VapCap Original Vaporizer – recenzja (aktualizacja)

dsc_0632VapCap Original Vaporizer to najtańszy waporyzator, który do tej pory zrecenzowałem. Należy do kategorii waporyzatorów butanowych – najpierw płomieniem ogrzewamy metalową nasadkę komory na zioła, potem zaczynamy wdychać parę wydzielaną przez zioła pod wpływem temperatury. Działa świetnie, jak każdy waporyzator ma parę wad, ale ogólnie to najtańszy sposób na bardzo przyzwoitą waporyzację. Zapraszam do lektury mojej recenzji VapCap’a!

VapCap Original Vaporizer to ciekawe urządzenie. Jest produkowany w USA, w głównej mierze składa się ze szkła. Wygląda jak trochę bardziej skomplikowana fifka z metalową nasadką na cybuch (w stylu zatyczki długopisu), a całość jest wielkości papierosa. Zero baterii, zero elektroniki. Źródłem ciepła ogrzewającego susz w przypadku VapCap jest płomień – najlepiej palnika butanowego. Konstrukcja jest jednak tak pomyślana, że nie wdychamy pozostałości spalonego butanu, jak w przypadku np. Sticky Brick Vaporizer, dzięki czemu jakość butanu używanego w palniku nie ma najmniejszego znaczenia. Równie dobrze można zresztą używać zwykłej zapalniczki, a nawet płomienia świecy. Płomieniem ogrzewamy metalową nasadkę do momentu aż wyda ona z siebie kliknięcie, które oznacza osiągniecie odpowiedniej temperatury. Wtedy można zacząć brać wdechy. Gdy VapCap kliknie ponownie to będzie to znak, że temperatura spadła i trzeba ponownie ogrzać metalową nasadkę.

Choć VapCap nie produkuje wielkich kłębów pary to zdecydowanie „robi robotę” i jest dostępny w bardzo przystępnej cenie. I choć to w chwili obecnej najtańszy recenzowany przeze mnie waporyzator, to wcale nie znaczy, że najgorszy. Wręcz przeciwnie – jestem nim zachwycony!

EDIT (kwiecień 2017): ostatnio sporo korzystałem z VapCap’a i odkryłem, że nie zakrywając „sprzęgła” (lub zakrywając je w bardzo niewielkim stopniu) można uzyskać znacznie lepsze efekty. Gdy nie zakrywamy sprzęgła, para nie jest zbyt ciepła ani drapiąca (jak pisałem w oryginalnej wersji swojej recenzji), jest gładka i delikatna, ale równie mocna. Można też wypuszczać duże chmury. Z tego względu podniosłem ocenę VapCap’a Original i wprowadziłem poprawki do recenzji w kilku miejscach – zaznaczyłem je na czerwono.

VapCap Original Vaporizer – w skrócie

Pierwsze wrażenia – 70/100: VapCap Original sam sobie robi świetne wrażenie – jest niezwykle starannie wykonany, bardzo mały (wielkości papierosa) i do działania potrzebuje jedynie płomienia, więc można zapomnieć o konieczności ładowania baterii. Trochę razi za to brak JAKICHKOLWIEK akcesoriów poza ochronną tubką do przechowywania VapCapa.

Łatwość użytkowania – 90/100: VapCap jest banalny w obsłudze – ogrzewasz końcówkę, czekasz aż kliknie i bierzesz wdechy do czasu, kiedy nie kliknie ponownie. Wtedy ogrzewasz ponownie. Po zakończonej inhalacji zawartość komory wydłubujesz drugą stroną metalowej nakładki. VapCap nie wymaga również żadnej szczególnej brania techniki wdechów.

Vapor – 85/100: Vapor produkowany przez VapCap jest zaskakująco mocny pomimo tego, że widocznej pary nie jest dużo. Jeśli chodzi o moc, jest lepiej niż bardzo dobrze. Jeśli zaś chodzi o jakość pary – czasami potrafi ona być zbyt gorąca i trochę drapać po gardle. Smak również jest zaledwie poprawny, nie powala na kolana. to jest ona bardzo dobra – przy odpowiedniej technice vapor jest komfortowej temperatury, nie drapie po gardle i jest przyjemny w smaku [EDIT – kwiecień 2017].

Wydajność – 100/100: Jeśli chodzi o wydajność, VapCap naprawdę błyszczy. Komora mieści maksymalnie ok. niecałe 0,1 g i taka ilość potrafi dać zaskakująco mocne efekty. Po zakończonej inhalacji susz nie jest w 100% równomiernego koloru, więc pewnie dałoby się wyciągnąć z niego jeszcze ciut więcej. Stosując odpowiednią technikę jesteśmy w stanie w pełni wykorzystać substancje zawarte w suszu. Ogólnie rzecz biorąc VapCap jest BARDZO wydajny i przekłada się to na znaczne oszczędności na ziołach [EDIT – kwiecień 2017].

Dyskrecja – 70/100: Pod kątem dyskrecji VapCap jest trudny do oceny. Z jednej strony to jeden z najmniejszych istniejących vaporizerów. Z drugiej strony konieczność ogrzewania końcówki zapalniczką i wygląd sprzętu sprawiają, że moim zdaniem używanie go w miejscach publicznych może nasuwać dość jednoznaczne skojarzenia i z tego powodu z VapCapa polecam korzystać w domu lub w ustronnych miejscach.

Czyszczenie – 90/100: Trudno sobie wyobrazić, aby mogło być łatwiejsze. VapCap należy rozebrać na części, szklane elementy odmoczyć w alkoholu, ustnik zaś przetrzeć nasączonym alkoholem patyczkiem kosmetycznym. Trzeba jedynie uważać, aby nie rozbić któregoś ze szklanych elementów.

Gwarancja – 60/100: VapCap Original jest objęty gwarancją, jednak nie udało mi się nigdzie znaleźć szczegółowych informacji na temat długości jej trwania. Z pewnością gwarancja nie będzie obejmowała przypadków stłuczenia VapCapa, trzeba więc po prostu mieć na uwadze, że to bardzo delikatny sprzęt, wykonany z cienkiego szkła. Z drugiej strony, w przypadku jakichkolwiek defektów/wad fabrycznych, VapCap wymieniany jest przez producenta na nowy egzemplarz, bez zadawania zbędnych pytań.

Ostateczny werdykt – 85/100: VapCap Original nie powala na kolana jakością pary, za to jej moc naprawdę robi wrażenie – zdecydowanie „robi robotę” bardzo skutecznie, a jakość produkowanej przez niego pary jest świetna jeśli opanujemy odpowiednią technikę brania wdechów. Jest to przy tym jeden z najbardziej wydajnych i oszczędnych modeli dostępnych na rynku. VapCap to miniaturowy vaporizer, do którego obsługi wystarczy jedynie płomień oraz zioła. Obsługa jest bardzo prosta, czyszczenie również. Trochę brakuje dodatkowych akcesoriów, z drugiej strony jednak cena jest naprawdę niewygórowana. VapCap Original to moim zdaniem najtańszy (obok Vapocane) sposób na prawdziwą waporyzację na przyzwoitym poziomie [EDIT – kwiecień 2017].

dsc_0619
VapCap Original rozłożony na części pierwsze.

Zachęcam do kupna VapCap Original Vaporizer w polecanym przeze mnie sklepie, w którym sam kupuję swoje waporyzatory.VF-Vapomaniak

VapCap Original Vaporizer – recenzja pogłębiona

Pierwsze wrażenia

Kupowałem kilka waporyzatorów jednocześnie, więc VapCap nie przyszedł do mnie w osobnej paczce. Pomiędzy innymi sprzętami znalazłem owiniętą bąbelkową folią zieloną zamykaną tubę, przypominającą trochę te służące do przenoszenia skręta. Uwaga numer jeden: nie otwieracie tej tuby do góry nogami. Uwaga numer dwa: w środku jest VapCap, który jest szklany ;-) Mi szczęśliwie udało się uniknąć jego upuszczenia, choć nie brakowało wiele. Pomijając ten szczegół (kto normalny otwiera rzeczy do góry nogami?) moje pierwsze i dominujące  wrażenie było takie, że VapCap jest bardzo, bardzo mały. Wiedziałem o tym wcześniej, natomiast dopiero gdy wziąłem go do ręki to poczułem jak bardzo jest mały. Jest niemal dokładnie wielkości normalnego papierosa. Nasadka jest wykonana z niezwykle cienkiego tytanu, który zmieniając temperaturę zmienia też swoją gęstość, dzięki czemu możliwe było wprowadzenie sprytnego rozwiązania z klikaniem po osiągnięciu i utraceniu optymalnej dla waporyzacji temperatury. Pod nasadką znajduje się niewielka komora na zioła, która zmieści mniej niż standardowa fifka, ponieważ zawartość nie będzie aż tak ubita. Za komorą znajdują się dwie szklane dysze, jedna w drugiej, które tworzą zasadniczą część vaporizera. Na końcu tej części znajduje się silikonowy ustnik.

Sam vaporizer  robi świetne pierwsze wrażenie. Może poza tym, że już na pierwszy rzut oka widać, że bardzo łatwo go rozbić, bo wykonany jest ze szkła. Trochę gorzej, że do VapCapa nie dołączono… nic! Tylko wspomnianą na wstępie zieloną tubę. Zero instrukcji, pudełka, wyciorów, akcesoriów, części zapasowych itd. VapCap w zielonej tubce ochronno-antyzapachowej. I nic więcej. Za pierwsze wrażenie VapCap dostaje 70 punktów na 100. Sam w sobie prezentuje się świetnie, ale fakt, że nie dołączono do niego absolutnie nic, działa jednak trochę na niekorzyść pod względem pierwszego wrażenia.

dsc_0636
Porównanie wielkości VapCap Original (na dole) z PAX 2 (na górze).

Łatwość użytkowania

Sprawa nie jest szczególnie skomplikowana: końcówkę VapCapa ogrzewamy płomieniem tak długo, aż kliknie. Oznacza to osiągnięcie optymalnej temperatury. Wówczas na bardzo krótką chwilę zatykamy palcem „sprzęgło”, zwalniamy je i rozpoczynamy branie wdechów. Zazwyczaj udaje mi się wziąć 2-3 buchy zanim VapCap kliknie ponownie, sygnalizując, że trzeba go znowu ogrzać. Jest to genialnie prosta i intuicyjna zasada działania.

Technika brania wdechów również nie jest skomplikowana – na krótką chwilę zatykamy „sprzęgło” aby zakumulować więcej ciepła w komorze, zwalniamy sprzęgło i wykonujemy długi, ale nie koniecznie super-wolny wdech. Możemy też zatykać sprzęgło przez cały czas i jedynie gdy para robi się zbyt ciepła, wpuszczać trochę dodatkowego powietrza odsłaniając na chwilę „sprzęgło”.

Zazwyczaj VapCap’a muszę ogrzać 2-3 razy, aby wykorzystać całą zawartość komory. Gdy zioła są już zużyte (da się to łatwo poznać po smaku), należy odczekać krótką chwilę aż tytanowa nasadka ostygnie i zdjąć ją z końca VapCapa. Drugim końcem nasadki można wygodnie wydłubać zawartość komory. Następnie umieszczamy nasadkę z powrotem na miejscu, chowamy VapCap to ochronnej tuby i tyle. Pomiędzy kliknięciem oznaczającym schłodzenie a ponownym ogrzaniem najlepiej odczekać około 30 sekund – zapobiegnie to przegrzaniu ziół w komorze.

VapCap jest bardzo prosty w obsłudze, opanowanie techniki brania wdechów nie powinno zająć więcej niż kilka minut. Dużym plusem jest to, że można użyć dowolnego typu płomienia, choć jak już wspominałem wcześniej, najlepiej sprawdza się palnik butanowy – ogrzewa najszybciej i nie pozostawia sadzy. Łatwość użytkowania VapCapa oceniam na 90 punktów na 100 [EDIT – kwiecień 2017].

Vapor

Jakość pary produkowanej przez VapCap jest bardzo dobra, jeśli chodzi o smak i delikatność vaporu jest to mniej więcej ta sama kategoria co w porządku, choć nie powala na kolana, np. MFLB.prezentuje się pod tym kątem  lepiej. Zbyt długi wdech Robienie wdechów przy całkowite zatkanym „sprzęgle” zaraz po rozgrzaniu końcówki VapCapa może spowodować, że para będzie dość gorąca i drapiąca po gardle. Wówczas po wykończeniu całej komory zdarza mi się trochę kaszleć. Dla mnie to wada, choć dla wielu osób, które na waporyzację niedawno przesiadły się z tradycyjnego palenia będzie to zaleta – para produkowana przez VapCapa jest bardziej wyczuwalna na gardle i płucach od delikatnej pary produkowanej przez waporyzatory z wyższej półki, przez co bardziej może przypominać wrażenia towarzyszące normalnemu paleniu. Jeśli jednak „sprzęgło” zasłonimy tylko na krótką chwilę lub nie zasłonimy go wcale, wówczas para będzie świetna – nie za ciepła, niedrapiąca po gardle, ale wciąż bardzo mocna. Jeśli chodzi o smak, to na początku sesji jest on całkiem przyjemny, pod koniec jednak może mieć już trochę przypalony i mniej przyjemny smak.

Korzystając z VapCapa nie będziesz wypuszczać wielkich kłębów pary – będą to raczej małe obłoczki, a czasami para nie będzie widoczna niemal wcale. w odpowiedni sposób da się wypuszczać całkiem spore chmury, przy czym . Nie przeszkadza to jednak w tym, aby para była para jest naprawdę mocna. To najlepsza strona vaporu produkowanego przez ten waporyzator – potrafi on naprawdę zaskoczyć mocą i dostarczyć bardzo intensywnych wrażeń. Być może jest to kwestia wysokiej temperatury, w jakiej dochodzi do waporyzacji, w każdym razie jeśli chodzi o moc pary to VapCap pod tym względem przebija sporą część wielokrotnie droższych vaporizerów elektronicznych. Nie mamy zbytniego wpływu na Moc i gęstość pary mogą być regulowane poprzez zasłanianie i odsłanianie „sprzęgła”, jeśli natomiast zależy Ci jedynie na tym, aby waporyzator „zrobił robotę” to VapCap na pewno Cię nie rozczaruje. Mniej natomiast polecam go użytkownikom medycznym – w takim przypadku stabilizacja temperatury i możliwość jej regulacji jest jednak bardzo ważna.

dsc_0617
Komora na zioła jest bardzo mała.

Vapor produkowany przez VapCap nie powala jakością – potrafi być zbyt gorący i drapać po gardle. jest świetny jeśli odpuścimy zasłanianie „sprzęgła”. Smak również nie powala na kolana. Jest za to bardzo efektywny i zdecydowanie „robi robotę” – lepiej od sporej części kilkukrotnie droższych waporyzatorów elektronicznych. Za vapor VapCap oceniam na 70 85 punktów na 100 [EDIT – kwiecień 2017].

Wydajność

Pod kątem wydajności VapCap naprawdę błyszczy. Komora na zioła jest bardzo mała, pozwala na nabicie mniej niż do tradycyjnej fifki, 0,1 g wydaje się być raczej górną granicą. Spokojnie można nabić też znacznie mniej – praktycznie z każdą ilością VapCap działa idealnie. Efekty, jakie można uzyskać z tak niewielkiej ilości potrafią naprawdę zadziwić. To po prostu mocne uderzenie, które powinno zadowolić wszystkich użytkowników rekreacyjnych. Co więcej, w mojej subiektywnej ocenie efekt działania ziół utrzymuje się w przypadku VapCapa dłużej niż w przypadku innych vaporizerów.

Jedno nabicie wystarcza na 4-6 wdechów – pewnie dałoby się wyciągnąć więcej jeśli pogodzimy się z faktem, że pod koniec smak pary nie będzie zbyt szałowy. Po zakończonej inhalacji ABV jest miejscami dość mocno ciemnobrązowe, zazwyczaj jednak nie jest idealnie równomiernego koloru – zapewne więc z suszu dałoby się wyciągnąć jeszcze trochę więcej. Pytanie tylko po co, skoro 4-5 wdechów z VapCapa sprawia, że przez pół dnia chodzę z szerokim uśmiechem na twarzy ;-)

Pod kątem wydajności VapCap sprawuje się naprawdę świetnie i za wydajność dostaje 90 100 punktów na 100. Bardzo mała ilość ziół dostarcza bardzo mocnych wrażeń = jest to bardzo oszczędny sprzęt. Jeśli chodzi o wydajność – VapCap rządzi! [EDIT – kwiecień 2017].

Dyskrecja

Jeśli chodzi o dyskrecję to VapCap jest dość trudny do oceny. Z jednej strony jest bardzo mały, łatwy do ukrycia i nie wydziela dużo zapachu. Z drugiej strony, rozgrzanego do wysokiej temperatury VapCapa raczej ciężko byłoby szybko schować do kieszeni lub ukryć w dłoni jeśli zaszłaby taka potrzeba. Konieczność ogrzania go płomieniem oraz wygląd też powodują, że korzystanie w miejscach publicznych raczej zdecydowanie odpada.

dsc_0626
VapCap Original jest wielkości papierosa.

Za dyskrecję VapCap dostaje 70 punktów na 100. Jest bardzo mały, ale korzystanie z niego nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia, zalecam więc zadbanie o odpowiednie okoliczności inhalacji – najlepiej z dala od ciekawskich spojrzeń.

Czyszczenie

Czyszczenie VapCapa jest bardzo proste – należy go rozebrać na części i wszystkie szklane elementy odmoczyć w alkoholu izopropylowym. Nie należy odmaczać uszczelki ani silikonowego ustnika – w tym wypadku polecam po prostu przetrzeć je patyczkiem nasączonym ISO i szybko wypłukać w ciepłej wodzie.

VapCap nie brudzi się przesadnie szybko, ja pierwsze czyszczenie przeprowadziłem dopiero po ponad 20 użyciach, przy czym nie było ono jeszcze absolutnie konieczne – chodziło bardziej o względy estetyczne i smak pary. Jedyne moje zastrzeżenie dotyczące czyszczenia jest takie samo, jak moje ogólne zastrzeżenie do VapCapa – trzeba uważać, aby nie potłuc szklanych elementów.

Ogólnie rzecz biorąc czyszczenie VapCapa jest łatwe i bezproblemowe,  zajmuje ono nie więcej niż kilka minut i nie trzeba wykonywać go często. Za czyszczenie VapCap otrzymuje 90 punktów na 100.

Gwarancja

W przypadku osób, które wsparły DynaVap (producenta VapCapa) w czasie, kiedy VapCap był jeszcze na etapie zbierania środków metodą crowdfunding’ową, obowiązuje dożywotnia gwarancja. Ponieważ prawdopodobieństwo, że jesteś jedną z tych osób w praktyce wynosi 0, mam złą wiadomość – VapCap nie jest objęty żadną gwarancją w przypadku rozbicia go, nie jest też urządzeniem elektronicznym więc nie obejmuje go funkcjonująca w UE ustawowa 2-letnia gwarancja na produkty elektroniczne.

Dobra wiadomość jest taka, że w DynaVap jest firmą znaną z perfekcyjnej obsługi klienta i przypadku zakupu VapCap posiadającego jakikolwiek defekt nie powinno być najmniejszego problemu z jego wymianą – wystarczy napisać do producenta. Nigdzie nie udało mi się jednak znaleźć informacji na temat długości gwarancji producenta. Cena sprzętu jest co prawda bardzo niska (jak na waporyzator), jednak bądźmy ze sobą szczerzy – VapCap najprawdopodobniej nie przetrwa upadku na twardą powierzchnię. W związku z tym byłoby bardzo dziwnym, gdyby gwarancja obejmowała takie przypadki.

Nie do końca wiadomo, ile tak naprawdę wynosi gwarancja VapCapa, wiadomo za to, że trzeba się z nim obchodzić jak z wydmuszką – jest BARDZO delikatny. Z drugiej strony, niemal wszystkie VapCapy posiadające jakikolwiek defekt są wymieniane przez producenta na nowe bez zadawania żadnych zbędnych pytań. Podsumowując: jeśli upuścisz VapCapa – bardzo mi przykro, nic nie da się zrobić. Jeśli natomiast z jakiegoś powodu to VapCap nie działa tak jak należy – bez problemu go wymienisz, mimo braku formalnej informacji o jakiejkolwiek gwarancji. W związku z tym moja ocena  gwarancji wynosi 60 punktów na 100 możliwych.

Ostateczny werdykt

VapCap Original ma sporo ograniczeń – trzeba go ogrzewać co 2-3 wdechy, uważać, aby go nie rozbić, para potrafi być trochę zbyt gorąca jeśli na zbyt długo zakryjemy sprzęgło, zaś korzystanie z niego na ulicy tej nie jest najlepszym pomysłem. Jest za to miniaturowych rozmiarów, jest niezwykle wydajny, wydziela bardzo niewiele zapachu i potrafi zaskoczyć mocą pary. Przy odpowiedniej technice brania wdechów para jest zaskakująco dobrej jakości, co jest ewenementem jak na tak mały sprzęt o tak prostej konstrukcji. Mimo wszystko jednak to bardzo dobry sprzęt, który do tego jest bardzo niedrogi. W mojej ocenie to świetna opcja do zabrania na wakacje, jeśli lecimy samolotem – można zakupić VapCapa za niecałe 200 zł, korzystać z niego tylko przez czas wyjazdu a następnie sprzedać na miejscu, podarować komuś lub po prostu wyrzucić przed wejściem do samolotu powrotnego. Jeśli chcesz kupić VapCap to jedyne miejsce, w którym jest on dostępny w Polsce znajdziesz pod tym linkiem.

Ostateczny werdykt to 75 85 punktów na 100. VapCap Original potrzebuje zewnętrznego źródła ciepła, para czasami potrafi być ciut za ciepła i drapiąca po gardle, do tego trzeba niezwykle uważać, aby go nie upuścić, gdyż prawie na pewno skończy się to rozbiciem szklany elementów. Jednym słowem – VapCap ma swoje wady, jak zresztą każdy vaporizer. Posiada też jednak szereg istotnych zalet: jest kieszonkowych rozmiarów, nie posiada baterii, która może się zużyć lub wyładować, działa naprawdę dobrze i przede wszystkim jest to naprawdę niesamowicie wydajny waporyzator. Potrafi też dostarczyć dość szokująco mocnej pary, co dla wielu osób poszukujących mocnych doznań będzie jego największą zaletą. Para jest naprawdę dobrej jakości jeśli pamiętamy o tym, żeby „sprzęgło” zatkać tylko na krótką chwilę. Nie sposób przemilczeć też jego ceny – to (obok Vapocane) najtańszy sposób na prawdziwą waporyzację na przyzwoitym poziomie. [EDIT – kwiecień 2017].

Zachęcam do kupna VapCap Original Vaporizer w polecanym przeze mnie sklepie, w którym sam kupuję swoje waporyzatory.VF-Vapomaniak

Autor recenzji:

vapo3

VapoManiak, wielki fan waporyzacji, kolekcjoner i  niezależny recenzent vaporizerów. Masz pytanie? Napisz do mnie lub zostaw komentarz – odezwę się!

14 uwag do wpisu “VapCap Original Vaporizer – recenzja (aktualizacja)

  1. PanOramx

    Mam vapcap. To mój pierwszy i jedyny waporyzator. Trochę czasu zajmuje opanowanie techniki palenia ale warto, bo przyjemność jest spora. Choć muszę przyznać, że nie mam takich efektów chmurzenia jak w filmach na YT. Chciałbym kupić jeszcze np. Grasshoppera ale trochę za drogi :-)
    BTW. Jest tu na blogu jakiś RSS?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć PanOramx, dzięki za komentarz. To prawda, VapCap wymaga trochę techniki, ale choć faktycznie nie ma wielkich chmur to efekty mimo wszystko potrafią (przyjemnie) zaskoczyć. Grasshopper raz że dość drogi, a dwa że mocno awaryjny. Ale też nad nim myślę obecnie ;-) największe chmury daje Sticky Brick, w niedługim czasie będzie dostępnych w PL kilka rożnych modeli, w tym ten którego recenzja jest u mnie na stronie. Lepsza para niż Grasshopper, też w kilka sekund.

      Klasycznego RSS nie ma, możesz za to zapisać się na newsletter e-mail, dzisiaj uruchomiłem też fanpage na FB, a wczoraj na Instagramie – zapraszam do obserwowania mnie w social media, będę tam informował o wszystkich nowościach na stronie. Pozdro

      Polubienie

      1. PanOramx

        Grasshoppera widziałem tylko na wideo i nieźle to wygląda. Awaryjny powiadasz? Może kolejne wersję będą lepsze :-)
        Ja nie potrzebuję wielkich kłębów pary ale muszę przyznać, że im większej nabieram wprawy z Vapcapem tym z parą też jest lepiej :-)
        Ten Sticky Brick jakoś mi nie odpowiada – widziałem na wideo, że trzeba tam sporo wkładu dać, bo dość spory ten „cybuch”. W Vapcapie wystarczy troszeczkę – w sam raz na raz ;-)

        Subuję przez Feedly – działa :)

        Polubione przez 1 osoba

        1. Główny problem z Grasshopperem jest taki, że ustnik nagrzewa się tak bardzo, że po 1-2 wdechach zaczyna parzyć, nawet ten silikonowy ochraniacz średnio pomaga. Ale bardzo kusi rozmiarem, designem i tempem nagrzewania. Co do awaryjności – raz jest lepiej, raz gorzej, zależnie od serii. Ale ogólnie psują się podobno dość często.
          Sticky Brick – komora faktycznie jest spora, ale wystarczy dać tyle wkładu żeby zakrył sitko. Ja używam w Sticky Brick mniej więcej tyle co w VapCap (czyli bardzo mało) a pary o wiele więcej i jest idealnie chłodna. Ale to oczywiście kwestia preferencji. W każdym razie to bardzo oszczędny sprzęt.
          A którego modelu VapCapa używasz? Ja mam tę podstawową wersję ale myślę nad TiWoody (tym drewnianym).
          Tak, przez Feedly da się subować, ale chyba tylko posty z bloga. Na FB będzie więcej, zapraszam do polubienia ;-)

          Polubienie

  2. Markod

    Technika brania wdechów również nie jest skomplikowana – na krótką chwilę zatykamy „sprzęgło” aby zakumulować więcej ciepła w komorze, zwalniamy sprzęgło i wykonujemy długi, ale nie koniecznie super-wolny wdech. Gdy para robi się zbyt ciepła, wpuszczamy trochę dodatkowego powietrza odsłaniając na chwilę „sprzęgło”.

    Coś tu chyba pogmatwane jest – czyli w chwili
    …zatkania sprzęgła na krótka chwile nie bierzemy wdechu,tylko zaczynamy wdech po zwolnieniu sprzęgła? i dalej
    …gdy para robi się zbyt ciepła odsłaniamy na chwilę „sprzęgło”
    Przecież jest ono już odsłoniętę , po „któtkiej chwili’ zatkania.
    Możesz to doprecyzować/poprawić?Pozdrawiam,MK

    Polubienie

    1. Hej, dzięki za czujność. Zwróć uwagę, że ta recenzja była aktualizowana (aktualizacje są na czerwono), stąd pojawiła się drobna nieścisłość – już to poprawiłem.

      Z grubsza chodzi o to, że możemy stosować dwie techniki wdechów – zatykając sprzęgło jedynie na krótką chwilę uzyskamy łagodniejszą parę, zatykając je przez dłuższy czas i jedynie dopuszczają powietrza przez sprzęgło para będzie mocniejsza, ale i nieco cieplejsza. Choć jeśli myślisz nad VapCapem to zdecydowanie polecam VapCap M.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s