Vivant VLeaF Go Vaporizer – Recenzja

Waporyzator Vivant VLeaF Go
Waporyzator Vivant VLeaF Go

Waporyzator Vivant VLeaF Go to bardzo ciekawa nowość – jest to w 100% konwekcyjny waporyzator on-demand o bardzo niewielkich gabarytach i kształcie długopisu. Jednocześnie jest to waporyzator dostępny w niezwykle korzystnej cenie i cechujący się bardzo ciekawą, modułową konstrukcją. Czy jednak Vivant VLeaF Go dostarczy dobrej jakości pary? Czy ma on szansę podbić rynek? Wszystkiego dowiecie się z mojej recenzji!

Wśród waporyzatorów przenośnych zdecydowanie królują modele sesyjne działające w oparciu o ogrzewanie kondukcyjne lub hybrydowe. Elektroniczne modele waporyzatorów typu on-demand można dosłownie policzyć na palcach, bardzo więc się ucieszyłem gdy przypadło mi zrecenzować jedno z takich urządzeń. Tym bardziej, że Vivant VLeaF Go jest bardzo przystępny cenowo, co w przypadku waporyzatorów on-demand jest prawdziwym ewenementem.

Przetestowałem waporyzator Vivant VLeaF Go bardzo gruntownie, wszystkie refleksje zawarłem zaś w poniższej recenzji. Czy mimo przystępnej ceny Vivant VLeaF Go to porządny sprzęt, w który warto zainwestować? Czy cierpi on na bolączki typowe dla innych konwekcyjnych waporyzatorów on-demand? Czy waporyzator konwekcyjny w tej cenie może produkować dobrą parę? Wszystkiego dowicie czytając moją recenzję i oglądając towarzyszące jej video!

Zdecydowany na zakup? Przejdź do sklepu, w którym możesz nabyć Vivant VLeaF GO Vaporizer. Dzięki zakupom w VapeFully wspierasz funkcjonowanie mojego bloga, za co serdecznie dziękuję!

Vivant VLeaF GO Vaporizer
Vivant VLeaF GO Vaporizer

Vivant VLeaF Go Vaporizer – recenzja pogłębiona

Pierwsze wrażenia

Gdy przeglądałem zawartość paczki szukając w niej pudełka z waporyzatorem Vivant VLeaF Go, o mało go nie przeoczyłem – pudełko jest bowiem wielkości raczej przeciętnego pudełka na akcesoria dodatkowe niż waporyzatora z kompletem akcesoriów. Po jego otwarciu moim oczom ukazał się sam waporyzator, który jest naprawdę niezwykle mały!

Pudełko Vivant VLeaF Go jest bardzo kompaktowe.
Pudełko Vivant VLeaF Go jest bardzo kompaktowe.

Vivant VLeaF Go ma kształt długopisu, co typowe jest bardziej dla vape penów do koncentratów niż dla waporyzatorów do suszu. Jedynym udanym waporyzatorem do suszu o takich gabarytach był do tej pory Grasshopper, natomiast model ten był bardzo awaryjny i obecnie nie jest dostępny nigdzie w Europie.

Podstawową różnicą względem Grasshoppera jest też cena, która w przypadku Vivant VLeaF Go jest ponad 3-krotnie niższa i wynosi zaledwie 349 zł, co lokuje ten waporyzator w segmencie do 500 zł, najbardziej popularnym wśród początkujących użytkowników.

Jednocześnie Vivant VLeaF Go oferuje niemal identyczny styl inhalacji – jest to w 100% konwekcyjny waporyzator on-demand, pozwalający na branie pojedynczych wdechów pary. Do jego działania wrócimy jednak w dalszej części recenzji. Teraz przyjrzyjmy się samemu Vivant VLeaF go Vaporizer i jego budowie.

Waporyzator Vivant VLeaF Go jest bardzo niewielki, niemal w całości da się schować go w dłoni. Jakość wykonania nie pozostawia wiele do życzenia, nie udało mi się znaleźć żadnych niedoskonałości, na które mógłbym ponarzekać. Jeśli chodzi o materiały to grzałka wykonana jest z siateczki ze stali nierdzewnej oraz ceramiki Zirconia, komora na susz to stop aluminium, zaś ustnik jest tworzywa sztucznego.

Zawartość zestawu Vivant VLeaF Go
Zawartość zestawu Vivant VLeaF Go.

Wszystkie wymienione powyżej elementy sprawiają bardzo solidne wrażenie, jedynie ustnik z tworzywa wzbudził moje początkowe obawy – zdecydowanie preferuję ustniki szklane i ceramiczne. Warto natomiast odnotować, że bez żadnych adapterów tworzy on szczelne połączenie z filtrami wodnymi ze szlifem 14,5 mm lub 18,8 mm. Do tego jednak wrócimy w dalszej części recenzji.

Warto wspomnieć o świetnie zaprojektowanej okolicy komory na susz – ma ona coś w stylu łopatki do nabierania zmielonego suszu z młynka, co jest szalenie wygodne. Z kolei do wydłubania zużytego suszu z komory doskonale sprawdza się wystająca część ustnika, która zresztą chyba właśnie w tym celu została zaprojektowana tak, a nie inaczej.

Dzięki przemyślanej konstrukcji VLeaF Go nabieranie suszu do komory i jej opróżnianie są niezwykle proste i wygodne.
Dzięki przemyślanej konstrukcji VLeaF Go nabieranie suszu do komory i jej opróżnianie są niezwykle proste i wygodne.

Co istotne, Vivant VLeaF Go cechuje się modułową budową – możemy bez problemu samodzielnie wymienić nie tylko sitka czy ustnik, ale także całą komorę grzewczą czy grzałkę. To o tyle fajne, że gdy któryś z tych komponentów się zużyje, wówczas niewielkim kosztem będziemy w stanie samodzielnie go wymienić, bez odsyłania sprzętu na reklamację – to ciekawe i nowatorskie podejście producenta, które bardzo mi się podoba.

Oprócz samego waporyzatora w zestawie znajdziemy rzeczy podstawowe – akcesoria do czyszczenia i kabel USB do ładowania , ale także sporo części zamiennych (np. zapasowa komora, zapasowy wkład do ustnika, zapasowe uszczelki, zapasowe sitka itd.). W skład zestawu wchodzi także silikonowa nakładka na ustnik, mająca w założeniu chronić usta przed temperaturą, do czego rownież jeszcze wrócimy.

Podsumowując, Vivant VLeaF Go robi bardzo solidne pierwsze wrażenie i w tej kategorii oceniam go na 80 punktów na 100 możliwych.

Jak na cenę, w jakiej jest dostępny, Vivant VLeaF Go prezentuje się naprawdę solidnie.

Łatwość użytkowania

Większość konwekcyjnych waporyzatorów on-demand cechuje się raczej skomplikowaną techniką inhalacji – tak było w przypadku nieprodukowanego już Ghost MV1, wszystkich generacji Firefly czy butanowych Sticky Brick Original Vaporizer czy Dreamwood Vaporizer. Tego samego spodziewałem się więc również i po budżetowym Vivant VLeaF Go – na tym polu jednak urządzenie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Od początku jednak.

Jak działa Vivant VLeaF Go? W największym skrócie: energia pobierana z baterii nagrzewa stalową siateczkę wewnątrz grzałki wykonanej z ceramiki Zirconia. W trakcie wdechu użytkownika powietrze przelatuje przez grzałkę i się ogrzewa, by następnie trafić do komory z suszem i go ogrzać. Wówczas następuje parowanie, zaś użytkownik może wdychać powstałą parę. Jak to jednak wygląda w praktyce?

Wymienna grzałka Vivant VLeaF Go
Wymienna grzałka Vivant VLeaF Go.

Po zdjęciu ustnika ukaże nam się komora grzewcza, która mieści bardzo małe ilości suszu, zdecydowanie poniżej 0,1 g, do czego jeszcze wrócimy w sekcji Wydajność.  Susz powinien szczelnie wypełniać całą komorę, nie powinien jednak być mocno ubity – przepływ powietrza musi być swobodny.

Samo napełnianie komory jest bardzo wygodne dzięki wspomnianemu wcześniej wyprofilowaniu okolic komory – waporyzator ma wbudowaną „łyżeczkę” do nabierania suszu. Po napełnieniu komory umieszczamy ustnik na miejscu i możemy włączyć waporyzator.

"Łyżeczka" do nabierania suszu
„Łyżeczka” do nabierania suszu.

Vivant VLeaF Go Vaporizer obsługuje się tylko 1 przyciskiem, co jest wygodne, ale wymaga opanowania odpowiednich sekwencji wciśnięć by swobodnie zmieniać ustawienia temperatury oraz tryby inhalacji. Jeśli chodzi o temperatury, są 3 ustawienia – zielone, żółte i czerwone, próżno jednak szukać informacji na temat temperatur przypisanych do każdego z nich.

Trochę szkoda, ale musi nam po prostu wystarczyć to, że temperatura może być niższa, średnia lub wyższa 😉 Na początek polecam ustawienie zielone, czyli najniższe.

Waporyzator Vivant VLeaF Go oferuje 2 podstawowe tryby inhalacji – Instant Mode i Session Mode. Instant Mode polega na aktywowaniu grzałki z chwilą wciśnięcia przycisku – oznacza to możliwość brania wdechów od razu, bez żadnego czekania.

W praktyce jednak najlepiej jest odczekać 1-2 sekundy zanim zaczniemy się zaciągać – pozwoli to grzałce „nasiąknać” ciepłem i zaowocuje bardziej obfitą produkcją pary. Z chwilą gdy puścimy przycisk, grzałka zostanie zdezaktywowana i urządzenie zacznie stygnąć. Ten tryb jest idealny do pojedynczych, szybkich buszków bezpośrednio z ustnika.

Session Mode polega z kolei na tym, że grzałka pozostaje aktywna przez 30 sekund, co pozwala np. na podanie urządzenia drugiej osobie bez konieczności aktywacji przez nią grzałki. Ten tryb jest jednak o wiele bardziej przydatny w przypadku korzystania z VLeaF Go w połączeniu z filtrem wodnym –  wówczas nie musimy pamiętać o wciskaniu przycisku, po prostu montujemy waporyzator i skupiamy się na inhalacji. To bardzo wygodne i fajnie, że producent pomyślał o tym trybie.

Co do użytku z filtrem wodnym – ustnik Vivant VLeaF Go jest tak zaprojektowany, że pasuje do filtrów 10 mm, 14,5 mm oraz 18,8 mm bez użycia żadnych adapterów – w zależności od średnicy, ustnik albo pasuje do szlifu albo tworzy z nim szczelne połączenie po dociśnięciu waporyzatora, co jest świetną sprawą – znacznie ułatwia to korzystanie z filtracji wodnej.

Ustnik jest wykonany z tworzywa takiego typu, że bez trudu tworzy ono szczelne połączenie ze szkłem – dzięki czemu korzystałem z VLeaF Go np. przez ustnik 3D od VapCapa.

Vivant VLeaF Go pasuje do filtrów wodnych bez użycia jakichkolwiek adapterów
Vivant VLeaF Go pasuje do filtrów wodnych bez użycia jakichkolwiek adapterów.

Technika inhalacji, w odróżnieniu od innych konwekcyjnych waporyzatorów on-demand, jest naprawdę banalna – wystarczą po prostu wolne, równomierne i przede wszystkim długie wdechy. Duży plus więc za mało skomplikowaną technikę inhalacji, w której nie musimy w trakcie wdechu zmieniać jego tempa.

Warto jednak odnotować, że z racji na krótką ścieżkę pary, wdychany vapor potrafi być mocno ciepły – dla części użytkowników może to być plus (bardziej przypomina to klasyczne metody przyjmowania suszu), dla mnie jednak temperatura pary jest zbyt wysoka, stąd preferuję używanie Vivant VLeaF Go Vaporizer wraz z dodatkowym chłodzeniem, najczęściej jest to filtr wodny bez wody.

Nie odnotowałem natomiast nadmiernego nagrzewania się ustnika, co było dość zaskakujące, ale było to zaskoczenie pozytywne. Silikonową nakładkę na ustnik dołączoną do zestawu oceniam więc jako zbędną.

Dużą zaletą jest też brak konieczności mieszania w komorze podczas inhalacji – wymaga tego zdecydowana większość waporyzatorów konwekcyjnych, natomiast Vivant VLeaF Go jest w stanie równomiernie odparować susz bez konieczności mieszania. Jest to szalenie wygodne, szczególnie w przypadku użytkowania poza domem.

Po 3-4 wdechach (w zależności od zastosowanej temperatury, jakości suszu oraz długości wdechów) materiał będzie w pełni wykorzystany, wówczas komorę należy opróżnić – nie polecam zostawiać w niej suszu po inhalacji jeśli chcemy utrzymać urządzenie w czystości. Doskonałym rozwiązaniem jest wystający element ustnika, który służy do wydłubywania zużytego suszu z komory – to niesłychanie wygodne, że nie potrzeba do tego żadnych dodatkowych akcesoriów, które trzeba by było nosić przy sobie.

Do wygody użytkowania Vivant VLeaF Go zdecydowanie przyczynia się też fakt, że jest to waporyzator typu on-demand – nigdy nie będziemy musieli czekać na jego nagrzanie, zaś inhalację można w każdej chwili przerwać i dokończyć później. Ech, gdyby wszystkie waporyzatory działały w ten sposób…

Podsumowując, Vivant VLeaF Go w kategori Łatwość użytkowania oceniam na 85 punktów na 100.

Urządzenie jest zaprojektowane w bardzo przemyślany sposób i jest bardzo łatwe w użytku – zarówno od strony obsługi, jak i techniki inhalacji. Z mojego punktu widzenia jedyna istotna wada na tym polu to dość wysoka temperatura produkowanej pary, jednak nie każdemu będzie to przeszkadzać.

Vapor

Jeśli mam być w 100% szczery, zabierając się za testy waporyzatora Vivant VLeaF Go nie spodziewałem się zbyt wiele – raz, że producent już raz mi „podpadł” modelem Vivant Alternate, który moim zdaniem nie był zbyt udany, a dwa, że dobry waporyzator on-demand w tej cenie wydawał mi się abstrakcją.

Dodatkowo, nie jestem fanem aluminum w ścieżce pary, zaś VLeaF Go posiada aluminiową komorę na susz. Krótko mówiąc, spodziewałem się co najwyżej przeciętnej pary o metalicznym posmaku – tak jednak nie jest. Obawiałem się też tzw. hot spotów (czyli miejscowego przegrzewania suszu), które są zmorą większości urządzeń konwekcyjnych. Moje obawy okazały się jednak zupełnie nietrafione.

Wymienna, aluminiowa komora grzewcza
Wymienna, aluminiowa komora grzewcza.

Vivant VLeaF Go Vaporizer produkuje duże ilości gęstej pary o naprawdę fajnym smaku i bardzo dobrej ogólnej jakości! Jak na urządzenie w tym segmencie cenowym jest lepiej niż dobrze – Vivant VLeaF Go dostarcza prawdziwego konwekcyjnego vaporu, którego nie powstydziłyby się niektóre znacznie droższe konstrukcje, np. Boundless Tera Vaporizer.

Jednocześnie VLeaF Go nie przypala suszu, nie zdarzyły mi się też większe hot spoty – w zdecydowanej większości przypadków susz po inhalacji był równomiernego koloru. Para jest gładka i naprawdę smaczna, urządzenie nie spłyca smaku odmian waporyzowanych kwiatów.

Jedyny zarzut do vaporu produkowanego przez Vivant VLeaF Go to wspomniana wcześniej temperatura – komora jest bardzo niedaleko ustnika, przez co vapor nie ma okazji odpowiednio się schłodzić i dla części użytkowników (w tym dla mnie) będzie po prostu nieco zbyt ciepły, co daje się we znaki szczególnie podczas dłuższych wdechów.

Ścieżka pary montowana wewnątrz ustnika. Jak widać - dość krótka...
Ścieżka pary montowana wewnątrz ustnika. Jak widać – dość krótka…

Z tego względu rekomenduję korzystanie z tego waporyzatora wraz z dodatkowym chłodzeniem, np. przy pomocy filtra wodnego – dopiero wówczas Vivant VLeaF Go Vaporizer pozwala na swobodne wdechy na tyle długie, aby w pełni wykorzystać możliwości jego konwekcyjnej grzałki. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że dla części użytkowników cieplejsza para będzie zaletą – jej wdychanie bardziej bowiem przypomina klasyczne palenie, którego ja po prostu nie jestem fanem.

Pomijając wysoką jakość, czysty smak i dość wysoką temperaturę pary produkowanej przez Vivant VLeaF Go, na osobną wzmiankę zasługuje ilość pary, jaką to niewielkie urządzenie jest w stanie wyprodukować z tak małych ilości suszu. Produkcja vaporu jest naprawdę niesamowita – VLeaF Go nie ma najmniejszego problemu z wypełnieniem gęstą parą nawet bardzo dużego bonga, co – biorąc pod uwagę ilość suszu w komorze – jest naprawdę imponujące. Ponownie jednak – ciężko uzyskać takie ilości pary wdychając ją wprost z ustnika.

Podsumowując, Vivant VLeaF Vaporizer w kategorii Vapor oceniam 85 punktów na 100 możliwych.

Pary jest bardzo dużo i jest ona wysokiej jakości, smak jest zaś czysty. Jedyna wada w tym obszarze to ciut zbyt wysoka temperatura pary, przez co VLeaF Go może w pełni rozwinąć skrzydła dopiero w połączeniu z filtrem wodnym.

Wydajność

Jak wspomniałem wcześniej, Vivant VLeaF Go jest w 100% konwekcyjnym waporyzatorem typu on-demand. Oznacza to, że zioła w komorze są ogrzewane tylko przez gorące powietrze przez nią przepływające i – co za tym idzie – tylko podczas wdechu użytkownika. Takie waporyzatory są z reguły bardzo oszczędne i wydajne – czy tak jest również w przypadku Vivant VLeaF Go?

Wiecie już z wcześniejszej części recenzji, że komora waporyzatora Vivant VLeaF Go jest bardzo mała – mieści poniżej 0,1 g zmielonych ziół, moim złotym środkiem jest ok. 0,06 g. Są to więc naprawdę śmieszne ilości suszu, pozwalają one jednak uzyskać od 2 do 4 dużych wdechów pary. Jest to więc wydajność podobna jak w przypadku waporyzatorów DynaVap, która dotychczas była nieosiągalna dla przenośnych waporyzatorów elektronicznych. Czy jednak z tak niewielkiej ilości suszu da się uzyskać satysfakcjonujące rezultaty?

Komora na susz jest bardzo niewielka - mieści zdecydowanie poniżej 0,1 g!
Komora na susz jest bardzo niewielka – mieści zdecydowanie poniżej 0,1 g!

Jak najbardziej! Wykorzystanie pełnej komory daje efekty zdecydowanie odczuwalne nawet dla doświadczonych użytkowników, choć oczywiście nie będzie to efekt porównywalny z wykorzystaniem całej komory Mighty Vaporizer. Parze nie brakuje mocy w żadnym wypadku, jednak niewielka pojemność komory dla części użytkowników będzie oznaczała konieczność dwukrotnego jej napełnienia w celu uzyskania pożądanego efektu. Mnie osobiście wystarcza jedna 😉

Skutecznej ekstrakcji w przypadku Vivant VLeaF Go Vaporizer pomaga z pewnością względnie wysoka temperatura, w której zachodzi waporyzacja. Jej dokładna wartość nie jest znana, pewne jest natomiast, że jest to temperatura zdecydowanie powyżej 200 stopni, bowiem po inhalacji susz jest w pełni wykorzystany.

Konwekcyjna grzałka zapewnia doskonałą wydajność inhalacji.
Konwekcyjna grzałka zapewnia doskonałą wydajność inhalacji.

Co do temperatur jeszcze – nawet korzystając z najniższego, zielonego ustawienia temperatury, byłem w stanie uzyskać gęstą parę. W przypadku ustawień żółtego i czerwonego para była natomiast naprawdę mleczna – momentami zastanawiałem się, czy susz w komorze nie uległ zapłonowi, tak jednak nie było – zawsze był co najwyżej ciemnobrązowy. Po zakończonej inhalacji susz nie ma hot spotów, mogę więc śmiało potwierdzić, że pomimo wysokich temperatur i konwekcyjnego ogrzewania Vivant VLeaF Go jest dobrze zaprojektowany i nie przypala suszu.

Wydajności sprzyja też styl inhalacji typu on-demand – jeśli z jakiegoś powodu chcemy lub musimy przerwać inhalację, wówczas możemy zrobić to bez problemu i bez żadnych strat. Wykonanie komory z aluminium zapewnia jej błyskawiczne stygnięcie po przerwaniu inhalacji, co również sprzyja oszczędności.

Podsumowując, Vivant VLeaF Go jest niesamowicie wydajny – potrafi z bardzo niewielkich ilości suszu wycisnąć dosłownie ostatnie soki, komora jest bardzo mała i ogólnie ten waporyzator bardzo sprzyja oszczędności suszu.

Za wydajność oceniam Vivant VLeaF Go na 95 punktów na 100. Czyli jest świetnie!

Dyskrecja

Vivant VLeaF Go Vaporizer to sprzęt niezwykle dyskretny – nie tylko jest bardzo niewielkich rozmiarów, ale kształtem przypomina klasycznego e-papierosa, dzięki czemu zdecydowana większość przypadkowych osób nawet nie zwróci uwagi na osobę z niego korzystającą.

Od strony wizualnej więc, jeśli będziemy korzystali z VLeaF Go bez żadnych dodatkowych akcesoriów do chłodzenia pary, waporyzator ten jest mistrzem dyskrecji i nie rzuca się w oczy. Bez większych obaw można więc korzystać z niego nawet w miejscach, w których możemy spotkać dużo postronnych osób.

Vivant VLeaF Go jest bardzo mały i dyskretny!
Vivant VLeaF Go jest bardzo mały i dyskretny!

Jeśli chodzi o zapach to sprawa również wygląda dobrze – para z Vivant VLeaF Go oczywiście pachnie, jednak nie jest to zapach intensywny. Na świeżym powietrzu znika praktycznie od razu, może więc być wyczuty tylko przez chwilę i tylko z bardzo bliskiej odległości. W pomieszczeniach również zapach nie utrzymuje się długo, jeśli zaś uchylimy okno to skrócimy go do zaledwie kilku minut.

Porównanie wielkości PAX 3 (po lewej) oraz Vivant VLeaF Go (po prawej).
Porównanie wielkości PAX 3 (po lewej) oraz Vivant VLeaF Go (po prawej).

Pomijając zapach pary, VLeaF Go nie emituje dużo zapachu gdy nie jest używany, nawet jeśli komora jest napełniona suszem. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy waporyzator wymaga czyszczenia i posiada znaczną ilość kondensatu w ustniku – wówczas faktycznie może być od niego wyczuwalny zapach. To tylko kolejny powód, dla którego warto regularnie czyścić swój waporyzator.

Podsumowując, za dyskrecję oceniam Vivant VLeaF Go na 95 punktów na 100.

Jeśli szukasz urządzenia, które nie rzuca się w oczy w tłumie, Vivant VLeaF Go jest właśnie tym sprzętem!

Bateria

Bateria to obszar, w którym właściwie wszystkie przenośne waporyzatory konwekcyjne (a szczególnie te typu on-demand) wypadają dość blado. W przypadku Vivant VLeaF Go, z racji na jego niewielkie rozmiary, nie spodziewałem się szczerze mówiąc żadnych rewelacji na tym polu.

Waporyzator Vivant VLeaF Go jest zasilany wbudowaną baterią wielokrotnego ładowania o pojemności 900 mAh. To więcej niż w przypadku Grasshoppera, którego bateria miała 750 mAh, natomiast nadal jest to o wiele mniej niż mają do zaoferowania np. bateria typu 18650, których pojemność może wynosić nawet 3500 mAh. Tego typu bateria jednak po prostu nie zmieściłaby się w tej wielkości waporyzatorze.

Wbudowana bateria jest ładowana przez port micro-USB.
Wbudowana bateria jest ładowana przez port micro-USB.

W moich testach bateria pozwalała na wykorzystanie od 4 do 6 komór, licząc średnio po 3 wdechy na jedno nabicie. Dokładna sumaryczna ilość wdechów, jaką uda nam się uzyskać na jednym ładowaniu, zależy od szeregu czynników, przede wszystkim od używanej temperatury i długości naszych wdechów. Warto też dodać, że tylko w przypadku pierwszych 3 nabić urządzenie pracuje z pełnią mocy. Gdy zaś bateria jest już mocniej rozładowana, również moc pracy grzałki zdaje się nieco słabnąć – to niestety dość powszechny problem jeśli chodzi o waporyzatory elektroniczne.

Ładowanie odbywa się przez port micro-USB i nie trwa długo, około godziny od pustej do pełnej baterii. Nie ma wprawdzie możliwości użytkowania urządzenia w trakcie ładowania, jednak godzina nie jest długim czasem ładowania baterii.

Największa wada na polu zasilania to w przypadku Vivant VLeaF Go fakt, że bateria nie jest wymienna. Kształt waporyzatora i fakt, że bateria jest umiejscowiona na jego samym dole aż się prosi się o umieszczenie jej w wymiennym module lub zrobienie zakręcanego wieczka na spodzie, które umożliwiałoby samodzielną wymianę baterii. Niestety, producent nie zapewnił takiej funkcjonalności.

Czy bateria Vivant VLeaF Go pozostawia lekki niedosyt? Zdecydowanie. Z drugiej strony, kiepska żywotność baterii to bolączka praktycznie wszystkich waporyzatorów tego typu.

Za baterię oceniam waporyzator Vivant VLeaF Go oceniam na 50 punktów na 100 możliwych.

Czyszczenie

Czyszczenie to obszar, w którym Vivant VLeaF Go przypadnie do gustu osobom nie lubiącym nadmiernie dużo czasu poświęcać na tego typu zabiegi. Waporyzator ten wymaga bowiem niewiele uwagi ze strony użytkownika, zaś jego czyszczenie jest bardzo proste i szybkie.

Podczas codziennej eksploatacji wystarczy jeśli po zakończeniu każdej inhalacji przetrzemy wyciorem wnętrze komory oraz sitko znajdujące się w ustniku. Zapobiegnie to zaklejaniu się waporyzatora drobinkami suszu i żywicy.

Głębsze czyszczenie też nie jest wymagające, do czego istotnie przyczynia się fakt, że komora jest możliwa do samodzielnego wyjęcia – po jej zdemontowaniu można ją po prostu wrzucić do pojemnika z ISO. Podobnie rzecz ma się z sitkiem z ustnika – należy je zdemontować i wrzucić do alkoholu, wnętrze ustnika należy zaś przetrzeć patyczkiem kosmetycznym nasączonym tymże.

Modułowa budowa Vivant VLeaF Go znacznie ułatwia czyszczenie.
Modułowa budowa Vivant VLeaF Go znacznie ułatwia czyszczenie.

Całość głębokiego czyszczenia nie zajmuje więcej niż kilka minut plus czas odmaczania w alkoholu. Następnie wszystkie odmaczane elementy należy wypłukać we wrzątku by pozbyć się resztek alkoholu i całkowicie wysuszyć. Wówczas można złożyć urządzenie w całość i gotowe – Vivant VLeaF Go w pełni wyczyszczony!

Czyszczenie VLeaF Go jest szybkie, łatwe i bezproblemowe.

Za czyszczenie Vivant VLeaF Go dostaje ode mnie 90 punktów na 100 możliwych.

Gwarancja

Jeśli chodzi o gwarancję, zdecydowana większość waporyzatorów z tego przedziału cenowego posiada roczną, niekiedy nawet półroczną gwarancję producenta. To niestety standard w branży jeśli chodzi o budżetowe waporyzatory. Na szczęście są jeszcze przepisy o rękojmi, dzięki którym możemy reklamować wadliwy sprzęt u jego sprzedawcy przez okres 2 lat od daty zakupy.

W przypadku Vivant VLeaF Go Vaporizer producent dość miło mnie zaskoczył – pomimo przystępnej ceny, VLeaF Go posiada 2-letnią gwarancję producenta. Teoretycznie to bez znaczenia, bowiem okres ten i tak pokrywa się z okresem rękojmi. Praktycznie jednak to o tyle istotne, że producent bierze odpowiedzialność za swój produkt.

Prosta kalkulacja pozwala też dojść do wniosku, że gdyby sprzęt miał nie wytrzymać takiego okresu czasu, wówczas producentowi taka gwarancja by się po prostu nie opłacała i nie oferowałby jej na swoje produkty.

Jakość wykonania VLeaF Go jest naprawdę solidna!
Jakość wykonania VLeaF Go jest naprawdę solidna!

Dodatkowo, warto podkreślić, że szereg elementów VLeaF Go użytkownik jest w stanie samodzielnie wymienić, w tym część najbardziej wrażliwą, czyli grzałkę. Części zamienne nie są drogie, zaś możliwość ich samodzielnej wymiany w razie awarii znacznie upraszcza procedurę reklamacji i jest ogromną zaletą.

Podsumowując, za gwarancję Vivant VLeaF Go oceniam na 85 punktów na 100 możliwych.

Jak na waporyzator w tej cenie jest bardzo dobrze – otrzymujemy solidną gwarancję producenta oraz możliwość samodzielnej wymiany kluczowych podzespołów.

Ostateczny werdykt

Szczerze mówiąc, po Vivant VLeaF Go nie spodziewałem się zbyt wiele. Miło jednak jest się czasem mylić – VLeaF Go zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie! Przyjrzyjmy się na koniec jego słabym i mocnym stronom.

Vivant VLeaF Go odznacza się świetnym stosunkiem jakości do ceny, dodatkowo zaś jest pierwszym elektronicznym waporyzatorem on-demand w segmencie cenowym, do które należą głównie sesyjne modele kondukcyjne. Jakość wykonania stoi na bardzo solidnym poziomie.

Jakość pary i jej smak również są w pełni zadowalające – czuć, że jest to ogrzewanie w 100% konwekcyjne. Jednocześnie Vivant VLeaF Go Vaporizer jest niesamowicie oszczędny, wykorzystując zdecydowanie poniżej 0,1 g suszu do jednej inhalacji.

Bardzo spodobało mi się także to, że waporyzator ten pasuje do większości filtrów wodnych bez użycia jakichkolwiek dodatkowych adapterów. Świetnym rozwiązaniem jest też modułowa budowa, pozwalająca na samodzielną wymianę kluczowych komponentów gdy zajdzie taka potrzeba.

Vivant VLeaF Go jest też bardzo prosty w obsłudze, technika inhalacji również jest bardzo prosta – poradzą sobie z nim więc nawet początkujący użytkownicy, za co duży plus. No i jest niesamowicie wręcz dyskretny!

Vivant VLeaF GO Vaporizer
Vivant VLeaF GO Vaporizer

Istotnych wad nie jest wiele. Para wprost z ustnika, z racji na krótką ścieżkę pary, jest dość ciepła, co części użytkowników może przeszkadzać. Filtracja wodna rozwiązuje jednak ten problem w pełni.

Bateria jest dość małej pojemności i nie wystarcza na zbyt długo – w mojej ocenie jednak typ ogrzewania oraz rozmiar urządzenia w pełni to uzasadniają. Szkoda natomiast, że bateria nie jest wymienna – no ale cóż, nie można mieć wszystkiego, szczególnie w tej cenie.

Podsumujmy więc Vivant VLeaF Go Vaporizer:

Ostateczny werdykt to 89 punktów na 100 możliwych.

Vivant VLeaF Go to solidny waporyzator typu on-demand, dostępny w bardzo korzystnej cenie. Dostarcza on dobrej jakościowo pary i jest niesamowicie oszczędny – jest to model wręcz stworzony do mikrodozowania!

Para wprost z ustnika jest wprawdzie dość ciepła, natomiast Vivant VLeaF Go można bez żadnych adapterów połączyć z większością filtrów wodnych dostępnych na rynku, co jest świetnym rozwiązaniem!

Niewielkie gabaryty i minimalistyczny design sprawiają, że VLeaF Go nie rzuca się w oczy i jest bardzo dyskretny. Ani obsługa ani technika inhalacji nie powinny przysporzyć trudności nawet całkiem początkującym użytkownikom.

Jest to waporyzator idealnie się nadający do jednoosobowych, szybkich inhalacji. Stosunek jakości do ceny jest zaś naprawdę mistrzowski!

 

Uff, dotarłeś do końca? Jeśli recenzja była dla Ciebie wartościowa, a sprzęt okazał się idealny, będę wdzięczny za dokonanie zakupu Vivant VLeaF GO Vaporizer w sklepie VapeFully. Dzięki współpracy z tą firmą mogę realizować swoją pasję i specjalnie dla Ciebie recenzować waporyzatory z całego świata!



Autor:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent waporyzatorów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się! Zapraszam też na grupę na Facebooku: Waporyzacja Ziół Leczniczych, gdzie otwarcie dzielę się swoją wiedzą i odpowiadam na bieżące pytania. 

Wejdź na wyższy poziom waporyzacji

 

Podobają Ci się moje recenzje i opinie na temat testowanych waporyzatorów? Chcesz dowiedzieć się więcej i być na bieżąco? Zapisując się do newslettera:

 
    •  - otrzymasz najświeższe informacje ze świata waporyzacji

    •  - jako pierwszy dowiesz się o najlepszych promocjach i konkursach!

              • Tylko i wyłącznie wartościowe treści :)

* pola wymagane

Klikając "Zapisz się!" wyrażasz zgodę na wysyłkę wiadomości na podany adres oraz przetwarzanie swoich danych osobowych w celach marketingowych przez High Experts sp. z o.o.. Wiem, że zgodę w każdej chwili mogę wycofać. Administrator gwarantuje że moje dane są bezpieczne i nigdzie nie udostępniane."