny osad to jak to jest z tym vaporem czy w drogach oddechowych ta tłustość też z czasem się pojawi

    Polubienie

    1. Ten osad to tzw. kondensat – para, która kondensuje się na chłodniejszych powierzchniach na skutek różnicy temperatur. W drogach oddechowych vapor się nie kondensuje tylko się wchłania – jest to aerozol składający w około 90% z substancji aktywnych, reszta to para wodna.

      Polubienie

  3. JamesLov

    Właśnie widziałem zapowiedź nowego VAPCAPA M w wersji 2019 i trochę żałuję, że się pośpieszyłem. Z drugiej strony, różnice między wersją z 2017 i 2018 nie były rewolucyjne… poza tym nie wiadomo kiedy nowa wersja VAPCAPA M trafi u nas do sprzedaży. W dniu wczorajszym pierwszy raz czyściłem VAPCAPA zgodnie z instrukcją alkoholem izopropylowym i jestem ciut niezadowolony ponieważ pogięło mi się trochę sitko (przed wyjęciem było lekko zalepione) ale dało radę je naprawić. Następnym razem przed wyjęciem sitka namoczę je w alkoholu, tak żeby gumki nie miały styczności z alkoholem. Dwie gumki (z tych wysokotemperaturowych 3 sztuk na łączeniu) lekko się przytarły mimo, że rozkładałem VAPCAPA tylko trzy razy od zakupu… ani razu nie grzałem dłużej niż do drugiego kliknięcia. Zastanawiam się nad zakupem dodatkowych sitek i tych trzech gumek, ale ogólnie każdy kolejny dzień utwierdza mnie, że zakup waporyzatora to strzał w dziesiątkę. Następnym zakupem będzie najprawdopodobniej FENIX MINI jako dodatkowy sprzęt do korzystania w np. plenerze.

    Polubienie

  4. Zenitto

    Witam . Dlaczego podczas waporyzacji gryzie w płuca i gardło? Gdy chmurki są gęste I duże bardzo bolą płuca i kaszel . Czy para nie jest w takim razie za gorącą. Efekt ciężkości na plucach drapanie utrzymuje się długo po sesji .

    Polubienie

    1. Odpisałem Ci na ten komentarz pod innym postem – albo całkiem zatykasz „sprzęgło” (to błąd – należy je zatykać tylko trochę kub wcale) przez co para jest zbyt ciepła, albo zdarzyło Ci się przegrzać capa przez co nie działa on prawidłowo i materiał się przegrzewa.

      Polubienie

      1. Zenitto

        Dziękuję za odpowiedź . Susz po 4 cyklach jest lekko brązowy więc myślę że powinno być dobrze . Choć 2 razy przeoczyłem 2 kliknięcie bo zlało się w jedno i grzałem 5-8 sek czy to mogło go uszkodzić?

        Polubienie

        1. Tak, zdecydowanie mogło – złota zasada, respect the click! ;-) ale nie musiało – jeśli susz nie jest czarny to znaczy, że raczej ok. Radzę więc wpuszczać więcej powietrza pod palcem – para będzie miała przyjemniejszą temperaturę.

          Polubienie

    2. Pixie

      Może za długo podgrzewasz? Przestajesz po kliknięciu? Może grzejesz za blisko początku nasadki (zakładając, że początek nasadki to tam gdzie jest otwarta, a koniec po założeniu na wapka staje się końcem wapka)?
      Może za mocno nabijasz? Spróbuj po prostu zassać koperek do wapka zamiast go nabijać jak lufkę.

      Polubienie

  5. Zenitto

    Czy wtedy gdy przegrzejemy uszkadza się mechanizm klikania w nasadce? Nakładkę można kupić osobno u producenta ? Dziś bo 2 cyklach grzewczych susz był ciemno brązowy miejscami niestety czarny .

    Polubienie

  6. Zenitto

    Niestety chyba mój vap cap uległ uszkodzeniu. Moglem go przegrzac ale sam nie wiem jak . Przepala susz , dwie sesje i susz robi się lekko czarny ,przez co dym mocno gryzie i zostaje długo na płucach . Muszę wymienić nasadkę? .

    Polubienie

  7. JamesLov

    Może sprawdź na innym suszu, miałem podobny problem. Nie wiem jak ogrzewasz capa, ale spróbuj grzać tylko do pierwszego kliknięcia, dzięki temu temperatura będzie niższa. Ja na początku używałem zwykłej zapalniczki (zdecydowanie odradzam) i nie mogłem trafić z odpowiednią temperaturą. Odkąd używam palnika żarowego z jedna dyszą czuję, że mam pełną kontrolę nad temperaturą. Koszt dodatkowej nasadki to prawie 90 zł. Trochę drogo, ale niestety jest to kluczowy element vapcapa. W kwestii gryzącej pary, spróbuj połączyć vapcapa do fajki wodnej. Ja zrobiłem jedną ze szklanej butelki, dwóch słomek i kawałka rurki termokurczliwej, a drugą przerobiłem z fajki wodnej akrylowej (uciąłem rurkę metalową żeby była na równo z uszczelką i przykładam vapcapa dociskając do uszczelki) pary jest dużo i jest łagodna, że nie czuć jej przy zaciąganiu. Powodzenia

    Polubienie

    1. Buzol

      Mój się przegrzewał wiele razy (hałas do okoła i nie słyszałem) ale działa poprawnie dwa pierwsze podgrzania zazwyczaj bardzo małe chmury ale za trzecim razem jak susz ładnie wyschnie to mega chmury podgrzewam palnikiem do crem brulee ma sporą moc mniej więcej na połowie nasadki szybko obkrecając susz zasysam tak żeby się nie ubił po 2-3 cyklach mieszam łychą od nasadki i nie zdarza się przegrzać i dymić chyba że podgrzewam dłużej ale wtedy susz wyrzucam natychmiast do zlewu i nie biorę chmury dziurkę zatykam zawsze odkrywam tylko przy końcu zaciągania. Może szybciej obkręcaj i troszkę wyżej podgrzewaj. Producent zawsze stwierdzi że przegrzałeś i żle działa żeby kase nabić. Tak samo na początku śćiągałem gumki do mycia przy głowicy te trzy małe i szybko pękały nie nadąrzyłem zamawiać od roku mocze i czyszcze głowice razem z gumami i zero wymiany a z zaleceń producenta trzeba śćiągać te gumki. Teraz zastanawiam się nad tytanowym ale trochę drogi czekam na obniżkę jakomś . Pozdrawiam

      Polubienie

      1. Zenitto

        Dziękuję za zainteresowanie tematem . Zamawialem wersje 2018 I etui dostałem zielone bez logo dynavap. Moje jest gładkie i nie ma takie grzybka do otwierania tylko muszę paznokciem zachaczyc żeby otworzyć kabure. Były dwie wersje tub? . Z tym grzaniem do jednego kliknięcia to chmurki nie są tak imponujące ale susz faktycznie nie jest tak przegrzany.

        Polubienie

        1. Buzol

          A gdzie zamawiałeś? Bo ja mam już drugą tubę (pierwsza pękła)i każda z logo firmy i cyckiem do otwarcia. Vapa zamawiałem bezpośrednio u producenta cześci to różnie czasem w pl to wtedy w vapefully a w nl vaposhop i nigdy się niezawiodłem może zakupiłeś coś z chin nieświadomie?

          Polubienie

      2. Pixie

        Obniżka pewnie będzie 20 kwietnia :)
        Zamierzam kupić tytanowy tip. Kolega nabył do starego M i działa to świetnie. Masz wszystkie zalety tytanu, czyli szybkie grzanie i stygnięcie oraz rowki do lepszego przepływu powietrza. W tipie jest też tytanowe siteczko. Brak w gruncie rzeczy jedynie bajerów.

        Polubienie

  8. Zenitto

    Ja zamawialem na vaposhop.de ale wysyłka była z Holandi . Vapo wygląda tak samo ten chiński nie ma logo na nasadce i ma czarne gumki ale tuba jest bez klipsa dość niewygodnie się to otwiera . Zaciągam się tak że pierwsze 2 sek ze sprzęgłem później już powolny wdech jeśli zaś zwiększe siłe zaciągania chmurka idzie mooocna i pokazna ale przyprawi o kaszel i dyskomfort na płucach. Też tak macie że po inhalacji lekko zostaje wam ciężkość na płucach ?

    Polubienie

    1. Buzol

      Ja nie mam żadnego uczucia na płucach i kaszlu no chyba że się przypali ale wtedy wypuszczam jak cygaro nie zaciągam się, może dlatego ze 15 lat paliłem fajki nie pale już 7 lat i 19 lat zioło paliłem to może się płuca przyzwyczaiły wcześniej jak kopciłem bonga to też nie kaszlałem ale uczucie ciężkości było od dwóch lat tylko waporyzuje i jak dla mnie to błogosławieństwo nie dość że smrodu w domu nie ma to jeszcze płuca się czyszczą :-) i ten czysty efekt bez muła :-)

      Polubienie

  9. Zenitto

    Muszę połączyć bongo z vapem ale ciężko znaleźć z takim szlifem na 10mm. Wydaje mi się że para jest za ciepła i wysusza mi gardło i zostaje takie drapanie na płucach . Choć np palenie z fifki powinno bardziej drażnić gardło a tak nie jest w moim przypadku . Już sam nie wiem co jest nie tak z tym vapem u mnie . Godzinę po inhalacji i czuje takie drapanie w płucach

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s