Lotus Vaporizer – Recenzja

Lotus Vaporizer
Lotus Vaporizer

Lotus Vaporizer to bardzo ciekawy, konwekcyjny waporyzator butanowy o dość dziwacznym wyglądzie. Oferuje styl inhalacji on-demand i niezwykle szybką ekstrakcję substancji aktywnych. Jak jednak jest z jakością pary, wydajnością i wygodą użytkowania? Jaka jest moja opinia o Lotus Vaporizer? Wszystkiego dowiecie się z mojej pogłębionej recenzji!

Na Lotus Vaporizer zęby ostrzyłem sobie już od dawna, jednak przez dłuższy czas nie był on dostępny w Polsce, dopiero względnie niedawno po dłuższej przerwie pojawił się w sklepie VapeFully. Po 4 miesiącach intensywnych testów oddaje w Wasze ręce recenzję Lotus Vaporizer – jednego z najciekawszych i najbardziej nietypowych waporyzatorów w mojej kolekcji!

Lotus to waporyzator butanowy – bez baterii, do ogrzania suszu wykorzystuje płomień zapalniczki żarowej napełnionej butanem. Jednocześnie jest to waporyzator konwekcyjny typu on-demand – susz jest ogrzewany przez gorące powietrze, a produkcja pary rozpoczyna się już w kilka sekund po rozpoczęciu ogrzewania, dodatkowo zaś inhalację można przerwać w dowolnym momencie i później wznowić bez żadnych strat. Wszystko to brzmi świetnie, prawda?

Z mojej pogłębionej recenzji dowiecie się, jak Lotus sprawdza się w praktyce i jaka jest moje opinia na temat tego waporyzatora! Zapraszam do lektury i oglądania!

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć Lotus Vaporizer. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!

Lotus Vaporizer – recenzja

Pierwsze wrażenia

Na pojawienie się Lotusa w Polsce, od momentu decyzji o jego zakupie, czekałem ładnych kilka miesięcy – jak więc możecie się domyślić, byłem mocno podekscytowany gdy wreszcie trafił on w moje ręce.

Lotus występuje w kilku różnych wersjach, w Polsce dostępne są 3 spośród nich – ze standardowym ustnikiem, w przedłużonym ustnikiem oraz z przedłużonym ustnikiem oraz adapterem wodnym 14,5 mm. Ponieważ jestem wielkim fanem filtracji wodnej, wybrałem tę ostatnią wersję.

Lotusa otrzymujemy nie w pudełku, a w porządnym futerale, na pierwszy rzut oka przypominającym piórnik – jest wykonany z grubego materiału i zapinany na zamek błyskawiczny.

Wewnątrz znajdziemy całą zawartość zestawu – wszystkie elementy waporyzatora, klucz imbusowy do jego demontażu, palnik Honest wraz z futerałem, adapter wodny oraz instrukcję obsługi. Zacznijmy od samego waporyzatora.

Zawartość zestawu Lotus Vaporizer z adapterem wodnym.
Zawartość zestawu z adapterem wodnym.

Lotus składa się z 2 podstawowych elementów – metalowego ustnika oraz tzw. nasadki waporyzującej (Vapor Cap). Warto dodać, że wszystkie wersje Lotus dostępne w Polsce są wyposażone w nasadkę w wersji high-temp, czyli pozwalającej na waporyzację w temperaturach odpowiednich zarówno dla suszu, jak i dla koncentratów.

Metalowy ustnik jest czarny i zintegrowany ze komorą ze stali nierdzewnej, na dnie której znajduje się stalowe sitko – jest to więc w gruncie rzeczy dość prosta konstrukcja.

Prawdziwa magia zaczyna się, gdy bliżej przyjrzymy się nasadce waporyzującej – cechuje się ona naprawdę wyjątkową, opatentowaną konstrukcją i zasadą działania. Nasadka jest drewniana, jednak na górze posiada niklową płytkę, zaś wewnątrz znajdują się elementy stalowe. Jak to działa?

Nasadka Vapor Cap widziana od spodu.
Nasadka Vapor Cap widziana od spodu.

Palnikiem należy ogrzewać niklową płytkę na górze, jednocześnie zaciągając się przez ustnik. Powoduje to zasysanie powietrza do wnętrza nasadki przez otwory znajdujące się na dole Vapor Cap (po przeciwnej stronie niż ogrzewana płytka).

Wewnątrz nasadki powietrze przelatuje pod niklową płytką, na skutek czego następuje jego ogrzanie, następnie zaś – już gorące – trafia ono do komory grzewczej, nad którą nasadka jest zamontowana.

Dlaczego jest to rozwiązanie unikatowe?

Po pierwsze, zapewnia ono w 100% konwekcyjne ogrzewanie suszu, bez jakiegokolwiek elementu kondukcji.

Po drugie zaś, ogrzewane powietrze nie ma w ogóle kontaktu z płomieniem, dzięki czemu nie wdychamy oparów spalanego butanu, jak ma to miejsce choćby w Sticky Brick Original Vaporizer. Wysokiej jakości, wielokrotnie oczyszczony butan (np. Colibri) jest w pełni bezpieczny dla zdrowia, ponieważ w procesie spalania w palniku rozpada się na parę wodną oraz dwutlenek węgla.

Jeśli jednak można nie wdychać nawet tego, to czemu nie? Dodatkowo zapewnia to jeszcze lepszy smak pary i możliwość używania dowolnego butanu, nie tylko takiego wielokrotnie oczyszczanego – bo i tak nie będziemy wdychać jego oparów.

Choć więc nasadka waporyzująca na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie, to jest to naprawdę niezwykle przemyślany wynalazek i jego twórcom należą się słowa uznania.

Nasadka Vapor Cap ma wzór kwiatu lotosu. Odbarwienie od płomienia jest normalnym procesem.
Nasadka Vapor Cap ma wzór kwiatu lotosu. Odbarwienie od płomienia jest normalnym procesem.

Wszystkie elementy waporyzatora są wykonane niezwykle starannie i robią doskonałe wrażenie – nie udało mi się dopatrzeć najmniejszych nawet niedoskonałości.

Warto w tym miejscu nadmienić, że każdy Lotus jest w 100% produkowany w USA. Złożony w całość Lotus przypomina jakąś dziwaczną, starodawną fajkę – mi skojarzył się z fajką Gandzialfa… Tfu, Gandalfa rzecz jasna 😉

Trochę szkoda, że w zestawie nie znajdziemy zapasowych sitek do komory ani podkładek do komory – te pierwsze moim zdaniem po prostu powinny się w nim znaleźć, te drugie zaś bardzo by się przydały, ponieważ Lotus wręcz idealnie nadaje się do ekstraktów. Szkoda, ale cóż – nie można mieć wszystkiego.

Podsumowując, Lotus robi niesamowite pierwsze wrażenie. Jego design nie każdemu zapewne przypadnie do gustu, mi jednak bardzo się podoba. Wszystkie elementy są wykonane niezwykle starannie i zapakowane w fajny futerał, przydatny do przenoszenia i przechowywania waporyzatora. Nieco brakuje jednak dodatkowych akcesoriów.

Za pierwsze wrażenie oceniam Lotus Vaporizer na 90 punktów na 100 możliwych.

Łatwość użytkowania

Żaden waporyzator butanowy nie będzie równie łatwy w obsłudze, co modele elektroniczne – to fakt, z którym trudno się spierać. Wybierając więc Lotus Vaporizer liczcie się z tym, że trzeba będzie poświęcić chwilę na opanowanie techniki jego użytkowania. Nie jest ona jednak przesadnie trudna, z pewnością łatwiejsza niż w przypadku Sticky Brick Original. Zacznijmy jednak od początku.

Komorę Lotusa należy wypełnić suszem zmielonym na średnią konsystencję, drobny grind nie sprawdzi się najlepiej. Susz powinien być luźno wsypany, bez żadnego ubijania – tylko wówczas gorące powietrze będzie przez niego swobodnie przepływać i waporyzacja będzie zachodziła równomiernie.

Komora powinna być wypełniona co najmniej do połowy – oznacza to, że do skutecznej waporyzacji wystarczy nieco poniżej 0,1 g suszu, maksymalna ilość przy jakiej Lotus będzie działał poprawnie to ok. 0,15 g. Mało? Mało, ale w zupełności wystarczająco, biorąc pod uwagę jego działanie! Do tego jednak wrócimy za chwilę.

Po wypełnieniu komory nakładamy na nią Vapor Cap (nasadkę waporyzującą) i zaczynamy ogrzewać jej środek palnikiem. Bardzo ważna jest tutaj wielkość płomienia – powinien mieć on taką długość, jak odległość pomiędzy czubkami płatków kwiatu lotosu otaczających niklową płytkę – jeśli nie wiecie o co chodzi, to obejrzyjcie moją Video-Recenzję, gdzie możecie to po prostu zobaczyć albo spójrzcie na zdjęcia.

Płytkę ogrzewamy przez 3-4 sekundy i dopiero wówczas zaczynamy robić wdech przez ustnik. W trakcie robienia wdechu możemy zataczać płomieniem małe kółeczka po niklowej płytce na nasadce.

Bardzo ważne jest tempo wdechu – im wolniejszy będzie nasz wdech, tym wolniej powietrze będzie przepływać pod niklową płytką i tym bardziej się ogrzeje. Sterując tempem wdechu będziemy więc jednocześnie sterować temperaturą waporyzacji.

Zdaję sobie sprawę, że może to brzmieć dość skomplikowanie, szczególnie dla początkujących użytkowników.  W praktyce jednak nie jest to trudne i wystarczy kilka prób, aby opanować podstawową technikę. Następnie, w miarę użytkowania, można ją doszlifować.

Na spodzie Vapor Cap widoczne jest wbudowane mieszadło do suszu.
Na spodzie Vapor Cap widoczne jest wbudowane mieszadło do suszu.

Z całą pewnością warto mieszać w komorze w trakcie inhalacji – zapewnia to bardzo równomierną waporyzację i zapobiega powstawaniu tzw. hot-spotów, czyli miejsc, w których susz został nieco przegrzany. Mieszanie jest jednak bardzo wygodne – wystarczy zdjąć nasadkę (jej brzegi nigdy nie są gorące) i przemieszać susz znajdującym się na jej spodzie wbudowanym stalowym mieszadełkiem.

Z całą pewnością jest to łatwiejsze, gdy komora nie jest pełna po brzegi – wówczas susz nie będzie z niej wypadał podczas mieszania. Zdaję sobie sprawę, że większość użytkowników nie jest fanami mieszania w komorze, jednak taki urok konwekcyjnego ogrzewania.

Gdy już opanujemy technikę inhalacji, użytkowanie Lotusa jest bardzo proste i intuicyjne. To trochę jak z nauką jazdy na rowerze – na początku złapanie równowagi wydaje się trudne, jednak gdy już ją złapiemy to nie mamy pojęcia, w czym leżała początkowa trudność.

Z całą pewnością jednak ogrzewaniu trzeba poświęcać nieco uwagi – byłoby to co najmniej trudne gdyby nasza uwaga była skupiona np. na oglądaniu filmu. W mojej ocenie korzystanie z Lotusa jest łatwiejsze niż w przypadku waporyzatorów DynaVap, np. VapCap M 2019 Vaporizer.

Warto używać dobrego palnika, jak np. dołączony do zestawu palnik Honest.
Warto używać dobrego palnika, jak np. dołączony do zestawu palnik Honest.

Bardzo wygodny jest za to styl inhalacji on-demand – możemy wziąć jednego buszka, odłożyć urządzenie i wznowić inhalację w dogodnym dla nas momencie. To bardzo praktyczne np. podczas gotowania czy grania w grę – wystarczy krótka przerwa na buszka i można wrócić do wykonywanej czynności, a do inhalacji wrócić podczas kolejnej krótkiej przerwy.

Podsumowując, Lotus nie jest najłatwiejszym na świecie waporyzatorem i wymaga nieco wprawy, ale tylko na początku – potem jest już z górki. Ogromną zaletą jest za to możliwość przerwania inhalacji w dowolnym momencie.

Za łatwość użytkowania oceniam Lotus Vaporizer na 75 punktów na 100.

Vapor

Para produkowana przez Lotus Vaporizer jest niesamowita – przede wszystkim, jest niezwykle gęsta, przez co momentami wizualnie może przypominać zwykły dym. Na szczęście jednak nie ma z nim nic wspólnego. Po kolei jednak.

Z racji na konwekcyjne ogrzewanie, Lotus produkuje parę niesamowitą w smaku – jest ona jeszcze lepsza niż w przypadku Sticky Brick Original. Komora jest wykonana ze stali nierdzewnej, jednak z racji na to, że nie bierze ona jakiegokolwiek udziału w podgrzewaniu suszu to również nie wpływa na smak vaporu.

A smak ten jest niezwykle czysty, dzięki czemu Lotus pozwala na delektowanie się naszymi ulubionymi ziołami i docenianiem subtelnych różnic smakowych pomiędzy ich poszczególnymi rodzajami. Na tym polu Lotus ma niewielu konkurentów wśród modeli przenośnych – w mojej ocenie lepsze wrażenia smakowe zapewnia tylko Firefly 2 Vaporizer oraz Ghost MV1 Vaporizer, oba będące modelami elektronicznymi.

Z całą pewnością więc Lotus jest urządzeniem dedykowanym koneserom smaku.

Lotus Vaporizer zamontowany na fajce wodnej.
Lotus zamontowany na fajce wodnej.

Względnie wysoka temperatura waporyzacji pozwala na osiągnięcie bardzo, bardzo gęstego vaporu, co najlepiej można zaobserwować łącząc Lotusa z fajką wodną.

Nawet jednak bez korzystania z niej, ten waporyzator pozwala na wypuszczanie niesamowicie gęstych, mlecznych chmur, nieosiągalnych dla modeli elektronicznych. Również amatorzy gęstych chmurek  powinni więc być zachwyceni.

Gdy doszlifujemy technikę inhalacji, para potrafi być naprawdę gładka – to kwestia sterowania tempem wdechu. Jeśli jednak będziemy zaciągać się powoli, temperatura pary może niekiedy być zbyt wysoka przy użyciu standardowego ustnika, co może powodować lekkie drapanie w gardle.

Gdy jednak opanujemy już technikę, problem ten praktycznie nie występuje. Bierzcie jednak poprawkę na to, że od wielu lat konsekwentnie unikam klasycznego dymu, przez co mam nieco bardziej wrażliwe gardło.

Dla osób, które dopiero przestawiają się na waporyzację z klasycznego palenia, nawet cieplejsza para z Lotusa wciąż będzie o wiele chłodniejsza i delikatniejsza od klasycznego dymu.

Adapter wodny, na którym montowana jest nasadka Vapor Cap.
Adapter wodny, na którym montowana jest nasadka Vapor Cap.

Z kolei przy użyciu filtra wodnego problem zbyt ciepłej pary nie występuje w ogóle – para, oprócz wspaniałego smaku i gęstości, jest idealnie gładka i komfortowa, co jest zasługą jej schłodzenia i nawilżenia na skutek filtracji wodnej.

Moc vaporu jest ogromna – jeśli ktokolwiek narzeka, że para z waporyzatora nie działa na niego tak jakby tego oczekiwał, powinien spróbować inhalacji przy pomocy Lotus. Na skutek niesamowicie szybkiej ekstrakcji – do której wrócimy za chwilę, w sekcji Wydajność – moc pary produkowanej przez Lotusa jest naprawdę niesamowita i robi wrażenie nawet na fanach aromaterapii z wieloletnim stażem.

Na tym polu Lotus Vaporizer jest petardą i z pewnością nikogo nie rozczaruje – można go porównać go takich heavy hitter’ów jak Sticky Brick Original, Milaana Vaporizer czy VapeXhale Cloud Evo.

Podsumowując, vapor produkowany przez Lotus Vaporizer jest świetny – przepyszny, gęsty i bardzo efektywny w działaniu. Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy jego temperatury, która niekiedy bywa ciut zbyt wysoka. Doszlifowanie techniki rozwiązuje jednak ten problem, podobnie jak filtracja wodna.

W kategorii Vapor oceniam Lotus Vaporizer na 94 punkty na 100 możliwych.

Wydajność

Komora Lotus Vaporizer jest stosunkowo niewielka, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że susz nie powinien być w niej ubity, ponieważ uniemożliwiłoby to swobodny przepływ gorącego powietrza i – w konsekwencji – waporyzacja nie zachodziłaby poprawnie.

W praktyce więc do Lotus Vaporizer możemy nabić maksymalnie ok. 0,15 g zmielonych na średnią konsystencję ziół, waporyzator będzie jednak działał poprawnie również ze znacznie mniejszą ilością suszu – według informacji od producenta wystarczy jeśli komora będzie napełniona do połowy. Moim zdaniem wystarczy nawet ilość jeszcze mniejsza – taka, aby przykryć sitko na dnie komory.

Lotus Vaporizer jest więc idealnym waporyzatorem do tzw. mikrodozowania i w związku z tym umożliwia niezwykle oszczędne korzystanie z ziół. Nawet jednak korzystając z maksymalnej możliwej ilości suszu, Lotus będzie bardzo oszczędny – duży plus za to.

Komora grzewcza mieści maksymalnie ok. 0,15 g zmielonych ziół.
Komora grzewcza mieści maksymalnie ok. 0,15 g zmielonych ziół.

Wspomniałem wcześniej, że Lotus Vaporizer cechuje się wyjątkowo szybką ekstrakcją, co innymi słowy oznacza, że wydobywanie substancji aktywnych zawartych w ziołach zachodzi bardzo szybko.

Jak szybko? Żeby było obrazowo: 0,15 g suszu w Lotus Vaporizer zazwyczaj jestem w stanie wykorzystać w 3-4 wdechach, zaś w przypadku Arizer Solo 2 Vaporizer (cechującego się wolną ekstrakcją) wykorzystanie takie samej ilości suszu wymaga 15 wdechów.

W praktyce oznacza to, że vapor jest niezwykle nasycony substancjami aktywnymi, co przekłada się na jego dużą moc, szerzej opisaną powyżej w sekcji Vapor.

Połączenie niewielkiego zużycia suszu z szybką ekstrakcją i związaną z tym dużą mocą pary pozwala na wyciągnięcie wniosku, że Lotus to niezwykle oszczędny waporyzator przenośny. Jest on przeznaczony do krótkich i intensywnych inhalacji, raczej jednoosobowych, choć teoretycznie mogą go używać również 2 osoby jednocześnie.

Kolejny aspektem korzystnie wpływającym na wydajność Lotusa jest fakt, że jest to konwekcyjny waporyzator typu on-demand. Pozwala on więc branie po 1 wdechu naraz i przerwanie inhalacji w dowolnym momencie bez jakichkolwiek strat wydajności.

Jest to możliwe dzięki temu, że susz jest ogrzewany tylko i wyłącznie w czasie gdy się zaciągamy. Z chwilą gdy kończymy wdech, ogrzewanie suszu ustaje, co daje otwarte pole do przerwania inhalacji.

Wspominałem wcześniej o konieczności mieszania w komorze w trakcie inhalacji – Lotus faktycznie tego wymaga, co niektórym użytkownikom nie musi się podobać. W praktyce jednak, jeśli będziemy pamiętać o mieszaniu w komorze, Lotus waporyzuje susz bardzo równomiernie. Po zakończonej inhalacji otrzymujemy równomiernie brązowe ABV, bez hotspotów.

Podsumowując, wydajność Lotus Vaporizer jest naprawdę doskonała. Do uzyskania efektów więcej niż zadowalających zużywać będziemy naprawdę aptekarskich ilości ziół.

Za wydajność Lotus Vaporizer oceniam więc na 97 punktów na 100 możliwych.

Dyskrecja

Dyskrecja to niestety pole, na którym Lotus wypada co najmniej blado. Po pierwsze, korzystanie z niego wymaga użycia obu rąk oraz ogrzewania nasadki mini-palnikiem butanowym, co w praktyce wyklucza się z zachowaniem dyskrecji – dla postronnych osób wygląda to dziwnie i może ściągać na użytkownika zaciekawione spojrzenia.

Lotus Vaporizer jest spory i korzystanie z niego niestety nie jest dyskretne.
Lotus jest spory i korzystanie z niego niestety nie jest dyskretne.

Po drugie, sam Lotus wygląda dość niecodziennie, o czym również wspominałem już wcześniej. Mi Lotus przypomina starodawną, wymyślną fajkę i gdybym nie wiedział czym jest, z pewnością zwróciłby on moją uwagę – nie tylko, gdyby był w użytku, ale również gdy spokojnie leżałby sobie na stole. Jestem pewien, że dla przypadkowej osoby wygląd Lotus również byłby intrygujący.

Jeśli chodzi o zapach, to pomimo niezwykle intensywnej produkcji pary, Lotus podczas inhalacji nie emituje więcej zapachu niż waporyzatory. W zamkniętym pomieszczeniu tuż po inhalacji zapach oczywiście będzie wyczuwalny i dość intensywny (choć oczywiście bez porównania do klasycznego dymu), jeśli jednak uchylimy okno to już po kilku minutach zapach będzie ledwo wyczuwalny, by wreszcie zniknąć całkowicie.

Z kolei na świeżym powietrzu – choć osobiście odradzam korzystanie z Lotusa w plenerze – zapach znika praktycznie od razu i jest wyczuwalny w bardzo niewielkim promieniu od osoby się inhalującej.

Podsumowując, Lotus zdecydowanie nie jest waporyzatorem dyskretnym. Wprawdzie nie emituje on znacznych ilości zapachu, jednak jego niecodzienny wygląd oraz konieczność ogrzewania go zapalniczką typu jet-flame w praktyce przekreśla możliwość korzystania z niego w miejscach publicznych.

Za dyskrecję oceniam więc Lotus Vaporizer na 25 punktów na 100 możliwych.

Czyszczenie

Lotus na szczęście nie wymaga skomplikowanego ani częstego czyszczenia. Nasadka Vapor Cap nie brudzi się w ogóle, nie ma więc konieczności czyszczenia jej – nie ma ona bowiem jakiegokolwiek kontaktu z parą ani z waporyzowanym suszem.

Wprawdzie niklowa płytka na górze nasadki odbarwia się od płomienia, jednak jest to normalny proces i płytka ta nie wymaga jakiegokolwiek czyszczenia ani nie wpływa to w jakikolwiek sposób na funkcjonowanie nasadki.

Komorę grzewczą i znajdujące się na jej dnie sitko wystarczy po każdej inhalacji przetrzeć wyciorem lub pędzelkiem – trochę szkoda, że do zestawu nie dołączono ani jednego ani drugiego. Takie proste i szybkie czyszczenie sprawi jednak, że komora nie będzie się brudziła a sitko nie będzie się zatykać.

Adapter wodny można w całości odmoczyć w alkoholu izopropylowym.
Adapter wodny można w całości odmoczyć w alkoholu izopropylowym.

Jedynym elementem, w którym osadza się kondensat i która wymaga czyszczenia przy pomocy alkoholu izopropylowego jest ścieżka pary – czyli metalowy ustnik oraz dolna część adaptera wodnego (jeśli posiadamy zestaw wyposażony również w adapter wodny). 

Tak jak adapter damy radę wyczyścić przy pomocy patyczka kosmetycznego nasączonego w ISO lub odmaczając go w całości, tak w przypadku ustnika odmoczenie go jest jedynym możliwym rozwiązaniem.

Najlepiej nadaje się do tego zamykany woreczek typu zip-lock – używając go do czyszczenia zużyjemy znacznie mniej alkoholu niż napełniając nim cały słoik. Zamknięcie ustnika wraz niewielką ilością ISO i potrząsanie nim przez pewien czas będzie w zupełności wystarczające dla pełnego wyczyszczenia ustnika.

Następnie należy go wysuszyć i odmoczyć we wrzątku aby całkowicie pozbyć się ostatnich pozostałości alkoholu. Czyszczenie ustnika nie jest więc ani skomplikowane ani czasochłonne.

Nie jest też konieczne przesadnie często – pomijając czyszczenie przed pierwszym użyciem (które polecam w przypadku każdego bez wyjątku waporyzatora), pierwsze czyszczenie ustnika wykonałem dopiero po około 2 miesiącach regularnego użytku Lotusa. Oczywiście, im bardziej zaniedbamy czyszczenie, tym bardziej ucierpi na tym smak pary.

Podsumowując, Lotus jest bardzo mało wymagający jeśli chodzi o czyszczenie. Ustnik jest jedynym elementem wymagającym odmaczania raz na jakiś czas, w przypadku reszty elementów wystarczy rutynowe czyszczenie wyciorem po każdej inhalacji.

Za łatwość czyszczenia oceniam więc Lotus Vaporizer na 90 punktów na 100 możliwych.

Gwarancja

Nie wiem dlaczego, ale od dawna byłem przekonany, że Lotus posiada dożywotnią gwarancję producenta – taką informacją podzieliłem się nawet w swojej Video-Recenzji, szczęśliwie jednak zorientowałem się w swojej pomyłce tuż przed premierą tego filmu i dodałem stosowny napis, prostujący moją pomyłkę.

Lotus Vaporizer jest objęty roczną gwarancją producenta, z wyjątkiem niklowej płytki w Vapor Cap – z racji na pracę w bardzo wysokich temperaturach (w przypadku koncentratów), ona jest objęta jedynie 90-dniową gwarancją. Jeśli jednak używamy Lotusa z suszem i nie ogrzewamy go do jakiś ekstremalnie wysokich temperatur, nie wyobrażam sobie aby płytka ta miała się jakoś uszkodzić od normalnego użytkowania.

W mojej ocenie, roczna gwarancja to zdecydowanie zbyt krótko – szczególnie biorąc pod uwagę, że Lotus to naprawdę solidny sprzęt i nie wyobrażam sobie, aby mógł on zaliczyć jakąkolwiek awarię – tam po prostu nie ma co się zepsuć, zaś sam sprzęt jest niezwykle solidny i w całości produkowany w USA.

Nie musicie więc obawiać się awarii Lotusa, co nie zmienia faktu, że tak krótką gwarancję producenta oceniam negatywnie.

Lotus Vaporizer w futerale.
Lotus w futerale.

Na szczęście dla nas – użytkowników waporyzatorów – przepisy o rękojmi sprawiają, że w praktyce Lotus objęty jest 2-letnią gwarancją realizowaną przez sklep. O Lotusa możemy być więc w pełni spokojni przez okres 2 lat. W mojej ocenie jednak prawidłowo użytkowany Lotus Vaporizer może służyć praktycznie wiecznie – jak wspomniałem powyżej, tam praktycznie nie ma co się popsuć.

Roczna gwarancja producenta to niestety często standard jeśli chodzi o waporyzatory. Nie zmienia to faktu, że gwarancje tej długości oceniam negatywnie, niezależnie od obowiązujących przepisów o rękojmi, w praktyce wydłużających roczną gwarancję o dodatkowy rok.

Za gwarancję Lotus Vaporizer oceniam na 65 punktów na 100 możliwych.

Ostateczny werdykt

Warto wybrać wersję z adapterem wodnym!
Warto wybrać wersję z adapterem wodnym!

Lotus Vaporizer to niesamowity sprzęt, który zdecydowanie przypadł mi do gustu. Jest to niezwykle przemyślana konstrukcja, która za każdym razem dostarcza doskonałego vaporu. Konwekcyjny waporyzator on-demand, praktycznie niezawodny, w dodatku bez konieczności ciągłego ładowania baterii i dostarczający niesamowitej pary?

Taki właśnie jest Lotus, dodatkowo będąc niesamowicie oszczędnym urządzeniem. Opanowanie techniki użytkowania wymaga nieco wprawy, jednak gdy już ją opanujecie, obsługa jest naprawdę prosta i wygodna. Para momentami bywa zbyt ciepła, jeśli jednak doszlifujecie technikę to nie będzie to stanowiło problemu.

Lotus w pełni rozwija skrzydła po podłączenia do filtra wodnego – polecam wypróbować go również w ten sposób. Trochę szkoda, że w zestawie nie znajdziemy zapasowych sitek czy podkładek pod koncentraty – jednak w obliczu tego, jak spisuje się Lotus, nie są to wady istotne.

Koniec końców – Lotus to moim zdaniem jeden z najlepszych waporyzatorów przenośnych i zdecydowanie najciekawszy spośród waporyzatorów butanowych dostępnych obecnie w sprzedaży.

Podsumujmy więc Lotus Vaporizer:

Ostateczny werdykt to 94 punktów na 100 możliwych.

Lotus Vaporizer to naprawdę niezwykły butanowy waporyzator on-demand, który ogrzewa susz w 100% konwekcyjnie.

Pozwala na uzyskanie wielkich, mlecznych chmur i cechuje się zdolnością do bardzo szybkiego wydobywania substancji aktywnych, co przekłada się na moc produkowanego vaporu.

Lotus wymaga nieco wprawy, natomiast warto poświęcić mu chwilę – wrażenia z użytkowania tego waporyzatora są naprawdę pierwszorzędne.

Dla fanów waporyzacji Lotus to pozycja obowiązkowa – polecam!

Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu Lotus Vaporizer w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata!



Autor:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent waporyzatorów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się! Zapraszam też na grupę na Facebooku: Waporyzacja Ziół Leczniczych, gdzie otwarcie dzielę się swoją wiedzą i odpowiadam na bieżące pytania. 

Wejdź na wyższy poziom waporyzacji

 

Podobają Ci się moje recenzje i opinie na temat testowanych waporyzatorów? Chcesz dowiedzieć się więcej i być na bieżąco? Zapisując się do newslettera:

 
    •  - otrzymasz najświeższe informacje ze świata waporyzacji

    •  - jako pierwszy dowiesz się o najlepszych promocjach i konkursach!

              • Tylko i wyłącznie wartościowe treści :)

* pola wymagane

Klikając "Zapisz się!" wyrażasz zgodę na wysyłkę wiadomości na podany adres oraz przetwarzanie swoich danych osobowych w celach marketingowych przez High Experts sp. z o.o.. Wiem, że zgodę w każdej chwili mogę wycofać. Administrator gwarantuje że moje dane są bezpieczne i nigdzie nie udostępniane."