Odin Vaporizer – recenzja

IMG_7631
Odin Vaporizer to mały i dyskretny waporyzator przenośny firmy TopBond. Jest to model hybrydowy z przewagą kondukcji, który działa dobrze, jest bardzo łatwy w obsłudze i nie jest drogi, przez co to dobry model dla początkujących użytkowników. Jak każdy waporyzator, Odin ma też kilka wad – z mojej recenzji dowiecie się jakich i jak wpływają one na moją ogólną opinię na temat Odin Vaporizer. A jest ona pozytywna!

Odin Vaporizer to waporyzator przenośny wzglednie nowej firmy TopBond, która oprócz tego modelu dotychczas wypuściła jeszcze jedynie Torch Vaporizer. Producent przy projektowaniu tego modelu kierował się uwagami użytkowników forum FuckCombustion, czyli kopalni wiedzy o waporyzacji i vaporizerach. W efekcie Odin ma szklany ustnik, ceramiczną komorę grzewczą, precyzyjną regulację temperatury oraz funkcję wibracji. Premiera Odina miała miejsce w połowie 2016 roku i jest to model bardzo mało znany w Polsce, a szkoda. Odin ogrzewa susz hybrydowo, czyli poprzez połączenie kondukcji oraz konwekcji. Sprawia to, że waporyzacja przy pomocy Odina jest bardziej wydajna niż w przypadku modeli czysto kondukcyjnych, zaś z racji na zbliżoną cenę czyni to z niego poważną konkurencję dla modeli takich jak Flowermate V 5.0s czy Storm Vaporizer. Z mojej recenzji dowiecie się wszystkiego na temat tego modelu – w recenzji pogłębionej dokonuję szczegółowej analizy wszystkich jego wad i zalet. Jeśli więc myślisz nad zakupem pierwszego waporyzatora, koniecznie przeczytaj moją recenzję Odin Vaporizer!

Odin Vaporizer w skrócie

Pierwsze wrażenia – 85/100: Odin jest bardzo mały i wyglądem przypomina  e-papierosa typu box mod, co sprzyja zachowaniu dyskrecji. Sam waporyzator jest bardzo starannie wykonany, zaś w zestawie znajduje się również komplet wszystkich niezbędnych akcesoriów.

Łatwość użytkowania – 90/100: Obsługa Odina jest dziecinie prosta – użytkownik jedynie włącza/wyłącza waporyzator oraz reguluje temperaturę. Technika brania wdechów również nie jest ani trochę skomplikowana, dzięki czemu to dobry waporyzator dla początkujących użytkowników.

Vapor – 80/100: Para jest dobrej jakości i jest jej całkiem sporo. Z racji jednak na dość krótką ścieżkę pary, jest ona dość ciepła. Większości użytkowników nie powinno to jednak przeszkadzać. Smak również jest poprawny, choć używając wysokich temperatur raczej szybko znika.

Wydajność – 85/100: Dzięki hybrydowemu ogrzewaniu (kondukcja + konwekcja) Odin jest całkiem wydajny: można nabić mało, można nabić więcej, ten waporyzator poradzi sobie z różnej wielkości nabiciami i efektywnie wykorzysta zawartość komory. Możliwość używania małych nabić sprzyja z kolei oszczędności materiału.

Dyskrecja – 85/100: Odin wyglądem dość mocno przypomina box moda, co sprzyja zachowaniu dyskrecji i nie przyciąga zainteresowanych spojrzeń. Jesli chodzi o zapach to nie jest on problemem na świeżym powietrzu, zaś w pomieszczeniach znika stosunkowo szybko. Odin to ogólnie dość dyskretny sprzęt.

Bateria – 80/100: Bateria jest całkiem przyzwoita – na jednym ładowaniu w moich testach pozwalała ona na około 50 minut ciągłej waporyzacji. To wynik, który może nie powala na kolana, ale nawet w przypadku osób sporo wapujących dużo raczej nie zabraknie nam baterii w czasie gdy jesteśmy poza domem. Jeśli zaś tak się stanie – można podłączyć powerbank.

Czyszczenie – 90/100: Czyszczenia wymaga jedynie komora oraz szklany ustnik, przy czym Odin brudzi się stosunkowo powoli. Czyszczenie alkoholem izopropylowym raz na kilkanaście sesji jest w zupełności wystarczające. Odin to waporyzator ogólnie raczej mało wymagający pod kątem czyszczenia.

Gwarancja – 65/100: Producent daje na Odina rok gwarancji, co nie jest okresem długim, jest to natomiast raczej standard w tym segmencie cenowym. Natomiast zgodnie z prawem, każde urządzenie elektroniczne sprzedawane w UE ma 2 lata gwarancji ustawowej, zaś obowiązek jej realizacji spoczywa na sklepie.

Ostateczny werdykt – 85/100: Odin ma bardzo dobry stosunek jakości do ceny i jest niezwykle prosty w obsłudze, dzięki czemu to dobry waporyzator dla początkujących użytkowników. Odin dostarcza dobrych wrażeń i jest bardzo dyskretny. Na pochwałę zasługuje też wydajność – Odin dobrze działa również z małymi nabiciami, co sprzyja oszczędności materiału.

IMG_7640
Zawartość zestawu.

Kliknij tutaj aby kupić Odin Vaporizer w polecanym przeze mnie sklepie, w którym sam kupuję swoje waporyzatory.

970x310b-vapomaniak

Odin Vaporizer – recenzja pogłębiona

Pierwsze wrażenia

Odin Vaporizer zapakowany jest w bardzo małe kartonowe pudełko. W sumie byłem dość zdziwiony tym jak małe, ponieważ spodziewałem się, że Odin będzie trochę większy niż jest w rzeczywistości. Odin Vaporizer jest mały – jest mniej więcej wielkości standardowego box moda (czyli e-papierosa z dużą baterią), nieco mniejszy od paczki papierosów. Obudowa jest wykonana z plastiku, jednak sprawia on dobre wrażenie, nie wygląda „tanio”. Konstrukcja trochę przypomina mi Flowermate V 5.0s – Odin również posiada dwie przesuwane klapki. Jedna z nich jest na górze i skrywa ceramiczną komorę grzewczą. Drugie wieczko jest na dole i jest zamknięciem schowka na szklany ustnik. Odin posiada trzy przyciski – dwa do regulacji temperatury i jeden do włączania/wyłączania. W pobliżu przycisków znajduje się wyświetlacz służący do regulacji temperatury oraz odczytu poziomu naładowania baterii. Ogólnie rzecz biorąc, Odin sprawia wrażenie dość solidnie zbudowanego.

IMG_7645
Odin dobrze leży w dłoni.

Poza samym vaporizerem w pudełku znajdziemy jeszcze zapasowy szklany ustnik (duży plus za to – tego typu ustniki lubią się tłuc przy upadku), kabel USB do ładowania, instrukcję obsługi oraz zestaw bardzo podstawowych elementów – wycior, ubijak, kilka zapasowych sitek. Jest to więc z jednej strony bardzo podstawowy komplet akcesoriów, z drugiej zaś strony w pełni wystarcza on do korzystania z Odina.

Przed pierwszym użyciem naładowałem Odina do pełna, co trwało niecałe 2 godziny. Następnie wykonałem burn-off czyli przepalenie na sucho. Po kilku pełnych cyklach (w sumie 15-20 minut grzania) z komory nie czułem żadnego niepokojącego zapachu, jedynie lekki zapach nowego sprzętu. Zapach ten zniknął całkowicie po pierwszej inhalacji.

Podsumowując, Odin robi dobre pierwsze wrażenie – nie zwala może z nóg, natomiast jak na sprzęt w tej cenie prezentuje się bardzo w porządku. Za pierwsze wrażenie Odin Vaporizer oceniam na 85 punktów na 100. Bez fajerwerków, ale też bez większych uchybień.

Łatwość użytkowania

Odin Vaporizer to typowy tzw. no-brainer, czyli sprzęt banalny w obsłudze. Kilkukrotne szybkie wciśnięcie głównego przycisku sprawia, że waporyzator włącza się i automatycznie rozpoczyna nagrzewanie do ostatnio używanej temperatury. W tym czasie możemy oczywiście ustawić dowolną inną temperaturę – Odin oferuje płynną regulację temperatury w zakresie 80-230 stopni Celsjusza. To bardzo szeroki zakres, moim zdaniem w zupełności wystarczyłoby jeśli górną granicą byłoby 220 stopni Celsjusza, ponieważ 230 stopni to już temperatura na granicy zapłonu. W zależności od wybranej temperatury oraz poziomu naładowania baterii Odin rozgrzewa się w 45-60 sekund co jest wynikiem przeciętnym jak na tańsze waporyzatory wypuszczane na rynek w przeciągu ostatniego roku.

Po osiągnięciu ustawionej temperatury vaporizer wibruje, co jest bardzo cenioną przeze mnie funkcją, która znacznie zwiększa komfort użytkowania. Tym bardziej dziwi mnie więc fakt, że Odin NIE WIBRUJE kiedy kończy się 5-minutowa sesja i grzałka się wyłącza – jeśli się zagapimy i nie patrzymy na wyświetlacz to o końcu sesji możemy dowiedzieć się jedynie na skutek braku pary. To dla mnie dość niezrozumiałe skoro urządzenie posiada wbudowany moduł wibracyjny.

IMG_7648
Schowek na ustnik.

Odin to vaporizer przenośny typu hybrydowego, czyli łączy on ogrzewanie kondukcyjne z konwekcyjnym. To zawsze lepsze niż sama kondukcja, choć w przypadku Odina proporcje kondukcji do konwekcji oceniłbym na 80/20 – grzeje on głównie komorą. Element konwekcji sprawia jednak, że Odin radzi sobie nawet z luźno wsypanym do komory suszem – nie ma konieczności mocnego ubijania zawartości komory jak w przypadku modeli w 100% kondukcyjnych.

Specyfika tego waporyzatora jest taka, że im wolniejsze i dłuższe będą nasze wdechy, tym więcej pary uzyskamy. Największe chmury będziemy więc wypuszczać przy bardzo powolnych wdechach, które będą trwały przynajmniej 5 sekund. Uchylając i domykając wieczko na spodzie vaporizera, czyli schowek na ustnik, możemy też regulować dopływ powietrza do komory, co wpływa na gęstość pary oraz opór przy wdechu. Przy otwartym wieczku przepływ powietrza będzie swobodny ale para mniej gęsta. Z kolei przy zamkniętym para będzie bardziej gęsta ale opór przy wdechu będzie  nieco większy.

Odin to waporyzator bardzo łatwy i intuicyjny w obsłudze, nie wymaga on opanowania żadnej szczególnej techniki. Za łatwość użytkowania oceniam Odina na 90 punktów na 100.

Vapor

Jakość pary jest jednym z trudniejszych do oceny aspektów Odin Vaporizer. Z jednej strony jakość samego vaporu jest bardzo dobra, z drugiej zaś strony nie jest on zbyt dobrze schłodzony. W przypadku osób, które właśnie przestawiły się na waporyzację z tradycyjnego palenia nie będzie to żaden problem – para z Odina jest znacznie chłodniejsza od dymu. Dla mnie jednak jest ona trochę zbyt ciepła, co poczuć można szczególnie przy dłuższych wdechach i na wyższych temperaturach. Kiedy jednak podłączę Odina do fajki wodnej, nawet na sucho (bez wody), para ma okazję odpowiednio się schłodzić i dopiero wtedy można docenić jej naprawdę wysoką jakość. Każdy waporyzator oceniam jednak za to, jak działa bez żadnych dodatków. A w przypadku Odina krótka odległość od komory do końca ustnika nie gwarantuje należytego schłodzenia pary – gorący vapor wprost z komory trafia do ustnika po pokonaniu zaledwie jednego sitka, brak jest jakichkolwiek dodatkowych systemów chłodzących. Szklany ustnik co prawda przejmuje trochę ciepła, ale to para wciąż jest raczej mocno ciepła. Tak jak wspomniałem powyżej, jest to moja subiektywna ocena – większości użytkowników temperatura pary nie powinna jakoś szczególnie doskwierać.

Smak pary jest z kolei całkiem dobry, co jest wynikiem połączenia ceramicznej komory oraz szklanego ustnika. Jak w każdym waporyzatorze, smak pary produkowanej przez Odin jest najlepszy kiedy używamy niskich temperatur oraz w pierwszej części sesji. Przy temperaturach powyżej 200 stopni smak znika dość szybko, co również jest raczej standardem.

IMG_7632
Ceramiczna komora grzewcza.

Co do ilości pary to jest ona przeciętna – aby wypuszczać większe obłoczki będziemy musieli użyć temperatury w okolicach 200 stopni Celsjusza i brać wzglednie długie wdechy. Oczywiście przy użyciu bardzo wysokich temperatur, rzędu 215-220 stopni, będziemy w stanie uzyskać bardzo duże chmury, jednak będzie to okupione mniejszym komfortem inhalacji spowodowanym mocno ciepłą parą.

Jeśli zaś chodzi o moc vaporu to swoją mocą może nie zwala on z nóg, natomiast jeśli nabijemy do komory 0,2 g suszu i wykonamy 10-minutową inhalację w temperaturze 190-200 stopni to zdecydowanie Odin da radę „zrobić robotę”. Odin jak najbardziej potrafi mocno działać, po prostu nie działa równie szybko co Mighty Vaporizer czy Sticky Brick i taka sama ilość suszu jest wykorzystywana nieco wolniej. Dla niektórych użytkowników, szczególnie tych lubiących długie sesje, będzie to zaletą.

Podsumowując, jakość vaporu jest dobra, jednak jest on w mojej ocenie zbyt ciepły, co nieco obniża moją ocenę w tej kategorii. Za vapor Odin oceniam na 80 punktów na 100. Jest dobrze, ale nie bardzo dobrze

Wydajność

Jak wspomniałem powyżej, Odin do prawidłowego działania nie wymaga mocnego ubicia ziół w komorze – to zasługa cześciowo konwekcyjnego ogrzewania, które poprawia ogólną wydajność Odina. To wyraźna przewaga nad urządzeniami zbliżonymi cenowo ale w pełni kondukcyjnymi jak np. Storm Vaporizer czy Flowemate V 5.0s, które wymagają nabicia do komory minimum 0,25 g. W przypadku Odina satysfakcjonującą inhalację damy radę wykonać już przy użyciu ilości rzędu 0,1 g suszu, wówczas para będzie jedynie nieco mniej gęsta niż przy użyciu większych ilości. Jeśli zaś zmielimy zioła bardzo drobno i ubijamy je mocno to uda nam się zmieścić w komorze ok. 0,3 g ziół. Daje to dość sporą swobodę i poprawia ogólną wydajność Odin Vaporizer.

Jeśli chodzi o zdolność do wydobywania substancji aktywnych zawartych w waporyzowanych ziołach to w przypadku Odina jest ona wysoka. Po zakończonej inhalacji susz jest ciemnobrązowy i jest równomiernego koloru, co świadczy o skutecznym odparowaniu substancji aktywnych zawartych w suszu.

Mimo wszystko jest to jednak model sesyjny, czyli wymagający wykorzystania całej zawartości komory podczas jednej inhalacji, co nieco pogarsza wydajność. Oczywiście, inhalację teoretycznie da się przerwać i wznowić przy innej okazji, natomiast będzie to rozwiązanie mało ekonomiczne, dodatkowo zaś ucierpi na nim smak pary. Ponadto, susz jest ogrzewany komorą przez cały czas trwania sesji, a więc również pomiędzy wdechami pary, co również nie sprzyja wydajności.

Za wydajność Odina oceniam na 85 punktów na 100. Nie wymaga on mocnego ubicia ziół w komorze, co jest możliwe dzięki elementowi konwekcyjnego ogrzewania. Substancje aktywne zawarte w ziołach są wydobywane bardzo skutecznie. Wydajność nieco pogarsza sesyjny styl inhalacji.

Dyskrecja

Odin jest bardzo dyskretny z wyglądu – jak wspomniałem wcześniej, jest niewielki i wyglądem przypomina box moda. Nawet szklany ustnik nie pogarsza znacząco dyskretnego wyglądu, ponieważ jest krótki i dość szeroki. Korzystanie z Odin Vaporizer poza domem nie powinno więc dla nikogo wyglądać ani trochę podejrzanie.

IMG_7650
Porównaniu rozmiaru Odin (po lewej) i PAX 3 (po prawej).

Jeśli chodzi o zapach to również nie ma go bardzo dużo, ale zdecydowanie jest wyczuwalny, szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach. Z drugiej jednak strony, zapach stosunkowo szybko znika – po kilkunastu minutach od waporyzacji w pomieszczeniu jest on jedynie ledwo wyczuwalny. Na świeżym powietrzu znika zaś praktycznie od razu.

Ogólnie rzecz biorąc, Odin to raczej dyskretny waporyzator i w związku z tym za dyskrecję oceniam go na 85 punktów na 100 – to bardzo dobry wynik.

Bateria

Odin posiada standardową baterię typu 18650, jest ona wbudowana i nie ma możliwości jej samodzielnej wymiany. Pojemność baterii to 2500 mAh, w moich testach pozwalało to zwykle na około 50 minut ciągłej waporyzacji, co przekłada się na 10 sesji na jednym ładowaniu. To dobry wynik, może nie powalający na kolana, ale też nie poniżej przeciętnej.

Ładowanie odbywa się przy pomocy dowolnej ładowarki micro-USB, co jest dużą zaletą – w razie potrzeby można bardzo łatwo podłączyć powerbank. Jeśli więc sporo przebywacie poza domem to takie rozwiązanie wchodzi w grę i może się przydać. W zestawie z Odinem nie otrzymujemy ładowarki ściennej, jedynie sam kabel USB. Waporyzator można więc naładować przy pomocy komputera lub ładowarki ściennej od telefonu. Ładowanie od pustej baterii do pełna trwa około 2 godzin i w jego trakcie waporyzacja nie jest możliwa.

Za baterię oceniam Odina na 80 punktów na 100. Jest ona bardzo w porządku, ale nie powala na kolana.

Czyszczenie

Odin jest waporyzatorem mało wymagającym jeśli chodzi o czyszczenie. Jedynymi obszarami wymagającymi regularnego czyszczenia jest ceramiczna komora grzewcza oraz szklany ustnik, przy czym znacznie częściej czyścić będziemy ustnik.

Jeśli chodzi o komorę to brudzi się ona raczej powoli – jej czyszczenie raz na 20-30 sesji w zupełności wystarczy. Kiedy jednak będzie ona już nieco zaklejona żywicą, wystarczy przetrzeć ją patyczkiem kosmetycznym nasączonym w ISO – najlepiej trzymać wtedy waporyzator do góry nogami, dzięki czemu ewentualny nadmiar alkoholu nie przecieknie do wnętrza urządzenia tylko wycieknie na zewnątrz.

IMG_7643

Ustnik składa się z kilku elementów – części szklanej, części metalowej z gwintem, stalowego sitka oraz kilku uszczelek. Po rozłożeniu go na części pierwsze wszystkie elementy poza uszczelkami można na kilkanaście minut wrzucić do alkoholu, a następnie przepłukać mocnym strumieniem gorącej wody. Pełne czyszczenie ustnika dobrze jest wykonać raz na 10-15 sesji.

Ogólnie rzecz biorąc, czyszczenie Odina jest mało wymagające i szybkie. Dlatego w tej kategorii Odin dostaje 90 punktów na 100 możliwych.

Gwarancja

Odin posiada roczną gwarancję producenta, co jest raczej standardem w tej kategorii cenowej. Rok gwarancji to dość krótko jak na waporyzator elektroniczny. Na szczęście na wszystkie urządzenia elektroniczne zakupione w UE przysługuje 2-letnia gwarancja ustawowa, co trochę ratuje sytuację. Nie zmienia to jednak faktu, że producent nie bierze odpowiedzialności za swój produkt przez okres użytkowania dłuższy niż rok. Z drugiej strony patrząc, jest to dość zrozumiałe, szczególnie biorąc pod uwagę stosunkowo niską (jak na waporyzator!) cenę Odina. Swój egzemplarz posiadam od stosunkowo niedawna, nie mogę się więc wypowiedzieć o jego działaniu z perspektywy dłuższego okresu użytkowania. Urządzenie sprawia natomiast bardzo solidne wrażenie i wątpię, aby miało odmówić pracy po roku.

Za gwarancję Odin Vaporizer oceniam na 65 punktów na 100. Rok gwarancji to moim zdaniem po prostu zbyt krótko.

Ostateczny werdykt

Odin to mały i dyskretny vaporizer przenośny, który dzięki hybrydowemu ogrzewaniu dobrze działa zarówno z małymi jak i dużymi nabiciami. Dzięki temu jest to wydajny model, znacznie bardziej oszczedny od vaporizerów czysto kondukcyjnych. Obsługa jest dziecinnie prosta, zaś znany z serii Flowermate schowek na ustnik dobrze sprawdza się również w przypadku Odina. Jakość pary jest dobra, choć dla mnie jest ona trochę zbyt ciepła. Bateria pozwala na sporo sesji na jednym ładowaniu zaś czyszczenie nie jest ani trochę wymagające. Trochę szkoda, że producent daje zaledwie rok gwarancji, z drugiej strony jest to w pełni zrozumiałe w przypadku vaporizerów przenośnych z tej kategoriii cenowej.

Podsumujmy więc Odin Vaporizer:

  • Pierwsze wrażenia – 85/100
  • Łatwość użytkowania – 90/100
  • Vapor – 80/100
  • Wydajność – 85/100
  • Dyskrecja – 85/100
  • Bateria – 80/100
  • Czyszczenie – 90/100
  • Gwarancja – 65/100

Ostateczny werdykt to 85 punktów na 100. Odin to dobrze działający i bardzo solidnie zbudowany waporyzator hybrydowy w przystępnej cenie. Jest bardzo łatwy w obsłudze i całkiem wydajny, sprzyja też zachowaniu dyskrecji. W ogólnym rozrachunku Odin to dobra propozycja dla osób chcących kupić swój pierwszy waporyzator, w dodatku niekoniecznie wydając na niego fortunę.

Autor recenzji:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent vaporizerów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s