Fenix Pro Vaporizer – Recenzja

Przed Wami recenzja Fenix Pro Vaporizer – wprowadzającego szereg udoskonaleń następcy Fenix’a Mini. Większa bateria, powiadomienia wibracyjne i szklany ustnik to tylko niektóre z wprowadzonych zmian. Czy jednak Fenix Pro to faktycznie upgrade względem modelu Mini, będącego obecnie chyba najpopularniejszym waporyzatorem w Polsce? Dowiecie się z mojej pogłębionej recenzji!

Jak wiecie (lub nie), nie jestem szczególnym fanem waporyzatorów marki Fenix – nie podszedł mi ani pierwszy Fenix, ani Fenix Svaty. Fenix’em Mini na jakiś czas się zachwyciłem, mój zachwyt nim szybko jednak opadł gdy zobaczyłem jak działa jego amerykański odpowiednik, czyli FURY 2 Vaporizer.

Z kolei Fenix 2 zapowiadał się bardzo obiecująco, jednak finalnie nieco się nim rozczarowałem, pewnie z racji to, że spodziewałem się po nim sporo a okazał się mocno przeciętny.

Fenix pro Vaporizer
Fenix pro Vaporizer

Kiedy usłyszałem o Fenix Pro Vaporizer to pomyślałem, że będzie on dla Fenix’a Mini tym samym, co FURY EDGE Vaporizer jest dla FURY 2, czyli solidnym upgrade’em, wprowadzającym sporo udoskonaleń. Swoją drogą, udoskonaleń bardzo podobnych – bateria została powiększona z 1600 mAh na 2300 mAh, dodano powiadomienia wibracyjne oraz szklany ustnik, zupełnie jak w przypadku FURY EDGE.

Cena obu modeli również jest bardzo zbliżona. Z tego względu w swojej recenzji bardzo często będę porównywał te 2 waporyzatory – mają one bardzo wiele cech wspólnych.

Moje oczekiwania względem Fenix’a Pro zostały więc postawione bardzo wysoko – spodziewałem się, że będzie to nieco bardziej budżetowa wersja FURY EDGE, który bardzo przypadł mi do gustu.

Czy faktycznie Fenix Pro to upgrade Fenix’a Mini? Co dokładnie się zmieniło? Czy uważam go za dobry i solidny sprzęt? Tego wszystkiego dowiecie się z mojej recenzji oraz towarzyszącej jej Video-Recenzji!

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć Fenix Pro Vaporizer. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!

Fenix Pro – pogłębiona recenzja

Pierwsze wrażenia

Fenix’a Pro otrzymujemy w solidnym kartonowym pudełku, które zapowiada produkt dobrej jakości. Zastanowiła mnie jednak informacja o tym, że jest to waporyzator „7. generacji” – nie bardzo wiadomo, co producent ma przez to na myśli ani jakie były wcześniejsze generacje, mniejsza jednak o to.

Fenix Pro w pudełku
Fenix Pro w pudełku

Szybko otworzyłem pudełko, chcąc zobaczyć sam waporyzator. Zaraz po otwarciu pudełka przywitał mnie znajomy zapach fabryki w dalekiej Azji.

Po wzięciu do ręki Fenix Pro nieco mnie rozczarował – nie oczekiwałem wprawdzie, że jakość jego wykonania powali mnie na kolana, ale nie spodziewałem się też, że będzie on sprawiał wrażenie wykonanego bardziej budżetowo niż Fenix Mini…

A takie wrażenie niestety odniosłem – elementy z tworzywa, w szczególności element, w którym osadzony jest ustnik, a także okolice powyżej komory grzewczej, sprawiają wrażenie taniego plastiku niskiej jakości. Reszta obudowy wykonana jest z metalu i choć jest solidna, to również nie sprawia ona wrażenia wysokiej jakości materiału.

W pierwszej chwili spodobał mi się za to ustnik z czarnego szkła, który w dodatku jest wysuwany, co pozwala nieco wydłużyć ścieżkę pary – pomyślałem sobie wówczas, że takie rozwiązanie powinno zapewniać dobre chłodzenie pary.

Ustnik osadzony jest w plastikowym elemencie ze szklanym wkładem, czyli rozwiązaniu znanym z Fenix’a Mini. Tyle, że tutaj zamiast standardowego ustnika z tworzywa jest wysuwany ustnik ze szkła i nie jest on montowany na zatrzask. Zamiast tego producent zdecydował się na ustnik na magnes, wsuwany na waporyzator na dwóch prowadnicach.

Szkoda natomiast, że w skład zestawu wchodzi tylko ten ustnik – nie ma tradycyjnego ustnika z tworzywa, znanego z Fenix’a Mini, ani modułu pozwalającego na instalację jakiś dodatkowych akcesoriów szklanych.

Teoretycznie mogłyby one zostać zainstalowane w miejsce szklanego ustnika, do tej pory nigdzie nie natrafiłem jednak na jakiekolwiek akcesoria szklane do Fenix’a Pro, np. adaptery wodne czy bubblery.

Na górze urządzenia znajduje się wyświetlacz, dokładnie taki jak ten z Fenix’a 2 – czyli podzielony na 2 części, pokazujący jednocześnie temperaturę ustawioną, temperaturę aktualną, czas do końca sesji oraz poziom naładowania baterii. Czyli wyświetlacz jest znacznie większy niż w Fenix’ie Mini.

Wyświetlacz Fenix Pro jest spory i czytelny.
Wyświetlacz Fenix Pro jest spory i czytelny.

Na dole urządzenia znajdziemy port micro-USB do ładowania (nie ma więc portu USB-C, z którego korzysta FURY EDGE), co nie jest moim ulubionym miejscem na taki port, ponieważ wymusza ładowanie urządzenia w pozycji leżącej.

Na dole znajdziemy również magnetyczną klapkę, która po wyjęciu okazuje się być połączona z narzędziem to demontowania sitka na dnie komory (połączonego z grzałką). Teoretycznie może to być również narzędzie do usunięcia suszu z komory lub przemieszania go w niej, jednak w praktyce jest ono do tego zbyt krótkie.

Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem, było zdemontowanie grzałki i inspekcja komory grzewczej. Tu miał miejsce największy zawód – wszystkie te elementy (ścianki komory grzewczej, sitko na jej dnie oraz połączona z nim spiralna grzałka) są wykonane z aluminium.

Oznacza to wprawdzie szybsze nagrzewanie, osobiście jednak nie darzę zaufaniem elementów aluminiowych w ścieżce pary. Na tym polu Fenix Pro również ustępuje więc FURY EDGE, w którym komora, grzałka i wszystkie filtry są wykonane ze stali nierdzewnej.

Akcesoria dołączone do zestawu są mocno podstawowe – w pudełku znajdziemy jedynie wycior do czyszczenia komory, wycior do czyszczenia kanału grzałki, zapasowe sitko wraz z zapasową uszczelką oraz instrukcję obsługi. I nic więcej!

Najbardziej brakuje narzędzia do suszu – mógłby to być zwykły, prosty stalowy dabber. Producent jednak zrezygnował z dołączania go do zestawu, zapewne z racji na szpikulec montowany na magnes w dolnej części urządzenia.

Zawartość zestawu Fenix Pro
Zawartość zestawu jest bardzo skromna.

Warto też dodać, że niestety pomimo kilkukrotnego wyczyszczenia alkoholem izopropylowym i kilku przepaleń, po rozgrzaniu urządzenia z komory wydobywał się mało przyjemny zapach fabryki, tzw. robot fart, czyli – w dosłownym tłumaczeniu – pierd robota.

Wykonałem około 20 burn-off‚ów (po 6 minut każdy) zanim zapach osłabł na tyle, że zdecydowałem się na pierwszą inhalację przy pomocy Fenix’a Pro. Z pewnością nie był to dobry prognostyk na dalsze użytkowanie.

Podsumowując, moje wrażenia z pierwszego kontaktu z Fenix’em Pro nie były dobre. Sprzęt sprawia wrażenie wykonanego z materiałów mocno przeciętnej jakości, rozczarowało mnie zastosowanie aluminium w komorze i grzałce, zawartość zestawu również jest bardzo uboga jak na urządzenie w tej cenie.

Za pierwsze wrażenie oceniam Fenix’a Pro na 40 punktów na 100. Czy dalej było lepiej? Zaraz się dowiecie!

Łatwość użytkowania

Fenix Pro jest bardzo łatwy w użyciu – mam tu na myśli zarówno obsługę urządzenia, jak i technikę inhalacji. Po zdemontowaniu ustnika napełniamy komorę suszem ziołowym, powinien on być zmielony na średnią lub średnio-drobną konsystencję, odradzam jednak mielenie bardzo drobno, ponieważ może to powodować zatykanie sitka znajdującego się nad komorą.

Fenix’a Pro włączamy szybkim 5-krotnym wciśnięciem przycisku głównego, wówczas możemy wybrać interesującą nas temperaturę z zakresu 160-221 stopni Celsjusza, czyli dokładnie takiego samego jak w przypadku Fenix’a Mini.

Regulacja jest z dokładnością do 1 stopnia, co jest oczywiście zaletą, podobnie jak szybkie nagrzewanie, które zajmuje zaledwie około 25 sekund. Po ustawieniu temperatury, nagrzewanie rozpoczyna się automatycznie.

Szklany ustnik Fenix Pro można wysunąć.
Szklany ustnik można wysunąć.

Po osiągnięciu temperatury Fenix Pro poinformuje nas o tym wibracją, tak samo będzie gdy sesja się skończy. To niby mały upgrade, ale robi kolosalną różnicę jeśli chodzi o wygodę użytkowania – koniec z zaciąganiem się waporyzatorem, który wyłączył się chwilę temu i nie produkuje już pary! 😉 Wibracja wydaje wprawdzie dość dziwny dźwięk (jest dość głośna), najważniejsze jednak, że w ogóle jest. Duży plus za to.

Technika inhalacji jest bardzo prosta – tempo wdechu nie ma wielkiego znaczenia, choć wolniejsze wdechy dadzą nieco gęściejszą parę, nie jest to jednak różnica kolosalna. Robimy więc równomierne wdechy – im dłuższe, tym vaporu będzie więcej. Inhalujemy się dopóki leci para, jeśli urządzenie wyłączy się wcześniej to możemy je po prostu włączyć ponownie.

Do samego vaporu jeszcze wrócimy, mówiąc jednak o wygodzie użytkowania nie sposób nie wspomnieć o temperaturze pary. Z racji na konstrukcję urządzenia oraz tylko jedną dostępną wersję ustnika, do ust użytkownika gorąca para leci prosto z komory, po drodze pokonując jedynie jedno metalowe sitko.

Tak jak w przypadku Fenix’a Mini dziwiłem się, jakim cudem tak dobrze chłodzi on parę przy tak krótkiej jej ścieżce, tak w przypadku Fenix’a Pro choć ścieżka pary jest dłuższa, to para jest o wiele cieplejsza – nawet przy maksymalnie wysuniętym szklanym ustniku.

Być może osobom przyzwyczajonym do gorącego dymu nie będzie to przeszkadzać, jednak w mojej ocenie temperatura pary jest zdecydowanie zbyt wysoka, przez co przesusza i podrażnia ona gardło i górne drogi oddechowe, w moim przypadku szybko prowadząc do dyskomfortu i kaszlu.

Nie tak powinien działać waporyzator, w mojej ocenie to kwestia nieprzemyślanej konstrukcji. To zdecydowanie wada, która najbardziej negatywnie wpływa na wygodę użytkowania Fenix’a Pro i moją ogólną ocenę tego sprzętu.

Ścieżka pary jest krótka i nie zapewnia odpowiedniego chłodzenia vaporu.
Ścieżka pary jest krótka i nie zapewnia odpowiedniego chłodzenia vaporu.

W Fenix’ie Mini mieliśmy do czynienia z automatycznym wyłączaniem po 4 minutach od włączenia urządzenia. Po odliczeniu czasu potrzebnego na nagrzewanie, na inhalację mieliśmy więc nieco ponad 3,5 minuty, co wymagało ponownego włączenia urządzenia jeśli chcieliśmy wykorzystać całą zawartość komory naraz.

Było to nieco denerwujące i twórcy Fenix’a Pro wyszli naprzeciw temu problemowi – jest możliwa regulacji czasu sesji w zakresie od 3 do 6 minut. To wygodne rozwiązanie, warto też dodać, że Fenix Pro cechuje dość szybką ekstrakcją i w moich testach 6 minut zazwyczaj pozwalało na wykorzystanie całej zawartości komory.

Gdy urządzenie jest wyłączone to w każdej chwili możemy podejrzeć poziom naładowania baterii – wystarczy wcisnąć główny przycisk. To z jednej strony fajna funkcja, z drugiej jednak strony „zmusza” ona waporyzator do bycia w ciągłym stanie czuwania, co związane jest z samoczynnym rozładowywaniem baterii.

Z moich obserwacji wynika, że jest to średnio 25% baterii tygodniowo, co w praktyce oznacza, że okazjonalnych użytkowników może zaskoczyć pusta bateria, pomimo tego, że była wcześniej naładowana. Jest to więc rozwiązanie dokładnie takie samo jak w przypadku Fenix 2 Vaporizer i obarczone tą samą wadą.

Podsumowując, choć Fenix Pro posiada różne funkcje pozytywnie wpływające na wygodę jego użytkowania (wibracja, regulacja długości sesji) i jest banalny w obsłudze i użytkowaniu, to gorąca para przekreśla cały komfort inhalacji. Za łatwość użytkowania Fenix Pro oceniam na 60 punktów na 100 – właśnie z racji na zbyt ciepłą parę.

Vapor

Choć Fenix Pro jest reklamowany jako waporyzator konwekcyjny (w dodatku 7. generacji, hehe) to w rzeczywistości ogrzewa on susz hybrydowo, z dość znacznym udziałem kondukcji – powiedziałbym, że stosunek konwekcji do kondukcji to w przypadku tego modelu około 50/50.

Czyli kondukcji jest zdecydowanie więcej niż w Fenix Mini, co przekłada się intensywną produkcję pary (szczególnie na wyższych temperaturach), ale negatywnie odbija się na jej jakości.

Nie dajcie się więc oszukać niektórym sklepom, które w opisach Fenix’a Pro piszą o „opatentowanej, najnowszej technologii konwekcyjnego ogrzewania ECA”. Ów skrót (ECA) to nic innego jak Easy Clean Airpath, co jest mądrą nazwą na możliwość wyjęcia grzałki i wyczyszczenia ścieżki powietrza, o czym szerzej piszę poniżej, w sekcji Czyszczenie.

ECA nie ma więc nic wspólnego z konwekcją ani z ogrzewaniem w ogóle, dotyczy tylko czyszczenia. I z pewnością jest systemem opatentowanym 😉

Magnetyczne narzędzie pozwala na demontaż grzałki.
Magnetyczne narzędzie pozwala na demontaż grzałki.

Susz jest ogrzewany w aluminiowej komorze, zaś dogrzewające go powietrze jest ogrzewane przez aluminiową grzałkę. Nadaje to parze nieco metaliczny posmak, który nie przypadł mi do gustu.

Jeśli zastosujemy względnie niskie temperatury to smak będzie lepszy, jednak produkcja pary będzie uboższa – na 180 stopniach Celsjusza jest ona zdecydowanie słabsza niż w Fenix Mini, co dość mnie zdziwiło – w końcu Fenix Pro miał być lepszy pod każdym względem od swojego pierwowzoru…

Tak czy tak, smakiem pary Fenix Pro nie powala. Nie jest on zły, jest po prostu mocno przeciętny.

Grzałka i komora są wykonane z aluminium.
Grzałka i komora są wykonane z aluminium.

Produkcja pary, jak wspomniałem powyżej, jest przeciętna na niższych temperaturach – do większych chmurek potrzebna jest temperatura minimum 190 stopni, najlepiej jednak aby wynosiła ona 200 C lub więcej jeśli pary ma być naprawdę dużo. Przy użyciu takich temperatur będziemy w stanie uzyskać naprawdę duże ilości vaporu.

Problem jednak w tym, że konstrukcja waporyzatora sprawia, że vapor jest po prostu zbyt ciepły. Z tego też względu nie możemy mówić o jakiejkolwiek gładkości pary – jest ona na tyle ciepła, że podrażnia gardło, ciężko więc uznać ją za jakkolwiek gładką, wręcz przeciwnie. Vapor po prostu drapie po gardle i powoduje uczucie dyskomfortu.

W związku z tym, wiele osób pisałem do mnie z pytaniami o możliwość podłączenia Fenix’a Pro do filtra wodnego. Niestety, do chwili obecnej nie natrafiłem nigdzie na żaden typ adaptera umożliwiającego podłączenie tego waporyzatora do bonga. Czyli jesteśmy skazani na standardowy ustnik i gorącą parę.

Pomimo zbyt wysokiej temperatury pary i jej przeciętnej jakości, para z całą pewnością jest efektywna, czyli tzw. „robi robotę” – tego nie można Fenix’owi Pro odmówić. Wykorzystanie jednej komory (ok. 0,15 g zmielonych ziół) daje całkiem satysfakcjonujące rezultaty.

W praktyce może to oznaczać, że w przypadku osób przyzwyczajonych do dymu, dopiero przesiadających się na waporyzację, Fenix Pro może być całkiem ok – jeśli nie przeszkadza nam cieplejsza para i nie mamy porównania do smaku pary z waporyzatorów z wyższej półki, waporyzator ten może z powodzeniem zaspokoić potrzeby początkującego użytkownika.

Rzecz jednak w tym, że w zbliżonej cenie mamy dostępne konstrukcje bez porównania lepsze – jak choćby przywoływany już wcześniej FURY EDGE Vaporizer.

Podsumowując, nie jestem zachwycony vaporem produkowanym przez Fenix Pro. Choć jest on poprawny jeśli chodzi o smak, to z racji na zbyt wysoką temperaturę nie jest gładki i podrażnia gardło. Na korzyść pary z Fenix’a Pro przemawia wyłącznie jej duża produkcja i efektywność działania. Za jakość pary Fenix Pro Vaporizer oceniam na 70 punktów na 100 możliwych. Szału nie ma.

Wydajność

Choć jakość pary w przypadku Fenix’a Pro pozostawia nieco do życzenia, to z pewnością mogę powiedzieć, że jest to bardzo wydajny waporyzator. Jeśli więc to oszczędność materiału ma dla nas kluczowe znaczenie, większe niż jakość pary, to Fenix Pro nie powinien nas rozczarować.

Komora mieści maksymalnie ok. 0,2 g zmielonych ziół, radzę jednak wypełnić ją nieco luźniej – ilość pomiędzy 0,1 a 0,15 g sprawdza się w mojej ocenie najlepiej. Używanie większej ilości suszu wiąże się z większym oporem przy wdechu, który przy nabiciu ok. 0,15 g jest minimalny, co jest dużą zaletą Fenix’a Pro.

Komora jest niewielka, mieści ok. 0,15 g ziół.
Komora jest niewielka, mieści ok. 0,15 g ziół.

Biorąc pod uwagę fakt, że wykorzystanie 1 komory daje satysfakcjonujące rezultaty, zaś do takiej inhalacji zużywać będziemy średnio ok. 0,15 g, to śmiało można powiedzieć, że Fenix Pro to bardzo oszczędny waporyzator. Pozwala on na oszczędne gospodarowanie ziołami, co oczywiście jest dużą zaletą. Pod tym względem Fenix Pro nie odstaje od swojego pierwowzoru, czyli modelu Mini.

Konwekcyjna grzałka Fenix'a Pro.
Konwekcyjna grzałka Fenix’a Pro.

Do dobrej wydajności Fenix’a Pro przyczynia się też fakt, że waporyzator ten bardzo dobrze radzi sobie z ekstrakcją substancji aktywnych zawartych w ziołach. Zazwyczaj 6-minutowa inhalacja w moich testach pozwalała na wykorzystanie wkładu w całości.

Rzadko kiedy musiałem uruchamiać urządzenie ponownie aby dokończyć sesję – tak działo się tylko jeśli zaczynałem na niższych temperaturach, rzędu 180 stopni. Jeśli jednak korzystamy z temperatur ok. 200 stopni lub więcej to ekstrakcja jest naprawdę szybka i skuteczna.

Podsumowując, Fenix Pro jest wydajnym waporyzatorem – zużywa niewielkie ilości suszu i jednocześnie skutecznie wydobywa z niego substancje aktywne.

Za wydajność Fenix Pro Vaporizer oceniam na 90 punktów na 100 możliwych.

Dyskrecja

Fenix Pro jest jedynie nieznacznie większy od Fenix’a Mini, co zresztą możecie ocenić sami patrząc na zdjęcie poniżej. Pomimo delikatnie większych gabarytów, Fenix Pro nadal jest bardzo małym waporyzatorem i bez problemu damy radę schować go w dłoni.

Fenix Mini (po lewej) obok Fenix'a Pro (po prawej).
Fenix Mini (po lewej) obok Fenix’a Pro (po prawej).

Jeśli chodzi o wygląd samego urządzenia, to również sprzyja on dyskrecji – urządzenie jest czarne, matowe, bez błyszczących akcentów, jednym słowem – nie rzuca się w oczy. Szklany ustnik na pewno jest nieco mniej dyskretny od tego znanego z modelu Mini, na szczęście jednak został wykonany z czarnego szkła. Zdecydowanie dyskretniej wygląda on w pozycji złożonej, gdy nie jest wysunięty z waporyzatora.

Fenix Pro jest mały i dyskretny.
Fenix Pro jest mały i dyskretny.

Ilość zapachu emitowanego przez Fenix Pro podczas inhalacji nie jest duża – para nie ma szczególnie intensywnego zapachu i znika on bardzo szybko – po uchyleniu okna po paru minutach jest już ledwo wyczuwalny. Na świeżym powietrzu jest wyczuwalny tylko z niewielkiej odległości i znika bardzo szybko.

Gorzej jest z przenoszeniem Fenixa Pro z napełnioną komorą – a racji na to, że nad komorą znajduje się sitko a nad nim prosty ustnik, zapach ma wolną drogę do wydobywania się na zewnątrz. Nie ma też żadnego typu zatyczki do ustnika, która by temu zjawisku przeciwdziałała. Lepiej więc nie przenosić Fenix’a Pro z napełnioną komorą, szczególnie gdy na zewnątrz jest ciepło.

Podsumowując, Fenix Pro to całkiem dyskretny waporyzator – jest bardzo mały, wygląda dyskretnie i nie emituje dużo zapachu.

Za dyskrecję Fenix Pro oceniam na 90 punktów na 100 możliwych.

Bateria

Fenix Pro jest wyposażony w baterię litowo-polimerową (Li-Po), czyli taki sam typ baterii co Fenix Mini. Choć jest to rozwiązanie mniej popularne od rządzących w świecie waporyzacji baterii litowo-jonowych, baterie Li-Po są uznawane za bezpieczniejsze.

Nie zarejestrowano dotąd przypadków ich samoczynnego zapłonu i eksplozji, co zdarzało się bateriom litowo-jonowym, szczególnie w przypadku zapasowych baterii do e-papierosów.

Fenix Pro zaliczył dokładnie taki sam upgrade baterii jak FURY EDGE – jej pojemność została zwiększona z 1600 mAh na 2300 mAh, co jest sporym wzrostem pojemności. Przekłada się to na długość pracy urządzenia, która – jeśli używamy umiarkowanych temperatur – wynosi około godziny ciągłej pracy. To naprawdę dobry wynik, biorąc pod uwagę małe gabaryty urządzenia oraz hybrydowy system grzewczy ze sporym udziałem konwekcji.

FURY EDGE (po lewej) posiada baterię takiej samej pojemności, co Fenix Pro.
FURY EDGE (po lewej) posiada baterię takiej samej pojemności, co Fenix Pro.

Bateria nie jest wymienna, a szkoda – tym bardziej, że producent zrezygnował z obudowy typu unibody i wieczko pokrywy baterii spokojnie by się zmieściło na spodzie urządzenia, technicznie było to do zrobienia. Fenix Pro posiada więc baterię wbudowaną, co siłą rzeczy ogranicza jego żywotność.

Bateria jest ładowana przez port micro-USB – Fenix Pro nie został wyposażony w port USB-C, który posiada FURY EDGE Vaporizer. Bateria Fenixa Pro ładuje się więc nieco ponad 2 godziny – nie jest czas bardzo długi, choć ładowanie przez USB-C mogłoby ten czas znacznie skrócić.

Jak wspominałem wcześniej, nawet gdy Fenix Pro jest wyłączony to w każdej chwili możemy podejrzeć stan baterii – wystarczy wcisnąć włącznik. Ta funkcja powoduje jednak samoczynne rozładowywanie baterii, co jest oczywistą wadą.

Za baterię oceniam Fenix Pro na 85 punktów na 100. Choć bateria jest wytrzymała i zapewnia około godziny ciągłej pracy urządzenia, to rozładowuje się samoczynnie gdy sprzęt nie jest w użytku.

Czyszczenie

Fenix Pro nie jest skomplikowany jeśli chodzi utrzymywanie go w czystości. W ramach codziennej eksploatacji wystarczy jeśli po zakończonej inhalacji od razu opróżnimy komorę i przetrzemy wyciorem znajdujące się nad nią sitko, najlepiej póki jeszcze jest ciepłe.

Stosując takie zabiegi będziemy w stanie przeprowadzać pełne czyszczenie co 15-20 inhalacji. Jest ono konieczne jeśli chcemy by smak pary nie uległ pogorszeniu, aby przepływ powietrza nie był utrudniony, a sam waporyzator nie emitował dużo zapachu.

Jak wspominałem na wstępie, w Fenix Pro możemy wyjąć cały moduł grzałki przy pomocy magnetycznego narzędzia znajdującego się na spodzie waporyzatora. Technologia ta szumnie została nazwana przez producenta ECA, co jest skrótem od Easy Clean Airpath.

Wyjęcie grzałki umożliwia wygodne czyszczenie.
Wyjęcie grzałki umożliwia wygodne czyszczenie.

Nigdy wcześniej z takim rozwiązaniem się nie spotkałem, a jest ono o tyle cenne, że pozwala naprawdę dokładnie wyczyścić całą ścieżkę powietrza – w innych waporyzatorach to, co przeleci przez sitko na dnie komory, najczęściej już tam zostaje i z czasem się akumuluje, pogarsza smak pary itd.

W Fenix Pro sitko jest połączone ze spiralą konwekcyjnej grzałki, po jego wyjęciu możemy z niego wytrzepać i przedmuchać wszystkie paprochy i wyczyścić całą ścieżkę powietrza przy pomocy specjalnego wyciora, który jest dołączony do zestawu.

Podczas pełnego czyszczenia możemy też odmoczyć grzałkę w alkoholu ISO i wyczyścić ścianki komory nasączonym w nim patyczkiem. Nie da się za to rozebrać ustnika (a przynajmniej mi się nie udało), wyjmowany jest tylko czarny szklany ustnik.

Element z przezroczystego szkła znajdujący się w środku trzona ustnika nie jest wyjmowany i jesteśmy skazani na czyszczenie go patyczkami, co wymaga nieco gimnastyki, ale jest wykonalne. To w zasadzie najtrudniejszy element całego czyszczenia.

Nawet biorąc pod uwagę czyszczenie ustnika, pełne czyszczenie Fenixa Pro jest szybkie i wygodne, czemu sprzyja wyjmowana grzałka. W związku z tym za czyszczenie Fenix Pro Vaporizer oceniam na 90 punktów na 100 możliwych.

Gwarancja

Fenix Pro zakupiony w Polsce jet objęty 2-letnią gwarancją na podstawie przepisów o rękojmi i przez taki okres czasu sklep, w którym go zakupimy, ma obowiązek realizować nasze reklamacje.

Jeśli natomiast chodzi o gwarancję udzieloną przez samego producenta, to wynosi ona zaledwie 6 miesięcy na waporyzator oraz 180 dni na jego baterię. To miło, że bateria została objęta gwarancją, natomiast 6 miesięcy gwarancji na waporyzator elektroniczny to zdecydowanie zbyt mało.

Choć materiały, z których wykonano Fenix’a Pro mnie nie zachwyciły, to ogólnie uważam go za dość solidny sprzęt, który powinien podziałać dłużej niż 6 miesięcy. Z jakiegoś jednak powodu producent udziela tylko takiej gwarancji, co może dawać do myślenia.

Za gwarancję oceniam Fenix Pro na 60 punktów na 100 – bo pół roku gwarancji producenta to po prostu za mało!

Ostateczny werdykt

Po udanym Fenix’ie Mini, po jego następcy spodziewałem się naprawdę sporo. Niestety, pomimo licznych zalet, Fenix Pro rozczarował mnie na wielu płaszczyznach.

Fenix Pro jest mały i dyskretny, posiada znacznie poprawioną baterię i dodany moduł wibracyjny, który znacznie zwiększa wygodę użytkowania. Hybrydowy system grzewczy zapewnia intensywną produkcję pary, szczególnie na wyższych temperaturach.

Nagrzewanie jest bardzo szybkie (25s), mamy też pełną regulację temperatury i regulację długości sesji. Fenix Pro jest też bardzo wydajny – skutecznie wydobywa substancje z ziół i zużywa ich bardzo niewiele, bo około 0,15 g na sesję.

Do wad Fenix’a Pro należy zaliczyć przede wszystkim zbyt dużą temperaturę pary, co jest kwestią konstrukcji ustnika. Jednocześnie to jedyna dostępna opcja ustnika, przed gorącą parą nie ma więc ucieczki. Smak pary również nie powala, jest co najwyżej przeciętny.

Nie jestem też fanem aluminium w ścieżce pary, zaś w Fenix Pro aluminiowa jest zarówno komora grzewcza, jak i grzałka.

Jakość wykonania i materiałów użytych do produkcji mogłaby być lepsza, szczególnie dotyczy to elementów plastikowych. Denerwującą wadą jest też samoczynne rozładowywanie baterii, spowodowane przez funkcję umożliwiającą sprawdzenie stanu naładowania baterii gdy urządzenie jest wyłączone.

Podsumujmy więc Fenix Pro Vaporizer:

Ostateczny werdykt to 75 punktów na 100 możliwych.

Fenix Pro jest niewielkim i dyskretnym waporyzatorem hybrydowym z szeregiem ciekawych funkcji, jednak produkowana przez niego para jest zdecydowanie zbyt ciepła, co utrudnia normalną eksploatację.

Być może w przyszłości producent stworzy nowy rodzaj ustnika, który zapewni lepsze chłodzenie pary, póki co jednak korzystanie z Fenix’a Pro jest sporym wyzwaniem dla mojego gardła.

Ten jeden mankament skutecznie przykrywa wszystkie liczne zalety tego waporyzatora.

Choć Fenix Pro jest następcą Fenix’a Mini, od którego premiery minęło już sporo czasu, to moim zdaniem ustępuje mu pod wieloma względami.

W cenie zbliżonej do Fenix’a Pro możemy też dostać FURY EDGE, który jest moim zdaniem o wiele lepszym wyborem.

Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu Fenix Pro Vaporizer w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata!



Autor:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent waporyzatorów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się! Zapraszam też na grupę na Facebooku: Waporyzacja Ziół Leczniczych, gdzie otwarcie dzielę się swoją wiedzą i odpowiadam na bieżące pytania.