
Mighty+ to trzecia odsłona sesyjnego waporyzatora marki Storz & Bickel, producenta legendarnego Volcano. Tym razem powraca z trwalszą obudową, większą baterią, komorą pokrytą warstwą ceramiki, portem USB-C i szybkim ładowaniem. Poprzednik, czyli zwykły Mighty, przez wielu użytkowników i recenzentów był uważany za najlepszy waporyzator przenośny, jaki dotychczas stworzono. Jaka jest moja opinia o Mighty+ i czym różni się on od starszej wersji? Dowiecie się z mojej recenzji!
![]() |
Wolisz obejrzeć niż przeczytać? Wideorecenzja Mighty+ jest na moim kanale:
Mighty+ Waporyzator – w skrócie
Oceny cząstkowe poniżej pochodzą z mojego testu zwykłego Mighty z 2017 roku. Mighty+ dzieli z nim konstrukcję, komorę i jednostkę chłodzącą, więc większość z nich obowiązuje bez zmian, a tam, gdzie nowa wersja coś realnie zmienia, dopisuję to jednym zdaniem. Samego Mighty+ oceniam łącznie na 96 punktów na 100.
Pierwsze wrażenia – 95/100: Mighty robi świetne pierwsze wrażenie, sam waporyzator jest bardzo solidny i starannie wykonany, choć jest duży i dość ciężki. W zestawie znajdziemy bogaty komplet akcesoriów: narzędzie do napełniania komory, młynek do ziół, kapsułkę dozującą, pędzelek do czyszczenia oraz komplet zapasowych sitek i uszczelek. W Mighty+ jest pod tym względem gorzej, bo z pudełka zniknął młynek i narzędzie do napełniania komory.
Łatwość użytkowania – 90/100: trudno wyobrazić sobie, aby ten waporyzator przysporzył komukolwiek trudności. Wystarczy napełnić komorę ziołami, włączyć urządzenie i ustawić temperaturę, a technika brania wdechów należy do najprostszych, z jakimi się spotkałem. Jedyną wadą był dość długi czas nagrzewania i w Mighty+ jest tu lepiej.
Vapor – 93/100: jeśli chodzi o jakość i moc pary, Mighty nie ma sobie równych wśród waporyzatorów elektronicznych, dorównuje mu jedynie butanowy Sticky Brick. Pary jest bardzo dużo, również na niskich temperaturach, a przy tym jest ona idealnie schłodzona, gładka i bardzo smaczna. Mighty+ nie różni się od poprzednika jakością pary.
Wydajność – 90/100: komora Mighty mieści 0,2-0,3 g ziół, czyli raczej standardową ilość jak na waporyzator przenośny. To sprzęt sesyjny, całą komorę trzeba wykorzystać podczas jednej sesji, co trochę obniża wydajność. Wciąż jednak jest ona świetna, bo Mighty to mistrz ekstrakcji.
Dyskrecja – 55/100: co tu dużo mówić, Mighty jest duży i mało dyskretny. Zbyt duży, aby zmieścić go w dłoni i w większości kieszeni, a jego intrygujący wygląd raczej wyklucza korzystanie poza domem. Produkuje też sporo zapachu, który jednak szybko znika. Mighty+ jest tej samej wielkości.
Bateria – 90/100: Mighty ma aż dwie wbudowane baterie, co przekłada się na około 90 minut ciągłej waporyzacji, czyli 10-12 sesji inhalacyjnych. Ładowanie trwa poniżej 2 godzin, można też korzystać z urządzenia w trakcie ładowania. Drobną wadą jest brak portu micro-USB i to jest właśnie ta kategoria, w której Mighty+ wygrywa najwyraźniej: dostał port USB-C i szybkie ładowanie do 80% w 40 minut, a producent deklaruje większą pojemność baterii. Podane wyżej 90 minut i 10-12 sesji to pomiar zwykłego Mighty.
Czyszczenie – 50/100: czyszczenie nie jest konieczne szczególnie często, raz na około 20 sesji w zupełności wystarczy, a komora nie brudzi się prawie wcale. Dokładnego czyszczenia wymaga za to jednostka chłodząca, do czego konieczne jest rozebranie jej na części i odmoczenie w alkoholu.
Gwarancja – 70/100: Mighty ma 2 lata gwarancji producenta. Dwa lata to dość długi okres, ale w przypadku urządzenia z najwyższej półki cenowej można by oczekiwać więcej. W Mighty+ jest lepiej, bo do dwuletniej gwarancji dochodzi trzeci rok po zarejestrowaniu urządzenia.
Ostateczny werdykt – 96/100: Mighty+ to z całą pewnością jeden z najlepszych waporyzatorów przenośnych na rynku.

Jak działa Mighty+ i co jest w środku
Pierwsze wrażenia i budowa
Mighty+ jest waporyzatorem hybrydowym, co oznacza, że ogrzewa susz przez połączenie kondukcji (ogrzewanie przez bezpośredni kontakt suszu z gorącą ścianką komory) z konwekcją (ogrzewanie strumieniem gorącego powietrza). Teoretycznie to mix obu metod, w mojej ocenie udział konwekcji to ponad 80%. Znakiem specjalnym serii Mighty jest system chłodzący, czyli sprytny labirynt ukryty w górnej części urządzenia, dzięki któremu para schładza się do idealnej do inhalacji temperatury, zanim dojdzie do ustnika.
Obudowa wykonana jest z wysokiej jakości tworzywa sztucznego, które w żadnym stopniu nie przypomina plastiku znanego z tańszych waporyzatorów. Mighty nie jest mały, szczególnie w porównaniu z urządzeniami takimi jak PAX 2 czy AirVape XS Waporyzator, a wagą przypomina pierwszą generację Firefly Waporyzator. Komora grzewcza nie jest przesadnie głęboka, jest za to zdecydowanie szersza niż w większości innych waporyzatorów, co zapewnia równomierną waporyzację.
Po naładowaniu baterii do pełna tradycyjnie przystąpiłem do burn-off. Po około 15 minutach grzania na najwyższej temperaturze z komory nie było czuć żadnego nieprzyjemnego zapachu, za co duży plus.
Obsługa i technika inhalacji
Mighty+ to jeden z najprostszych w obsłudze waporyzatorów, jakie są dostępne. Ma wyłącznie trzy przyciski: zasilanie z boku oraz plus i minus na froncie do ręcznego ustawienia temperatury. Przycisk zasilania kryje jednak w sobie niespodziankę, czyli dwa dodatkowe ustawienia, boost i superboost. Są to fabrycznie ustawione temperatury, ale możemy je również edytować wedle uznania.
Regulacja temperatury jest bardzo precyzyjna, jesteśmy w stanie poczuć różnicę pomiędzy kilkoma stopniami, a ekran wyświetla nie tylko ustawioną temperaturę, ale też to, jak faktycznie się ona zmienia podczas brania wdechów. Dzięki temu mamy pewność, kiedy po mocniejszym wdechu lub zmianie trybu waporyzator jest znów gotowy do działania. Maksymalna temperatura to 210°C.
Komorę napełniamy na dwa sposoby. W starym Mighty najwygodniejsze było nakręcenie na urządzenie narzędzia do nabijania komory, dzięki któremu wszystkie zioła trafiały tam, gdzie powinny. Drugi sposób to kapsułka dozująca: nabijamy nią susz, wkładamy do komory, a po zakończonej inhalacji wyjmujemy, dzięki czemu komora pozostaje idealnie czysta. W zestawie jest jedna kapsułka, ale niewielkim kosztem można dokupić kolejne, jest też opcja dokupienia specjalnego magazynka pozwalającego na przenoszenie wielu nabitych kapsułek naraz.
Technika inhalacji jest niezwykle prosta. Po prostu przykładasz ustnik do ust i zaciągasz się. Mogą to być wdechy długie, krótkie, szybkie, wolne, mocne, słabe, bez znaczenia. Bardzo mocne wdechy mogą nieco ochłodzić komorę, ale w ciągu kilku sekund temperatura wraca do ustawionego poziomu. Profesjonalny sprzęt przyjazny dla nowicjuszy i atrakcyjny dla koneserów.
Osiągnięcie ustawionej temperatury Mighty sygnalizuje wibracją, co jest bardzo wygodne, bo można wyjąć go z kieszeni dopiero wtedy, gdy jest gotowy. Tu też leży największa różnica względem poprzednika: stary Mighty nagrzewał się mniej więcej 1,5 minuty, a Mighty+ schodzi poniżej 60 sekund, nawet w trybie superboost, który dochodzi do maksymalnej temperatury.
rozważ zakup w VapeFully 💜 |
![]() |
Mighty+ vs Mighty – co się realnie zmieniło

Bateria i ładowanie
Ci, którzy mieli do czynienia ze zwykłym Mighty, z pewnością pamiętają jego równie potężną ładowarkę. Stary model ładował się wyłącznie przy jej pomocy i bardzo brakowało w nim portu micro-USB, który pozwalałby na ładowanie dowolną ładowarką albo z powerbanku. Samo ładowanie trwało poniżej 2 godzin, a inhalować się można było w jego trakcie.
W Mighty+ jest port USB-C, a w połączeniu z funkcją szybkiego ładowania pozwala on naładować urządzenie do 80% w zaledwie 40 minut. Przy podwójnej baterii 18650 to naprawdę dobry wynik. USB-C powoli staje się standardem na rynku elektroniki, więc cieszę się, że trafiło również do waporyzatorów Storz & Bickel; to samo rozwiązanie zastosowano w nowszej wersji Crafty+.
Żywotność baterii w Mighty+ jest bardzo dobra, ogniwa trzymają długo i starczają na wiele długich sesji; większa pojemność w stosunku do poprzednika to dane producenta, własnego pomiaru czasu pracy dla tej wersji nie mam. Dla porównania, w starym Mighty jest to około 90 minut ciągłej waporyzacji, czyli mniej więcej 10 sesji na jednym ładowaniu. To bardzo dużo, szczególnie że mówimy o urządzeniu opartym głównie na konwekcji, która zużywa więcej energii. Zbliżoną żywotność przy znacznie mniejszych gabarytach dają PAX 2 i PAX 3, ale są to waporyzatory kondukcyjne, a więc bardziej energooszczędne i mające szereg innych ograniczeń.
Osobna sprawa to automatyczne wyłączanie. Mighty wyłączy się, jeśli przez ponad minutę nie zarejestruje wdechu, który rozpoznaje po lekkim ochłodzeniu komory. Jeśli wdech będzie na tyle słaby, że urządzenie go nie zauważy, wystarczy krótko wcisnąć włącznik i odliczanie się resetuje. W praktyce zdarza mi się to bardzo rzadko, a zamiar wyłączenia sprzęt i tak sygnalizuje krótką wibracją.
Obudowa, nóżki i komora
Nowa odsłona niesie ze sobą trwalszą obudowę, do której producent dodał nóżki, by móc postawić urządzenie. Nóżki pozostawiają jednak sporo do życzenia i nie wykonują dobrze swojej roboty, dopóki nie wyjmiemy i nie obrócimy o 180 stopni narzędzia do suszu ukrytego w dolnej części urządzenia.
Komora została wzbogacona o cienkie ceramiczne wykończenie, które ponoć ma wpływać na smak pary.

Para i gwarancja
Mighty+ nie różni się od swojego poprzednika jakością pary. Nie zrozumcie mnie źle, tak jak poprzednio jest ona w pełni zadowalająca, jednak przy różnicy cenowej rzędu 500 złotych można by spodziewać się na tym polu jakichś zmian, które zachęciłyby użytkowników do przerzucenia się ze starszej wersji.
Poprawiła się za to gwarancja. Zwykły Mighty miał 2 lata gwarancji producenta, czyli w praktyce tyle, co zdecydowanie tańsze urządzenia objęte ustawową rękojmią, i moim zdaniem było to zdecydowanie zbyt mało jak na waporyzator w tej cenie. Mighty+ ma dwa lata, a po zarejestrowaniu urządzenia dostajemy trzeci rok. Storz & Bickel jest przy tym znany ze świetnego serwisu, zarówno gwarancyjnego, jak i pogwarancyjnego.
Dlaczego Mighty, a nie Crafty
Otrzymuję od Was sporo pytań dotyczących Crafty i Mighty, tym bardziej że para produkowana przez oba urządzenia jest porównywalna, a Mighty jest sporo większy i dużo cięższy od swojego młodszego brata. Powód był prosty: do Crafty’ego dość się zraziłem z racji na jego ponadprzeciętną awaryjność. Niemal każdy egzemplarz po kilkudziesięciu godzinach łącznej pracy odmawiał posłuszeństwa, co przy urządzeniu za ponad 1000 zł było grubą przesadą. Mighty prezentował się pod tym względem o niebo lepiej, ma też mocniejszą grzałkę i dwukrotnie większą baterię, a precyzyjniej mówiąc dwie wbudowane baterie zamiast jednej.
UPDATE 2018: we wprowadzonych w 2017 roku nowych wersjach Crafty i Mighty rozwiązano wiele problemów, w tym kwestię awaryjności Crafty. Obecnie sprzedawana wersja Crafty nie cechuje się ponadprzeciętną awaryjnością.
Który wybrać
Czy warto w takim razie kupować Mighty+? Odpowiedź będzie zależeć od Waszych potrzeb. Preferujecie sprzęt, który działa szybciej, oferuje port USB-C, a naładowanie go do 80% zajmuje 40 minut? Lubicie szybko poruszać się między temperaturami za pomocą kilku kliknięć? Tu z pewnością zadowoli Was Mighty+. Jeśli jednak najważniejsza jest dla Was jakość pary i skuteczność działania, nie potrzebujecie zbyt wielu funkcji, a czas ładowania Wam nie straszny, bo przerwę zawsze warto sobie zrobić, to spokojnie możecie pozostać przy starszej wersji.
Zawartość zestawu
Na pierwszy rzut oka widać, że pudełko Mighty+ jest wyraźnie mniejsze niż to, które dostawaliśmy przy zakupie pierwszego Mighty. Mniejsze pudełko zastosowano jednak nie ze względów ekologicznych, tylko dlatego, że znajduje się w nim po prostu mniejsza zawartość.
Dostajemy oczywiście najbardziej podstawowe rzeczy: instrukcję, kabel z wtyczką USB-C, kartę gwarancyjną, zapasowe sitka, uszczelki, kapsułkę dozującą i pędzelek do czyszczenia. Brakuje natomiast większych uszczelek i podkładki pod koncentraty. Dodatkowo w Mighty+ nie znajdziecie już młynka Volcano, naprawdę dobrego młynka, który pomimo budowy z plastiku dobrze mi służył i nie zacinał się. Nie ma też narzędzia do napełniania komory, które na pewno dla niektórych było wygodną sprawą. Skąd więc bierze się tak spora różnica cenowa?
Nie jest to wada samego urządzenia i nie obniża jakości pary ani skuteczności ekstrakcji. Jest to natomiast coś, czego brak odczuwamy, przerzucając się na nowszą wersję.

Wady i zalety Mighty+ – moja opinia
Para: ilość, smak, temperatura
Vapor produkowany przez serię Mighty to absolutnie pierwsza liga i bardzo niewiele urządzeń jest mu w stanie dorównać. Najbliższymi odpowiednikami są Volcano oraz Sticky Brick Waporyzator.
Mighty produkuje bardzo dużo bardzo mocnej pary, nawet na niskich temperaturach, i to jest jedna z rzeczy, za które cenię go najbardziej. Wypuszczanie dużych kłębów pary jest możliwe już przy 180 stopniach Celsjusza. W przypadku innych waporyzatorów, aby osiągnąć taką ilość, musiałbym ustawić ponad 200 stopni. A jak wiadomo, im niższa temperatura waporyzacji, tym lepiej pod kątem zdrowotnym. Jeśli zaś ustawimy temperaturę w okolicach 200 stopni, uzyskamy wielkie, mleczne chmury wyglądem przypominające dym. Ilość produkowanej pary jest wręcz oszałamiająca!
Smak pary to również zdecydowanie pierwsza liga, i to nie przez kilka pierwszych wdechów, jak w przypadku waporyzatorów kondukcyjnych, ale przez zdecydowaną większość sesji. Dopiero kiedy zioła są już naprawdę mocno zużyte, smak nabiera charakterystycznej nuty przypalonego popcornu. Muszę jednak przyznać, że smak z Mighty+, choć bardzo dobry, pozostawia trochę do życzenia w porównaniu do urządzeń takich jak miniVAP Portable.
Para jest za to niezwykle gładka, chłodna i nie drapie po gardle, co zawdzięczamy jednostce chłodzącej. Wewnątrz niej para ma do pokonania długą i krętą drogę, dzięki czemu zawsze ma komfortową temperaturę. Potrafi natomiast bywać sucha, szczególnie przy wyższych temperaturach, a sam zakres temperatur jest moim zdaniem zbyt wąski: maksymalne 210°C to zdecydowanie za mało, by wyciągnąć pełny efekt z koncentratów.

Ekstrakcja i wydajność
O waporyzatorach firmy Storz & Bickel mówi się, że są mistrzami ekstrakcji i faktycznie tak jest. Mam wrażenie, że Mighty wydobywa z suszu substancje aktywne najlepiej spośród wszystkich waporyzatorów przenośnych, a szczególnie widać to na niższych temperaturach, rzędu 180-190 stopni Celsjusza.
Mighty jest też jedynym znanym mi przenośnym waporyzatorem konwekcyjnym, który nie wymaga mieszania w komorze dla równomiernej waporyzacji. ABV po zakończonej inhalacji jest zawsze równomiernie brązowe, bez hotspotów czy jaśniejszych miejsc.
Tu dochodzimy do różnicy między wersjami. Do komory starego Mighty, w zależności od stopnia zmielenia, mieściło się 0,2-0,3 g ziół. Komora Mighty+ z pozoru wygląda podobnie, a mieści pomiędzy 0,1 g a 0,2 g przy naprawdę dobrze zmielonym materiale. Jeżeli zapytacie o moją opinię, to idealna ilość dla najlepszego efektu mieści się w granicach 0,1-0,15 g zmielonych kwiatów. Taka ilość pozwala na długą sesję, składającą się z wielu wdechów. Cóż za oszczędność!
Ograniczeniem pozostaje sama konstrukcja sesyjna: całość komory należy wykorzystać naraz, co oznacza nieco gorszą wydajność niż w waporyzatorach typu on-demand, w których można wziąć kilka buszków i dokończyć sesję później. W pewnym stopniu obchodzą to kapsułki dozujące: w połowie sesji można zdjąć pokrywę, wyjąć kapsułkę (ostrożnie, jest gorąca) i umieścić ją ponownie w komorze dopiero wtedy, gdy przyjdzie nam ochota dokończyć. Pozwala to uniknąć marnowania substancji aktywnych w czasie, kiedy waporyzator stygnie. Mimo to Mighty nie jest równie oszczędny, jak Firefly 2 Waporyzator czy Sticky Brick.
Dyskrecja
Dyskrecja to niestety nie jest najmocniejsza strona tej serii. Urządzenie jest duże, mniej więcej wielkości iPhone’a 6 Plus, przez co schowanie go w dłoni nie jest możliwe. Noszenie w kieszeni wchodzi w grę tylko w przypadku w miarę luźnej kieszeni męskich spodni, do innych albo się nie zmieści, albo będzie to niewygodne.
Wygląd urządzenia jest dość niecodzienny i intrygujący, więc korzystanie z niego w miejscach publicznych może ściągać niepotrzebne zainteresowanie. Z pewnością Mighty nie przypomina wyglądem e-papierosa. Do tego dochodzi zapach: przy takich ilościach pary ktoś stojący w odległości metra raczej bez problemu wyczuje, czym się inhalujemy. Zapach znika dużo szybciej niż zapach dymu, wciąż jest jednak nieco bardziej intensywny niż w przypadku większości urządzeń. Odradzam korzystanie z Mighty+ w miejscach publicznych.

Czyszczenie
Czyścić trzeba mniej więcej raz na 20 sesji i nie polecam odwlekać tego dłużej. Zaklejony żywicą Mighty będzie produkował mniej smaczną parę i o wiele trudniej będzie go doprowadzić do porządku, gdy już się na to zdecydujemy.
Komora nie brudzi się prawie wcale, jeśli przetrzemy ją dołączonym pędzelkiem po każdej sesji. Głównym obszarem, który wymaga dokładnego czyszczenia, jest jednostka chłodząca. W jej wnętrzu zbiera się skondensowana para, która z czasem robi się lepka i bez alkoholu izopropylowego nie da się jej usunąć. Wnętrze ma wiele małych zakamarków, więc najlepszym sposobem jest odmoczenie poszczególnych elementów w ISO, a że są one spore, to zużywa sporo alkoholu.
Większym problemem jest jednak to, że jednostki chłodzącej nie można po prostu wrzucić do alkoholu. Najpierw trzeba ją rozebrać na części, co wcale nie jest łatwe, i usunąć uszczelki. Po odmoczeniu wszystko należy wypłukać w ciepłej wodzie, dobrze wysuszyć i złożyć z powrotem. Cały proces zajmuje minimum 45 minut, licząc kwadrans na odmoczenie. Cóż, coś za coś: jednostka chłodząca działa świetnie, ale w zamian wymaga sporo uwagi.

Dla kogo jest Mighty+
Sprawdzi się u Ciebie, jeśli:
- szukasz najlepszej pary wśród przenośnych waporyzatorów elektronicznych,
- korzystasz medycznie i zależy Ci na skutecznej ekstrakcji w okolicach 180-190 stopni oraz na powtarzalnym nabiciu, które daje kapsułka dozująca,
- dopiero zaczynasz i chcesz sprzęt, z którego obsługą poradzi sobie każdy, nawet osoba trzymająca waporyzator pierwszy raz w życiu,
- używasz głównie w domu i potrzebujesz baterii, która wytrzyma wiele sesji na jednym ładowaniu,
- ładujesz wszystko jednym kablem USB-C.
Możesz nie być zadowolony, jeśli:
- zależy Ci na dyskrecji poza domem, bo to sprzęt duży, nietypowo wyglądający i wyczuwalny zapachowo,
- wolisz brać po kilka buszków w ciągu dnia, bo Mighty+ jest waporyzatorem sesyjnym,
- pracujesz głównie z koncentratami, bo 210°C to za mało, by wyciągnąć z nich pełny efekt,
- nie znosisz rozbierania sprzętu i odmaczania części w alkoholu,
- masz już zwykłego Mighty i liczysz na lepszą parę za dopłatę.
Ostateczny werdykt
Mighty+ to z całą pewnością jeden z najlepszych waporyzatorów przenośnych na rynku. Posiada najważniejsze zalety wcześniejszego, bliskiego ideału modelu, a producent wprowadził szereg poprawek, dzięki którym używa się go wygodniej: port USB-C z szybkim ładowaniem do 80% w 40 minut, nagrzewanie poniżej 60 sekund, trwalszą obudowę i trzeci rok gwarancji po rejestracji.
Wad nie zamierzam chować. Sprzęt jest duży i zupełnie niedyskretny. Czyszczenie jednostki chłodzącej należy do najbardziej uciążliwych wśród waporyzatorów przenośnych. Zestaw okrojono z młynka i narzędzia do napełniania komory. Nóżki nie wykonują dobrze swojej roboty, a maksymalne 210°C zamyka drogę do sensownej pracy z koncentratami. Nie jestem też fanem tego, że przy różnicy cenowej rzędu 500 złotych jakość pary została bez zmian.
Jeśli posiadasz już Mighty w wersji klasycznej, spokojnie obędziesz się bez Mighty+. Ale jeśli dopiero przymierzasz się do waporyzatora premium i szukasz niezawodnego modelu o świetnej wydajności i bardzo dobrej żywotności baterii, to Mighty+ będzie strzałem w dziesiątkę. Alternatywy, którym warto się przyjrzeć, to Sticky Brick Waporyzator, gdy szukasz jeszcze mocniejszej pary i nie przeszkadza Ci butan, oraz Firefly 2 Waporyzator, gdy najbardziej zależy Ci na oszczędności materiału. A jeśli po tym wszystkim dalej wahasz się między Mighty a Mighty+, napisz do mnie 😉
Ocena: 96/100
Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć waporyzator Mighty+. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!









